Tytuł: "Igrzyska w barwach krwi"
Autor: Renata Czarnecka
Wydawnictwo: Lira
Ilość stron: 496
Data wydania: 08-11-2024
Moja ocena: 5/10
Akcja powieści rozgrywa się w
burzliwym roku 1794, w czasie Powstania Kościuszkowskiego, kiedy Polska
podejmuje ostatnią próbę obrony swojej niezależności. Wiosną w Warszawie
wybucha powstanie, które początkowo przynosi zwycięstwo nad wojskami
rosyjskimi, ale szybko zamienia się w chaos, samosądy i spiralę przemocy.
Wydarzenia te oglądamy jednak z nietypowej perspektywy: oczami rosyjskich
arystokratek zamkniętych w swoich salonach, jakby w oblężonej twierdzy.
Niestety to, co mogłoby kipieć
emocjami, zostało przedstawione w bardzo zdystansowany sposób. Wiele scen
przypomina raczej relację z podręcznika historii niż żywą powieść. Zamiast
dialogów dostajemy często opisy rozmów, a dramatyczne wydarzenia są raczej
opowiadane niż pokazywane. Narracja pozostaje chłodna i zewnętrzna wobec emocji
bohaterów. Przykładowo zdanie: „Z trwogą mijała rozwścieczony tłum” informuje o
strachu, ale go nie oddaje. Wszystko rozumiem, lecz niewiele czuję.
Przez to trudno było mi
przywiązać się do bohaterów czy współczuć im w trudnych chwilach. Ich dialogi
brzmią momentami sztucznie i zbyt manierycznie. Tylko w dwóch scenach poczułam
prawdziwe emocje – gdy rzucony kamień i zabłąkana kula trafiały w dzieci. Wtedy
dramat nagle stawał się namacalny.
Książka sprawiała też wrażenie,
jakby była kontynuacją wcześniejszej historii. Od pierwszych stron czułam się
trochę tak, jakbym weszła do salonu pełnego obcych ludzi i próbowała
zorientować się w ich relacjach. Sprawdzałam nawet, czy to nie kolejny tom
jakiejś serii, ale nic na to nie wskazuje.
Wydarzenia historyczne są w
powieści obecne. Pojawiają się postacie takie jak Tadeusz Kościuszko, a realia
epoki zostały opisane poprawnie. Jednak pozostają one jakby na drugim planie.
Ktoś o nich opowiada, zamiast pozwolić czytelnikowi je przeżyć. Dodatkowo
drażniło mnie częste określanie Polaków mianem zdrajców, co wynika z rosyjskiej
perspektywy narracji, ale momentami brzmi bardzo jednostronnie.
Od powieści historycznej oczekuję
przede wszystkim emocji i możliwości zżycia się z bohaterami. Tutaj niestety
tego zabrakło. Książka jest emocjonalnie ciężka, choć ostatnie zdanie niesie
delikatną obietnicę, że kiedyś deszcz przestanie kojarzyć się wyłącznie z
tragedią i może znów stanie się symbolem życia.
Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas
https://linktr.ee/annadyczko_mczas
https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212
https://www.instagram.com/annadyczko_mczas

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz