sobota, 29 sierpnia 2026

Ewa Bauer "Kurhanek Maryli"

Tytuł: "Kurhanek Maryli"

Autor: Ewa Bauer

Wydawnictwo: Bookend

Ilość stron: 288

Data wydania: 20-01-2026

Moja ocena: 9/10

 

No wiecie co!? Jak można napisać tak smutną książkę?!

Marta traciła po kolei wszystkich, których kochała, aż serce pękało na koniec.

Najpierw w wypadku zginęli jej rodzice i dorastała na wsi przy babci, prostej i mocno wierzącej kobiecie, dla której religijny rytuał i tradycja okazały się ważniejsze niż uczucia wnuczki, której tym samym zapewniła trwałą traumę.

Nastoletnia Marta chciała wyrwać się z Marcic, bo wieś była dla niej za mała a na dodatek zawiodła ją przyjaciółka... trafiła na człowieka, który wykorzystał jej naiwność i lęk, żeby ubić interes.

W końcu wydawało się, że wychodzi na prostą, kiedy Piotr się jej oświadczył. W ich domu nie było typowej przemocy fizycznej, ale szlag mnie trafiał gdy czytałam jak ją traktował, jak udzielny książę, który uratował biedaczakę a ona ma być mu we wszystkim posłuszna. Do tego teściowa, która wszystko wie lepiej. Nie dziwię się, że w końcu Marta zaczęła rzucać talerzami, i tak długo wytrzymała. Mąż, który nie ufa jej jako matce i zabrania kontaktować się z babcią, jej jedyną rodziną...

Marta w końcu dojrzała do tego, by zainteresować się co się dzieje ze staruszką, choć Piotr był temu przeciwny. Dopiero w dorosłym życiu zaczęły wracać do niej wspomnienia wakacji spędzonych nad wodą i babcinych przetworów i zauważyła, że czuje nostalgię za tym, co kiedyś tak chętnie porzuciła.

Marta miota się między dwoma domami, by zająć się córką i babcią, bo obie jej potrzebują a mąż i teściowa tylko sączą jad...

Czekałam na to, aż Marta nabierze dość pewności siebie, żeby się im postawić a to, co stało się na końcu złamało mi serce, choć autorka starała się w finale nakleić na nie plasterek...

Książka jest napisana prostym językiem, ale wywołuje mnóstwo emocji. Już po tytułowym kurchanku, można spodziewać się, że nie będzie to lekka lektura, ale nie spodziewałam się, że tak we mnie uderzy. Po długiej i dramatycznej historii ten finał wydawał mi się zbyt krótki, ale dawno tak nie przeżywałam powieści obyczajowej. Polecam jeśli nie boicie się łez.


Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://linktr.ee/annadyczko_mczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko_mczas

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko

https://www.tiktok.com/@anna_dyczko




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz