piątek, 23 stycznia 2026

Chloe Dalton "Jak wychować zająca"

Tytuł: "Jak wychować zająca"

Autor: Chloe Dalton

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie

Ilość stron: 272

Data wydania: 15-10-2025

Moja ocena: 10/10

 

„Jak wychować zająca” Chloe Dalton to piękna i poruszająca opowieść o czymś, co wydaje się niemal niemożliwe: wychowaniu dzikiego zająca w domu człowieka. Zające są zwierzętami niezwykle delikatnymi i płochliwymi, których nie da się udomowić. Tym bardziej niezwykła jest historia opisana przez autorkę.

Chloe Dalton znalazła maleńkiego zajączka samotnie leżącego na drodze. Gdy po kilku godzinach wciąż tam był i wyglądał na porzuconego, zabrała go do domu. Od początku kierowała się intuicją, starając się jak najmniej ingerować w naturę dzikiego stworzenia. Rzadko go dotykała, zapewniając mu możliwie największą swobodę. Zajączek, który okazał się samicą, miał do dyspozycji cały dom i ogród, gdzie mógł swobodnie kicać. Chloe obserwowała go z dystansu, biorąc na ręce jedynie podczas karmienia, a gdy podrósł podsuwając odpowiednie jedzenie, aż w końcu pozwoliła mu wrócić na wolność.

Decyzja ta wiązała się z ogromnym lękiem o bezpieczeństwo zajęczycy, jednak autorka uszanowała jej dziką naturę. Zaufanie, jakim zwierzę ją obdarzyło, było czymś absolutnie wyjątkowym, gdyż zajęczyca powierzyła kobiecie swoje młode, co jest zjawiskiem niespotykanym wśród dzikich zwierząt.

Książka jest również opowieścią o przemianie samej autorki. Chloe, wcześniej całkowicie pochłonięta pracą i częstymi podróżami, w czasie pandemii zatrzymała się w swoim wiejskim domu, zmuszona do zmiany dotychczasowego trybu życia. Jak sama pisze, wcześniej niemal nie dostrzegała przyrody, jednak uratowanie zajęczego niemowlęcia stało się początkiem głębokiej fascynacji światem natury. Od poszukiwania informacji o żywieniu i chorobach zajęcy, po coraz szersze zainteresowanie roślinami, zwierzętami i zależnościami, które je łączą.

Autorka w przepiękny, niemal poetycki sposób opisuje otaczające ją bogactwo przyrody, jednocześnie zwracając uwagę na zagrożenia, jakie czyhają na zające, przede wszystkim zmechanizowane rolnictwo i myślistwo. Zające są z natury bezbronne, a ich jedyną ochroną jest maskujące ubarwienie oraz niezwykła szybkość. Chloe miała niepowtarzalną okazję obserwować te zwierzęta z bliska i dzieli się spostrzeżeniami na temat ich zachowań. Zauważa między innymi, że są to stworzenia niezwykle czyste, czujne i reagujące na każdą zmianę w otoczeniu.

Zwraca uwagę, że zające najczęściej postrzegane są wyłącznie jako szkodniki oraz że nie obowiązuje ich okres ochronny. Szczególnie wstrząsające okazały się dla mnie opisy bezczelności organizatorów płatnych polowań, którzy potrafią wjeżdżać na prywatne posesje samochodami i spuszczać psy.

Ogromnym atutem książki jest sposób, w jaki Chloe Dalton opisuje zające i przyrodę. Jej opisy są tak sugestywne, że pozwalają wyobrazić sobie z fotograficzną dokładnością każdy detal: umaszczenie, rozmieszczenie wibrysów, barwy traw czy światło zmieniające się wraz z porami dnia. Autorka ma prawdziwy dar czarowania słowem.

"Jak wychować zająca" to książka pełna czułości, uważności i szacunku wobec dzikiej natury. Polecam ją szczególnie osobom kochającym przyrodę oraz piękne, nastrojowe opisy.


Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://linktr.ee/annadyczko_mczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko_mczas

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko

https://www.tiktok.com/@anna_dyczko



Aditi Nerurkar "5 resetów. Przeprogramuj mózg i ciało, by uodpornić się na stres"

Tytuł: "5 resetów. Przeprogramuj mózg i ciało, by uodpornić się na stres"

Autor: Aditi Nerurkar

Wydawnictwo: Insignis

Ilość stron: 368

Data wydania: 29-10-2025

Moja ocena: 7/10

 

„Co robiłeś w dzieciństwie, że godziny mijały jak minuty?”

Odpowiedź na to pytanie staje się punktem wyjścia do zresetowania systemu. Autorka proponuje, by zacząć od poświęcania tej czynności zaledwie dziesięciu minut dziennie jako sposobu na redukcję stresu.

Kiedy sięgnęłam po tę książkę, pomyślałam, że znów będzie o ćwiczeniach fizycznych i oddychaniu. I faktycznie, są one jednym z filarów zmiany, obok dobrego snu, uważności oraz „diety medialnej”. To elementy powtarzające się w wielu poradnikach. Aditi Nerurkar idzie jednak krok dalej: podaje konkretne, praktyczne ćwiczenia, tłumaczy, dlaczego tak trudno wprowadzać zmiany nawet wtedy, gdy widzimy, że nasz styl życia szkodzi zdrowiu, oraz podkreśla, że pewien poziom stresu jest nie tylko normalny, ale wręcz potrzebny.

Problem pojawia się wtedy, gdy ten poziom zostaje przekroczony. Ciało zaczyna wysyłać sygnały ostrzegawcze niczym kanarek w kopalni: kołatanie serca, napięcie, przewlekłe zmęczenie, mimo że wyniki badań pozostają w normie. Winny bywa stres. Nasza odporność na niego, nazywana rezyliencją, po przekroczeniu granicy może przerodzić się w toksyczną rezyliencję. Autorka obala mit „zaciskania zębów” i przeczekiwania trudnych momentów. Odkładanie odpoczynku na później, aż dzieci dorosną, minie kryzys w pracy albo nadejdzie emerytura, jest błędem. Ciało domaga się uwagi tu i teraz.

„5 resetów” pokazuje, jak wprowadzać zmiany w sposób realny. Kluczowa zasada brzmi: tylko dwie zmiany naraz. Wielka rewolucja zwykle upada po tygodniu. Nowe nawyki powinny mieć wyznaczony czas i być dopasowane do indywidualnych potrzeb. Człowiek pod wpływem stresu przypomina czajnik stojący na gazie, który musi dać ujście nagromadzonej parze, zanim wszystko się zawali. W postpandemicznej rzeczywistości wiele osób doświadcza wypalenia właśnie dlatego, że stres „dopadł je po fakcie”. Nie jesteśmy stworzeni do funkcjonowania w wysokim napięciu przez długi czas bez resetu.

Autorka zwraca też uwagę na sen. Zestresowany człowiek śpi gorzej, a dodatkowo coraz więcej osób zmaga się z prokrastynacją snu - odkładaniem pójścia do łóżka na rzecz telefonu. Spośród zaproponowanych narzędzi szczególnie spodobał mi się plan wsteczny: najpierw wyznaczamy priorytetowy cel, a potem cofamy się, rozpisując kolejne kroki, które mają nas do niego doprowadzić. Podzielenie zadania na mniejsze etapy czyni je znacznie bardziej osiągalnym.

Nerurkar pisze również o dwóch rodzajach szczęścia: hedonistycznym, chwilowym, jak przyjemność po zjedzeniu przysmaku, oraz eudajmonistycznym, opartym na sensie i celu. To drugie sprzyja odporności psychicznej i fizycznej oraz pomaga skuteczniej radzić sobie ze stresem. Autorka przypomina o osi jelita–mózg, podkreślając, że zdrowa dieta może wspierać redukcję napięcia. Sen jest równie istotny, gdyż jego niedobór aktywuje te same obszary mózgu co stany lękowe. Ważna jest także łagodność wobec siebie i praktykowanie wdzięczności, które pomagają uciszyć wewnętrznego krytyka. Nie bez znaczenia są przerwy w pracy, bo to one zwiększają nasze możliwości dzięki konsolidacji pamięci.

Poradnik napisany jest prostym, przystępnym językiem, z przykładami z życia różnych osób i opisem efektów wprowadzonych resetów. Nie znajdziemy tu konkretnych badań, tabel ani ramek porządkujących wiedzę, jednak zaproponowane ćwiczenia stanowią wartościowy i praktyczny dodatek. 


Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://linktr.ee/annadyczko_mczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko_mczas

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko

https://www.tiktok.com/@anna_dyczko



Mikołaj Marcela "Sztuka obrony przed gównianym jedzeniem. Zbawienna monotonia w kuchni i poza nią"

Tytuł: "Sztuka obrony przed gównianym jedzeniem. Zbawienna monotonia w kuchni i poza nią"

Autor: Mikołaj Marcela

Wydawnictwo: Znak

Ilość stron: 336

Data wydania: 14-01-2026

Moja ocena: 8/10

 

Jakiś czas temu zapisałam się na bezpłatne diety NFZ. Otrzymałam plan świetnie zbilansowanych i zróżnicowanych posiłków. Brzmi idealnie, więc co poszło nie tak?

Wydałam kilkaset złotych na zakupy, przygotowałam dania na kilka dni i wtedy okazało się, że z wielu produktów zużyłam zaledwie 10–20% opakowania. Co z resztą? Szkoda wyrzucić, więc zaczęłam gotować z tego, co zostało… i na tym moja dieta NFZ praktycznie się skończyła.

W książce „Sztuka obrony przed gównianym jedzeniem. Zbawienna monotonia w kuchni i poza nią” Mikołaj Marcela proponuje zupełnie inne podejście. Przekonuje do przygotowywania powtarzalnych dań, opartych stale na tych samych składnikach, z sezonowymi modyfikacjami. Taka „monotonia” ma gwarantować oszczędność, ograniczenie marnowania jedzenia oraz doskonalenie kulinarnych umiejętności w kilku wybranych potrawach. Trochę jak w dobrej restauracji z krótkim, dopracowanym menu.

Autor przytacza co prawda badania, raczej w formie anegdot, ale fundamentem książki są jego osobiste doświadczenia. I właśnie to przekonuje mnie najbardziej. Mikołaj Marcela zauważa, że w epoce przesytu i ciągłej pogoni za nowością to właśnie powtarzalność i prostota mogą okazać się zbawienne dla zdrowia i portfela. Zachęca, by spojrzeć na gotowanie nie jak na stratę czasu, lecz jak na system wsparcia i ochrony zdrowia naszego oraz naszych bliskich.

Proponowany model kuchni opiera się w dużej mierze na produktach roślinnych, co ma dodatkowy, bardzo praktyczny plus: takie posiłki przygotowuje się szybciej. Z mięsem jest zazwyczaj więcej pracy. Jednocześnie autor nie nawołuje do radykalnych zmian. Sugeruje ograniczenie mięsa, ale nie namawia do przejścia na wegetarianizm, podkreślając, że nie każdemu służy ten sam styl odżywiania. Wybieramy to, po czym czujemy się dobrze.

Marcela chwali kuchnię włoską i śródziemnomorską, które również cenię, za ich prostotę i korzystny wpływ na zdrowie dzięki dużej ilości świeżych warzyw. Wspomina też o wartości wspólnego biesiadowania, świętowania i nie wyklucza okazjonalnego jedzenia poza domem ani wyjątków od codziennych zasad w święta czy na wakacjach. To ma być zmiana na stałe, a nie kolejna tymczasowa dieta, więc musi być dopasowana do nas, a nie odwrotnie.

Autor nie zaleca wyrzucania czegokolwiek z menu, lecz zachęca do czytania etykiet i wybierania produktów lepszej jakości. Nie ma tu moralizatorstwa ani narzucania jednej słusznej drogi. Jedynie jedna, prosta tabelka pokazuje, które produkty są bardziej, a które mniej przetworzone.

Całość napisana jest lekkim, przyjaznym stylem. To książka bardziej o zmianie myślenia niż o liczeniu kalorii.

Polecam. 


Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://linktr.ee/annadyczko_mczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko_mczas

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko

https://www.tiktok.com/@anna_dyczko



Jacek Bromski "Kroniki Królowego Mostu"

Tytuł: "Kroniki Królowego Mostu"

Autor: Jacek Bromski

Wydawnictwo: Harde

Ilość stron: 432

Data wydania: 12-11-2025

Moja ocena: 6/10

 

"Kroniki Królowego Mostu" to lekka, humorystyczna lektura o mieszkańcach małego miasteczka. Królowy Most, niepozorna mieścina gdzieś w Polsce, nagle staje się odrębnym krajem z własną władzą, a rządy przejmują dobrze już znani czytelnikowi mieszkańcy. Posługują się oni charakterystyczną lokalną gwarą i specyficzną składnią, ale całość pozostaje w pełni zrozumiała i bardzo naturalna.

Już na początku drobny incydent wywołuje ogromną sensację, co świetnie oddaje realia miejsca, w którym niewiele się dzieje, a każdy nowy przybysz staje się wydarzeniem. Najważniejszą postacią powieści jest mądry, doświadczony ksiądz, cieszący się powszechnym autorytetem i zaufaniem. Ma on prawdziwe serce dla ludzi, w przeciwieństwie do swojego nowego pomocnika, kurczowo trzymającego się sztywnych, oderwanych od życia przepisów.

Książka ma formę kroniki, w której obserwujemy życie miasteczka na przestrzeni kolejnych pór roku. Ten konkretny rok okazuje się jednak wyjątkowy, ponieważ na mocy odnalezionego starego dokumentu wydanego przez króla Jana Kazimierza Królowy Most zyskuje status księstwa.

Osoby, które widziały film „U Pana Boga w Królowym Moście”, z łatwością rozpoznają te same sceny i bohaterów. Podobieństwo nie jest przypadkowe, ponieważ autorem książki jest reżyser filmu, co sprawia, że powieść i ekranizacja doskonale się uzupełniają. Czytając, niemal automatycznie miałam przed oczami sceny z produkcji filmowej.

„Kroniki Królowego Mostu” to powieść napisana lekko, z humorem charakterystycznym dla polskiej komedii obyczajowej, z delikatnym wątkiem romantycznym w tle. Idealna lektura na poprawę nastroju i chwilę literackiego oddechu.


Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://linktr.ee/annadyczko_mczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko_mczas

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko

https://www.tiktok.com/@anna_dyczko



Jakub Sobalski "Ku światłu"

Tytuł: "Ku światłu"

Autor: Jakub Sobalski

Wydawnictwo: Lava

Ilość stron: 198

Data wydania: 01-09-2025

Moja ocena: 6/10

 

Opis „Ku światłu” Jakuba Sobalskiego od razu przyciąga uwagę. Bohaterem powieści jest tzw. Anioł, człowiek zmodyfikowany genetycznie, zaprojektowany jako istota idealna. Serith postrzega siebie jako byt wyższy, niemal boski, oczekujący czci i bezwzględnego oddania ze strony „niemodyfikowanych” ludzi. W pewnym momencie zaczynają się jednak pojawiać rysy na tym obrazie doskonałości: przebłyski emocji, wątpliwości i pytania o wolność. Czy można być istotą idealną, jeśli zostało się zaprogramowanym przez innych?

To bardzo ciekawy i nośny dylemat filozoficzny. Motyw „stworzenia”, które uważa się za Boga, by odkryć, że samo jest czyimś dziełem, przywodzi na myśl Blade Runnera czy Frankensteina. Osadzenie go dodatkowo w kontekście quasi-religijnym: Anioł, kult, Kościół Genomu nadaje historii dodatkowej głębi poprzez symbolikę.

Jednocześnie lektura okazała się dla mnie dość ciężka, co w dużej mierze wynika ze stylu narracji. Można odnieść wrażenie, że autor celowo dopasował język do „boskiej” perspektywy bohatera. Serith jest chłodny, wyniosły, gardzi ludźmi i ich słabościami, więc również jego sposób myślenia i mówienia pozbawiony jest naturalności. Dialogi brzmią sztywno i patetycznie, a emocjonalne połączenie z bohaterem jest trudne do osiągnięcia. Trudno polubić postać, która oczekuje absolutnego oddania i patrzy na innych z pozycji wszechmocnego bytu.

Problemem jest także kontrast między zaprogramowaną doskonałością a nagłymi wybuchami emocji. Te momenty wewnętrznego pęknięcia, choć fabularnie uzasadnione, stylistycznie sprawiają wrażenie niespójnych i potrafią wybić z rytmu czytania. Zimna, analityczna narracja nagle ustępuje miejsca gwałtownym emocjom, co nie zawsze wypada przekonująco.

Na uwagę zasługuje również wyraźny nacisk na emocje w scenerii science fiction. Technologia jak wizjery, antygrawitacja, kosmodromy pełni raczej rolę tła dla relacji między postaciami niż celu samego w sobie. Autor chętnie opisuje reakcje bohaterów, ich gesty i stany emocjonalne, stawiając na dramatyzm i atmosferę.

Język powieści jest wysoki, deklaratywny, momentami wręcz teatralny. Bohaterowie nie prowadzą zwyczajnych rozmów, lecz wygłaszają podniosłe deklaracje w rodzaju: „Wiedz, że jestem inny. Oczekuję całkowitego oddania”. Styl ten buduje epicką, poważną tonację, ale jednocześnie potęguje dystans między czytelnikiem a postaciami.

Dodatkowym obciążeniem jest intensywne budowanie świata przedstawionego oparte na dużej liczbie nazw własnych. Już na początku czytelnik zostaje zasypany terminami takimi jak Aether, Serith, Deseth, Ravirion, Anioł, Wybraniec, Kościół Genomu czy Wysoka Rada. Bez stopniowego wprowadzania tych pojęć łatwo o zmęczenie i dezorientację, bo zamiast śledzić historię, trzeba nieustannie „dekodować” świat przedstawiony.

Na trudność lektury wpływa również poszarpany rytm narracji. Krótkie zdania i akapity, opisujące pojedyncze czynności, tworzą efekt staccato. Zamiast płynnej opowieści pojawia się wrażenie skakania od kropki do kropki, co może męczyć koncentrację. Do tego dochodzi operowanie abstrakcyjnymi pojęciami jak „przyszłość ludzkości”, „całkowite oddanie”, „obłąkańczy śmiech” przy jednoczesnym niedoborze konkretnych, zmysłowych detali, które pomogłyby czytelnikowi „wejść” w scenę.

Niektóre fragmenty sprawiają też wrażenie ekspozycji podanej w dialogach, gdzie bohaterowie tłumaczą sobie nawzajem rzeczy, które powinni już wiedzieć. To osłabia naturalność rozmów i potęguje wrażenie wykładu skierowanego do czytelnika.

Podsumowując: „Ku światłu” to powieść o bardzo interesującym, ambitnym koncepcie filozoficznym, która jednak stawia przed czytelnikiem spore wymagania. Gęsty, patetyczny styl, nadmiar nazw własnych i emocjonalny dystans sprawiają, że lektura może być męcząca. To książka raczej dla cierpliwych czytelników, gotowych zmierzyć się z trudną formą w zamian za refleksję nad wolnością, pychą i granicami stworzonej doskonałości. 


Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://linktr.ee/annadyczko_mczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko_mczas

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko

https://www.tiktok.com/@anna_dyczko



Ilona Ciepał-Jaranowska "Resztka ciepła"

Tytuł: "Resztka ciepła"

Autor: Ilona Ciepał-Jaranowska

Wydawnictwo: Na Szczęście

Ilość stron: 328

Data wydania: 20-11-2025

Moja ocena: 8/10

 

W książce poznajemy Agatę, kobietę, która w krótkim czasie traci rodziców, a w najtrudniejszym dla siebie momencie zostaje również opuszczona emocjonalnie przez męża. Sebastian, zafascynowany inną kobietą, odwraca się od niej wtedy, gdy najbardziej potrzebuje wsparcia. Patrząc na samotność Agaty, czułam narastającą złość wobec jego postawy.

Agata jest kobietą niezwykle silną. Zamraża emocje, zaciska zęby i robi wszystko dla dobra dzieci. Próbuje znaleźć na dnie rozpadającego się związku tę tytułową resztkę ciepła i rozpalić z niej ogień. To ona dba o domowe ciepło, dosłownie i w przenośni. Sebastian jest tak bardzo nieobecny, że potrafi nawet zapomnieć o drobnym prezencie dla niej pod choinkę. Agata pracuje, wychowuje Klarę i Bartka, a jednocześnie próbuje utrzymać iluzję normalności.

Od początku widać, że przypadkowo poznany człowiek okazuje jej więcej empatii niż własny mąż. Szymon, strażak, który ratuje Agatę z pożaru, wykazuje troskę i zwykłą ludzką uważność. Samotnie wychowuje córkę, Lenkę. Widać, że Agata nie jest mu obojętna, ale ona wciąż skupia się na ratowaniu małżeństwa. Tylko czy da się je dźwignąć w pojedynkę, bez jakichkolwiek realnych starań ze strony Sebastiana? Nawet psycholog jasno daje jej do zrozumienia, że do odbudowy relacji potrzeba chęci z dwóch stron.

Agata przez długi czas robi wszystko za dwoje. Jej teściowa z kolei przesadnie użala się nad synem, gdy ten od czasu do czasu coś ugotuje czy posprząta, jakby wyrządzano mu krzywdę. Rodzina męża celuje w niesprawiedliwości i nierówno rozdaje nagrody. Choć teść okazuje Agacie więcej serca, można przewidzieć, że rodzice ostatecznie staną po stronie syna.

Sebastian zdradzał Agatę przez długi czas, a nawet po deklarowanym zakończeniu romansu nadal nie angażuje się w relację ani z żoną, ani z dziećmi. Agata staje się nieufna, momentami aż nadmiernie kontrolująca. Chce, by mąż uzgadniał z nią każdą decyzję, nawet taką jak instalowanie aplikacji w telefonie. Tu miałam mieszane uczucia, bo rozumiem brak zaufania, ale momentami ta kontrola wydaje się przesadzona.

Agata dba o zdrowie dzieci, uczy je szacunku do przyrody, ogranicza niezdrowe jedzenie i nadmiar zabawek. Sebastian działa odwrotnie: pozwala na wszystko, przekupuje przekąskami i prezentami, przez co stawia Agatę w roli „tej złej”. Brak konsekwencji i wspólnego frontu rodzicielskiego działa na niekorzyść dzieci i pogłębia jej frustrację.

Książka jest bardzo autentyczna. Czułam się, jakbym była tuż obok Agaty i z niedowierzaniem obserwowała, jak długo potrafi to wszystko znosić. Zaskoczyło mnie, że przez tak długi czas pozwala sobie tylko na jeden prawdziwy wybuch złości. Stara się trzymać emocje na wodzy, by nie kłócić się z mężem przy dzieciach, co jeszcze bardziej pokazuje jej wewnętrzną siłę, ale i ogromne zmęczenie. Nawet nie zdaje sobie sprawy, że mimo jej starań dzieci dostrzegają jej smutek i wewnętrzną walkę.

Choć temat jest ciężki, książkę czyta się lekko. Doceniam, że autorka pokazuje sens wsparcia psychologicznego i rolę rozmów z przyjaciółką, które pomagają Agacie spojrzeć na swoją sytuację z innej perspektywy.

Szymon cierpliwie czeka na swoją szansę, co budzi mój szacunek. Agata musi sama odpowiedzieć sobie na pytanie, czy jej małżeństwo da się jeszcze uratować i jak długo warto walczyć w pojedynkę. Musi znaleźć sposób, by przetrwać emocjonalną zimę i rozpalić w sobie tę resztkę ciepła, która może przynieść wiosnę.

Bardzo przeżywałam tę książkę. Do tego stopnia, że momentami gadałam do bohaterów. 


Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://linktr.ee/annadyczko_mczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko_mczas

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko

https://www.tiktok.com/@anna_dyczko





Maggie O'Farrell "Portret Lucrezii"

Tytuł: "Portret Lucrezii"

Autor: Maggie O'Farrell

Wydawnictwo: Znak JednymSłowem

Ilość stron: 416

Data wydania: 29-01-2025

Moja ocena: 8/10

 

W "Portrecie Lukrecji" Maggie O’Farrell przedstawia historię bardzo młodej księżnej, wydanej za mąż za Alfonsa, księcia Ferrary. Poprzednia żona władcy zmarła w niewyjaśnionych okolicznościach i od pierwszych stron wiemy, że Lukrecja obawia się o własne życie.

Autorka prowadzi nas przez całe jej krótkie istnienie, opowiedziane w trzeciej osobie i w czasie teraźniejszym. Poznajemy niezwykle uzdolnioną artystycznie dziewczynkę, zafascynowaną zwierzętami i światem natury. Dziewczynkę wrażliwą, bystrą, obdarzoną żywą inteligencją, ukrytą pod burzą rudych włosów, sięgających aż do ziemi. Trudno nie zapamiętać sceny, w której Lukrecja głaszcze żywego tygrysa, to symbol jej odwagi, ciekawości i wewnętrznej siły.

Jeszcze jako nastolatka opuszcza rodzinny dwór i trafia do pałacu męża, chłodnego i surowego jak sam Alfonso. Początkowo żywi nadzieję, że jej małżeństwo będzie podobne do relacji rodziców, pełnej czułości, szacunku i bliskości. Szybko jednak odkrywa, że pod maską spokoju jej męża kryje się bezwzględność. Od Lukrecji oczekuje się tylko jednego: urodzenia dziedzica Ferrary.

Czas mija, a ciąża nie nadchodzi. Książę sprowadza medyków, których zalecenia doprowadzają młodą księżną do rozpaczy, lecz sprzeciw nie wchodzi w grę. Żywiołowa, kochająca przyrodę dziewczyna zostaje od niej odcięta. Odbiera się jej wszystko, co mogłoby przynieść ukojenie czy radość. Pozostaje jedynie modlitwa o syna. Tymczasem dworskie plotki głoszą, że Alfonso nigdy nie doczekał się potomka, nawet z nieprawego łoża. Mimo to winą zawsze obarcza się kobiety. Nikt nie odważy się wskazać księcia, bo gorzko by za to zapłacił. Alfonso nie uznaje półśrodków. Jaki los czeka młodą księżną?

Maggie O’Farrell z ogromną wrażliwością oddaje emocje kobiety żyjącej wiele wieków temu. Pokazuje, jak jej talenty, ciekawość świata i potrzeba wolności są systematycznie tłumione, a ona sama zmuszana do całkowitego podporządkowania mężowi i władcy.

Opowieść płynie spokojnym, wyważonym rytmem i skupia się przede wszystkim na przeżyciach zagubionej, niedojrzałej jeszcze dziewczyny. Trafiając na dwór męża, Lukrecja nie rozumie ani pałacowych intryg, ani oczekiwań wobec niej. Jej jedynym sprzymierzeńcem pozostaje wierna służąca Emilia.

Powieść napisana jest pięknym, poetyckim językiem, a emocje Lukrecji odbijają się echem w jej ciele, w drobnych gestach i reakcjach. To historia cicha, ale przejmująca. Szczególnie doceniam zakończenie, które mimo ciężaru opowieści pozostawia czytelnika z nutą nadziei. 


Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://linktr.ee/annadyczko_mczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko_mczas

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko

https://www.tiktok.com/@anna_dyczko





Lise Villadsen "Ofiara"

Tytuł: "Ofiara"

Autor: Lise Villadsen

Wydawnictwo: HarperCollins Polska

Ilość stron: 232

Data wydania: 26-11-2025

Moja ocena: 6/10

 

„Ofiara” Lisse Villadsen opowiada o młodej dziewczynie, Wilmie, która wyjeżdża na wymianę do rodziny w USA. To krucha licealistka z Danii, która po trudnych doświadczeniach rodzinnych szuka spokoju. Szybko jednak odkrywa szokujące różnice kulturowe i światopoglądowe w nowym otoczeniu, a jej próby odnalezienia się w obcym środowisku są utrudnione przez nietypowe dla niej zwyczaje rodziny goszczącej.

Powieść łączy wątki obyczajowe z kryminalnymi. Gdy Wilma odkrywa niepokojące zdarzenia w okolicy, odczuwa wzmagające się poczucie zagrożenia, szczególnie gdy do zaginionych dziewczyn dołącza jej nowa przyjaciółka.

Jej rosnąca niepewność sprawia, że czytelnik razem z bohaterką stara się rozwikłać zagadki i ocenić, komu można zaufać. Wilma staje przed nowymi wyzwaniami i sytuacjami, które testują jej poczucie bezpieczeństwa i zaufania do innych. Samodzielnie szuka poszlak, by odkryć kto stoi za sprawą zaginięć i zaczyna podejrzewać osoby z rodziny. Do końca czekamy, by odkryć czy jej intuicja podpowiada jej właściwe wskazówki.

Książkę czyta się bardzo płynnie, a postać Wilmy jest interesująca i dobrze skonstruowana. Narracja pierwszoosobowa pozwala czytelnikowi mocno związać się z bohaterką i zrozumieć jej emocje. Jednocześnie im bliżej końca, tym bardziej odczuwa się, że historia pozostawia pewne wątki niedopowiedziane, przez co opowieść sprawia wrażenie nieco niedokończonej.

Mimo to „Ofiara” wciąga od pierwszych stron i skutecznie buduje napięcie, pokazując świat z perspektywy młodej dziewczyny, która stara się odnaleźć swoje miejsce w obcym otoczeniu, które okazuje się groźniejsze niż mogła się spodziewać. 


Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://linktr.ee/annadyczko_mczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko_mczas

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko

https://www.tiktok.com/@anna_dyczko



Przemek Osowski "Wrona z Madenfal"

Tytuł: "Wrona z Madenfal"

Autor: Przemek Osowski

Wydawnictwo: Self-publishing Przemek Osowski

Ilość stron: 456

Data wydania: 15-08-2025

Moja ocena: 8/10

 

"Wrona z Madenfal" Przemka Osowskiego to ciężka, mroczna fantastyka, w której przelewająca się krew zostaje okraszona pięknym, dopracowanym językiem. Głównym bohaterem powieści jest najemnik Hjalkan, przemierzający groźną i bezlitosną krainę Gjaldenu, świat naznaczony wojną, okrucieństwem i moralnym rozkładem.

Styl autora można określić mianem plastycznego naturalizmu. Z jednej strony czytelnik otrzymuje bardzo brutalne, momentami wręcz naturalistyczne obrazy wojny, z drugiej zaś są one opisane językiem poetyckim, pełnym metafor i wyczucia estetyki słowa. Kontrasty między pięknem formy a okrucieństwem treści potęgują ciężar opowieści i nie pozwalają przejść obok niej obojętnie.

To proza, która przypadnie do gustu czytelnikom ceniącym fantastykę podejmującą trudne tematy w dojrzały sposób. Autor nie unika drastycznych opisów, wykorzystując je jako narzędzie do ukazania bezwzględności świata przedstawionego, a nie jako tanią prowokację.

Książka jest wymagająca. Jedną z bohaterek jest Sarenka, niepokorna księżniczka uciekająca przed niechcianym małżeństwem. Jej wątek pokazuje zarówno brak wyboru, z jakim muszą mierzyć się dzieci królewskiej krwi, jak i to, że sprytna i zdeterminowana kobieta potrafi znaleźć wyjście nawet z pozornie beznadziejnej sytuacji.

Wrona z Madenfal to opowieść pełna brutalnych, bezwzględnych czynów, w której liczą się władza, dominacja i demonstracja siły. Atmosfera jest gęsta niczym mgła spowijająca Gjalden, a fabuła wymaga skupienia porównywalnego do przedzierania się przez nią krok po kroku. Nie jest to książka do szybkiego czytania ani lekka rozrywka, lecz wymagająca, intensywna lektura, która nagradza cierpliwego czytelnika pięknym, bogatym językiem i konsekwentnie budowanym mrokiem. 


Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://linktr.ee/annadyczko_mczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko_mczas

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko

https://www.tiktok.com/@anna_dyczko



Urszula Gajdowska "Córki hrabiny. Helena"

Tytuł: "Córki hrabiny. Helena"

Cykl: Córki hrabiny, tom 3

Autor: Urszula Gajdowska

Wydawnictwo: Szara Godzina

Ilość stron: 272

Data wydania: 19-09-2025

Moja ocena: 8/10

 

Córki hrabiny. Helena” to trzeci i zarazem ostatni tom cyklu. Na początku fabuła cofa się do wydarzeń sprzed starcia z czarownicą znanego z części drugiej, by pozwolić nam być świadkami rodzącego się uczucia pomiędzy Heleną a Hubertem.

To hazardzista i hulaka, który nie wierzy w miłość i wciąż poszukuje nowych wrażeń, lecz pod maską lekkoducha skrywa romantyczną duszę. Tym razem postanawia podszyć się pod swojego brata bliźniaka i wyruszyć w podróż śladem skarbu Złotej Ordy. Dołącza do wyprawy, udając Horacego, choć obaj mają zupełnie odmienne charaktery. Horacy to dżentelmen o wyważonych ruchach i nienagannych manierach, co szczególnie widać podczas jazdy konnej. Hubert natomiast jest bardziej swobodny, wyluzowany i działa impulsywnie. Gdy między nim a Heleną zaczyna rodzić się flirt, mężczyzna chce wyznać prawdę, w końcu nie zamierza zdobywać serca panny na konto brata.

Kiedy Helena zostaje porwana przez piratów, Hubert bez chwili wahania rusza jej na ratunek, co tylko potwierdza, jak bardzo zależy mu na dziewczynie.

W tym tomie pojawia się również wątek przeklętego naszyjnika, który należy zwrócić w miejsce rabunku, by odwrócić jego złowrogie działanie, o ile to właśnie on odpowiada za nieszczęścia, jakie spotykają rozbójników.

Poza głównymi bohaterami uwagę niezmiennie przyciąga Madame Moreau, silna, opanowana instruktorka walki o trudnej przeszłości. Z ogromną chęcią sięgnęłabym po osobny tom poświęcony tej postaci, jeśli autorka zdecyduje się na taki krok. Jestem bardzo ciekawa, co wydarzyło się w jej wcześniejszym życiu i co ukształtowało ją jako kobietę.

Po zakończonej misji bohaterowie wracają do dworku Modlińskich, gdzie szykują się zmiany. To jednak nie koniec przygody, w tym miejscu pojawiają się także bardziej humorystyczne akcenty, gdy młodzi narzeczeni próbują znaleźć sposób na wspólne spędzenie czasu, będąc nieustannie pod czujnym okiem strażników moralności.

"Córki hrabiny" to cykl, który z lekkością łączy romans i przygodę w egzotycznych sceneriach, a jednocześnie pewnie osadza fabułę w realiach historyczno-obyczajowych XIX wieku.


Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://linktr.ee/annadyczko_mczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko_mczas

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko

https://www.tiktok.com/@anna_dyczko



  

Urszula Gajdowska "Córki hrabiny. Eliza"

Tytuł: "Córki hrabiny. Eliza"

Cykl: Córki hrabiny, tom 2

Autor: Urszula Gajdowska

Wydawnictwo: Szara Godzina

Ilość stron: 272

Data wydania: 19-09-2025

Moja ocena: 9/10

 

Za mną już wiele tytułów Urszuli Gajdowskiej, ale to właśnie ten tom wciągnął mnie najbardziej. Być może dlatego, że autorka połączyła tu wątki nadprzyrodzone z romansem pomiędzy przedstawicielami dwóch odmiennych kultur.

Bohaterami powieści są Eliza - rudowłosa wiedźma o wyrazistym charakterze, miłośniczka tajemnic i starych ksiąg - oraz Tatar Taras. Wspólnie poszukują zaginionego fragmentu mapy, który ma ich doprowadzić do legendarnego skarbu Złotej Ordy. Nie są jednak jedynymi zainteresowanymi, dlatego po drodze czeka ich wiele niebezpieczeństw. Eliza nie raz uraczy biednego Tarasa swoim ciętym językiem, a ich relacja od początku iskrzy. Dziewczyna, po bolesnym zawodzie miłosnym, nie ufa mężczyznom i pogodziła się ze swoim staropanieństwem. Taras natomiast działa jej na nerwy już od pierwszego spotkania, zwłaszcza gdy bez należytego szacunku odnosi się do jej włosów.

Z czasem okazuje się, że bohaterów łączy tajemnicze znamię oraz związana z nim klątwa. Aby się od niej uwolnić, będą musieli zmierzyć się z potężną czarownicą. W tej książce magia jest jak najbardziej realna i namacalna, podobnie jak chemia między Elizą a Tarasem. Gdy wydaje się, że ta dwójka zdoła pokonać dzielące ich różnice religijne i kulturowe, na jaw wychodzi fakt, że oboje skrywają przed sobą istotne tajemnice.

Tempo wydarzeń zwalnia tylko po to, by skupić się na gorącej, pełnej napięcia relacji bohaterów. Ogień lata tu między słowami. Taras będzie musiał nauczyć się akceptować charakter swojej wybranki, jeśli marzy o wspólnej przyszłości, a Eliza, choć inteligentna i ciekawa świata, wciąż zmaga się z brakiem kobiecej pewności siebie, będącym echem przeszłych doświadczeń.

Akcja narasta, nie pozwalając oderwać się od lektury, a finał sprawia, że natychmiast chce się sięgnąć po kolejny tom. Dla mnie to najlepsza książka Urszuli Gajdowskiej.


Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://linktr.ee/annadyczko_mczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko_mczas

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko

https://www.tiktok.com/@anna_dyczko



 

 

środa, 7 stycznia 2026

Raymond A. Moody "Refleksje nad życiem po życiu"

Tytuł: "Refleksje nad życiem po życiu"

Autor: Raymond A. Moody

Wydawnictwo: Illuminatio

Ilość stron: 128

Data wydania: 12-11-2025

Moja ocena: 6/10

 

"Refleksje nad życiem po życiu" Raymonda A. Moody’ego to rozwinięcie wcześniejszej książki autora, "Życie po życiu", i, jak sugeruje tytuł, jest to zbiór rozważań nad tym tematem, przyszłością badań nad nim oraz metodami, które są w nich niezbędne.

Na początku czytamy relacje osób, które przeżyły śmierć kliniczną. Wspólne dla tych doświadczeń są pewne charakterystyczne cechy. Osoby te po powrocie do życia ziemskiego częściej doceniają codzienność i czują, że mają jeszcze coś ważnego do zrobienia. W swoich relacjach podkreślają, że najważniejsze w życiu jest poszerzanie wiedzy i zdolność do miłości - brzmi jak moja relacja z książkami.

Autor zauważa również, że współczesne relacje pokrywają się w wielu aspektach z opisami sprzed wieków. Przytacza fragmenty Biblii, opowieści z różnych kultur, a na zakończenie posługuje się przypowieścią Platona o cieniach w jaskini.

W jednym z rozdziałów odpowiada także na często zadawane pytania dotyczące doświadczeń z pogranicza śmierci, w tym możliwego wpływu metod resuscytacji na ich występowanie.

Temat, mimo licznych relacji, wciąż pozostaje niezbadany, a nasz odbiór opowieści zależy w dużej mierze od indywidualnej wiary.

Moody porusza także kwestię różnego nastawienia do tych badań z jednej strony osób duchownych, z drugiej lekarzy, pokazując obie strony konfliktu między wiarą a nauką. Jak widać w obydwu przypadkach jest to również kwestia bardzo indywidualna.

Osoby, które przeżyły takie doświadczenia, stanęły u progu pewnej wiedzy, lecz nie przekroczyły jej, wracając do świata żywych. Być może dlatego nigdy nie odkryjemy całej prawdy. Gdyby istnienie życia po życiu można było udowodnić, wszelka wiara stałaby się zbędna, zastąpiona przez wiedzę. Tymczasem warunkiem wiary jest brak pewności i zawierzenie nadziei. Książka daje tę nadzieję, lecz nie daje pewności.

Główną rolą książki jest uzupełnienie części pierwszej i sama w sobie nie dodaje wiele nowego do tematu, prócz zaproponowanej metodologii badań. Uważam, że lepiej by wypadło połączenie całości w jeden tom. 


Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://linktr.ee/annadyczko_mczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko_mczas

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko

https://www.tiktok.com/@anna_dyczko



Milan Kundera "Kubuś i jego Pan"

Tytuł: "Kubuś i jego Pan"

Autor: Milan Kundera

Wydawnictwo: W.A.B.

Ilość stron: 126

Data wydania: 09-04-2025

Moja ocena: 6/10

 

"Kubuś i jego Pan" Milana Kundery jest literacką wariacją na temat Kubusia Fatalisty Denisa Diderota oraz dialogiem prowadzonym z osiemnastowiecznym pierwowzorem. Kundera świadomie zapożycza bohaterów, których relacja opiera się na ironii i grze pozorów. Kubuś daje do zrozumienia, że ma świadomość swojego istnienia jako postaci literackiej, wymyślonej „gdzieś na górze” przez poetę:

 

„Postanowił on, że Pan będzie wyglądem, a ja będę treścią.

Że Pan będzie wydawał rozkazy, lecz że ja wybiorę, które.

Że Pan będzie miał władzę, a ja będę miał wpływ.”

 

Utwór, napisany w formie sztuki teatralnej, aż prosi się o wystawienie na deskach teatru. Dialogi są żywe, dynamiczne i pełne filozoficznego humoru. Gdy obaj bohaterowie snują opowieści o swoich miłosnych perypetiach, odkrywają, że mimo różnic klasowych ich doświadczenia są zaskakująco podobne. Dochodzą do wniosku, że nie ma nic naprawdę oryginalnego: wszystko już było, a pragnienie wyjątkowości jest jedynie kolejną ludzką iluzją.

Kubuś i Pan są ze sobą nierozerwalnie związani i nie potrafią istnieć osobno. Pan reprezentuje formę, władzę i odpowiedni wygląd, natomiast Kubuś, pozornie podporządkowany, sprytnie podsuwa mu myśli i rozwiązania, mając realny wpływ na bieg wydarzeń. Ta odwrócona hierarchia stanowi jedno z najbardziej przewrotnych i satysfakcjonujących elementów utworu.

Cennym dodatkiem dla czytelnika jest wprowadzenie do wariacji zamieszczone na początku książki, które pozwala lepiej zrozumieć intencje autora i kontekst dialogu z Diderotem. Kubuś i jego Pan to utwór satyryczny, inteligentny i ironiczny, ukazujący nieprzewidywalność życia oraz złudność władzy, oryginalności i wolnej woli.

Kubuś i jego Pan to utwór inteligentny i wielowarstwowy, w którym pozornie lekka, dialogowa forma skrywa nieoczywiste refleksje filozoficzne. Kundera prowadzi grę z czytelnikiem, operując ironią, metatekstem i literackim dialogiem z Diderotem, co niewątpliwie stanowi wartość książki. Relacja Kubusia i Pana, oparta na odwróceniu ról władzy i wpływu, jest pomysłowa i konsekwentnie poprowadzona.

Jednocześnie ta sama cecha, która stanowi siłę utworu, może być jego słabością. Przystępna forma może wprowadzać w błąd, sugerując łatwą lekturę, podczas gdy uchwycenie sensu wymaga uważnego czytania i interpretacyjnego wysiłku. 


Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://linktr.ee/annadyczko_mczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko_mczas

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko

https://www.tiktok.com/@anna_dyczko