niedziela, 22 marca 2026

Renata Czarnecka "Igrzyska w barwach krwi"

Tytuł: "Igrzyska w barwach krwi"

Autor: Renata Czarnecka

Wydawnictwo: Lira

Ilość stron: 496

Data wydania: 08-11-2024

Moja ocena: 5/10

 

Akcja powieści rozgrywa się w burzliwym roku 1794, w czasie Powstania Kościuszkowskiego, kiedy Polska podejmuje ostatnią próbę obrony swojej niezależności. Wiosną w Warszawie wybucha powstanie, które początkowo przynosi zwycięstwo nad wojskami rosyjskimi, ale szybko zamienia się w chaos, samosądy i spiralę przemocy. Wydarzenia te oglądamy jednak z nietypowej perspektywy: oczami rosyjskich arystokratek zamkniętych w swoich salonach, jakby w oblężonej twierdzy.

Niestety to, co mogłoby kipieć emocjami, zostało przedstawione w bardzo zdystansowany sposób. Wiele scen przypomina raczej relację z podręcznika historii niż żywą powieść. Zamiast dialogów dostajemy często opisy rozmów, a dramatyczne wydarzenia są raczej opowiadane niż pokazywane. Narracja pozostaje chłodna i zewnętrzna wobec emocji bohaterów. Przykładowo zdanie: „Z trwogą mijała rozwścieczony tłum” informuje o strachu, ale go nie oddaje. Wszystko rozumiem, lecz niewiele czuję.

Przez to trudno było mi przywiązać się do bohaterów czy współczuć im w trudnych chwilach. Ich dialogi brzmią momentami sztucznie i zbyt manierycznie. Tylko w dwóch scenach poczułam prawdziwe emocje – gdy rzucony kamień i zabłąkana kula trafiały w dzieci. Wtedy dramat nagle stawał się namacalny.

Książka sprawiała też wrażenie, jakby była kontynuacją wcześniejszej historii. Od pierwszych stron czułam się trochę tak, jakbym weszła do salonu pełnego obcych ludzi i próbowała zorientować się w ich relacjach. Sprawdzałam nawet, czy to nie kolejny tom jakiejś serii, ale nic na to nie wskazuje.

Wydarzenia historyczne są w powieści obecne. Pojawiają się postacie takie jak Tadeusz Kościuszko, a realia epoki zostały opisane poprawnie. Jednak pozostają one jakby na drugim planie. Ktoś o nich opowiada, zamiast pozwolić czytelnikowi je przeżyć. Dodatkowo drażniło mnie częste określanie Polaków mianem zdrajców, co wynika z rosyjskiej perspektywy narracji, ale momentami brzmi bardzo jednostronnie.

Od powieści historycznej oczekuję przede wszystkim emocji i możliwości zżycia się z bohaterami. Tutaj niestety tego zabrakło. Książka jest emocjonalnie ciężka, choć ostatnie zdanie niesie delikatną obietnicę, że kiedyś deszcz przestanie kojarzyć się wyłącznie z tragedią i może znów stanie się symbolem życia.



Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://linktr.ee/annadyczko_mczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko_mczas

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko

https://www.tiktok.com/@anna_dyczko


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz