środa, 27 października 2021

Vladimir Wolff "Ostateczne starcie"

Tytuł: "Ostateczne starcie"

Autor: Vladimir Wolff

Wydawnictwi: Warbook

Ilość stron: 416

Data wydania: 15-09-2021

Moja ocena: 8/10


"Major wie, że nie zdąży wcisnąć w gniazdo zapasowego magazynka i przeładować. Nie chce umierać na tych cholernych schodach. Ma jeszcze tyle do zrobienia. Napina mięśnie, jakby to miało mu w czymś pomóc. Z głowy Atlanty bryzgają strumienie krwi."


Nie wiem skąd tyle negatywnych opinii na Lubimy Czytać. Książka mi się podobała. Odniosłam wrażenie pewnej chaotyczności, ale zaczynałam czytać od czwartego tomu i potrzebowałam trochę czasu, żeby się połapać w sytuacji.

Na powierzchni Ziemi otwierają się kurtyny - portale do innych światów. Wyłaniają się z nich inne rasy istot, dokonując inwazji na naszą planetę. Świat zostaje uszczuplony o jedną trzecią mieszkańców. W "Ostatecznym starciu", jak łatwo się domyślić, ziemianie szykują się do obrony resztek ludzkości. 


"Przed wami ostateczne starcie. Pomyślcie o konsekwencjach przegranej. Nie sądziłem, że kiedyś to powiem, ale lepiej palnąć sobie w łeb już teraz, niż dopuścić do porażki." 


Wartka akcja, dramatyczna walka z najeźdźcami i strategiczna rola Polski w tym konflikcie sprawiają, że od książki trudno się oderwać. Vladimir Wolff ma lekki styl i posługuje się prostym, zrozumiałym językiem. 

Dobrze mi się czytało tę powieść, choć żałuję, że nie zaczęłam od początku. Dzieje się dużo i szybko, straty są po obu stronach. Czułam się jakbym oglądała wciągający film o inwazji obcych i heroicznej obronie ludzi. Coś jak Dzień Niepodległości w formie książkowej. 

Dziękuję wydawnictwu Warbook za egzemplarz recenzencki.


Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko_mczas

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko



wtorek, 26 października 2021

Ewa Pirce "Nie ma mnie bez ciebie"

Tytuł: "Nie ma mnie bez ciebie"

Autor: Ewa Pirce

Wydawnictwo: Plectrum

Ilość stron: 314

Data wydania: 01-09-2021

Moja ocena: 7/10


"W pewnym momencie poczułam coś niecodziennego i zaskakującego - mrowienie na ciele, a przy tym ciepło promieni słonecznych zastąpił chłód. Intuicyjnie zwróciłam się w innym kierunku i natrafiłam na niemal czarne oczy. Wzdrygnęłam się, ale nie byłam w stanie przestać patrzeć. Mężczyzna uwięził mnie w swoim spojrzeniu. Przechylił lekko głowę, a jego usta rozciągnął szelmowski uśmiech. Miał pełne usta, a na twarzy kilkudniowy zarost. Nie widziałam jeszcze równie przystojniejszego faceta i nikt w moim dwudziestoczteroletnim życiu nie wywarł na mnie takiego wrażenia."


Studentka zarządzania, Jane, wraz ze swoją współlokatorką i przyjaciółką Tracy, wybiera się na plażę. Nie było łatwo namówić ją na ten wypad. Dziewczyna jest bardzo wstydliwa i nieśmiała. Miała wyjść z akademika i dobrze się bawić, tymczasem wplątała się w kłopoty. Uratował ją przystojny nieznajomy, który sam przez ten czyn napytał sobie biedy.

Chłopak, który napadł Jane, okazał się synem bogatego tatusia. Czuje się bezkarny i wykorzystuje swoją pozycję, pieniądze i znajomości, by wyłgać się od oskarżenia.  

W skrytej i wycofanej Jane budzi się lwica. Nie odstępuje na krok mężczyzny, który ją obronił. Taka zmiana wydaje mi się co najmniej dziwna. Ona nie potrafi odpuścić, narzuca się Mattowi, poznaje jego matkę i zdobywa jej względy. 

Rodzinę Matthew spotkała przed laty tragedia, z której on do dziś nie potrafi się otrząsnąć. Powracające bolesne wspomnienia sprawiają, że staje się szorstki i nieprzyjemny, odpychając każdego, kto chciałby się do niego zbliżyć. Boli to jego matkę, która chciałaby dla syna innego życia. Sama ukrywa przed nim pewną tajemnicę, choć bardzo go kocha. 

Jane postawiła sobie za cel wyciągnąć Matta z dna rozpaczy. Wciąż próbuje się do niego zbliżyć. 


"O czym tak bardzo próbujesz zapomnieć, Matt?

Nie rób tego, bo to, co przeżyłeś, sprawia, że jesteś tym, którego chcę. Nie zmieniaj się, ponieważ na miłość nie zasługują wyłącznie dobrzy ludzie, miłością obdarza się również tych złych, by owo zło zastąpić miłością."


***


Czekałam na tę książkę od kiedy dowiedziałam się, że ma się ukazać. Bardzo lubię styl Ewy Pirce i muszę z przykrością stwierdzić, że ta powieść na tle innych wypada dość słabo.

Jane w mgnieniu oka zmienia się z nieśmiałego dziewczęcia w zawziętą stalkerkę. W jednej chwili przeżywa traumę po napadzie, by po chwili flirtować na całego. Jest zmienna jak chorągiewka na wietrze. 

Ich związek to klasyczny przypadek love-hate. Z początku Matt odpycha Jane, by wkrótce dać się jej zauroczyć. Bohaterowie płynnie przechodzą od nienawiści do pożądania, chociaż nie wyczułam między nimi płomiennego uczucia.  

Jakoś to wszystko mi się nie kleiło.

Tylko zakończenie było spektakularne, dzięki czemu zastanawiam się co będzie dalej. 

Przez większość czasu fabułę przedstawiają naprzemiennie główni bohaterowie. Pod koniec dołącza nieoczekiwanie trzeci głos, co wiele wyjaśnia. Obiecanych w zapowiedziach motocykli nie było zbyt wiele, choć pojawiły się w kluczowych momentach. 

Plus za małą wróżkę, która sypnęła brokatem. 

Dzięki dużej czcionce książkę przeczytałam bardzo szybko.

Dziękuję wydawnictwu Plectrum za egzemplarz recenzencki.


Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko_mczas

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko




Katarzyna Gacek "Śmierć na Zanzibarze"

Tytuł: "Śmierć na Zanzibarze"

Autor: Katarzyna Gacek

Wydawnictwo: Oficynka

Ilość stron: 326

Data wydania: 27-07-2021

Moja ocena: 7/10


Znana nam już z wcześniejszych części serii Magdalena Borowska właśnie definitywnie zakończyła swoje małżeństwo. Po rozwodzie dostała od swojej matki propozycję wyjazdu na Zanzibar. Pani weterynarz nie byłaby sobą, gdyby potrafiła tak zwyczajnie, po ludzku się rozluźnić i cieszyć czasem wolnym od opieki nad dziećmi i zwierzętami. Kiedy zniecierpliwiona nudą rajskich tropików dzwoni do komisarza Jacka Sikory wypytywać o toczące się w Polsce śledztwo, ten daje jej dobrą radę: znajdź sobie własnego trupa.

Jacek nie podejrzewa jak szybko jego życzenie się spełni. Magda nawet na bajecznym Zanzibarze jest w stanie znaleźć sobie aferę kryminalną do rozwikłania. Kiedy nasza pani weterynarz znajduje w hotelowym basenie zwłoki, od razu upatruje w tym morderstwa, chociaż miejscowa policja stawia na wypadek. 


"Najpierw pomyślałam, że to czyjeś ubranie, które wiatr zwiał do wody, ale to skojarzenie podsunął mi mój mózg chyba tylko po to, żeby choć o kilka sekund odwlec moment, w którym musiałam zdać sobie sprawę, że patrzę na unoszące się tuż pod powierzchnią wody kobiece ciało. Nie mogłam oderwać od niego wzroku, zaszokowana i zafascynowana jednocześnie. Nie widziałam twarzy, ale fantastycznie kolorowy kostium, który bardzo dobrze kojarzyłam, oraz znajome, wysportowane ciało, nie pozostawiały wątpliwości (...)"


Magda na obczyźnie nie ma wielkich możliwości wtrącania się w sprawy policji, która zresztą szybko umyła ręce. Także menedżer hotelu nie marzy z oczywistych powodów o tego rodzaju rozgłosie.

Kiedy kobieta dzwoni do Sikory z prośbą o pomoc, przy okazji usiłując wyciągnąć z niego jakieś informacje na temat morderstwa w Grodzisku Mazowieckim, ten daje jej dobrą radę:


"- Wiesz co, może ty lepiej idź na plażę. Poopalaj się. Poodpoczywaj. Bo z tego twojego śledztwa to czuję, że raczej nic nie będzie."


Czy miał rację? Ja z pewnością wolałabym poleżeć na plaży z drinkiem z parasolką, lecz nasza bohaterka nie znosi nudy. Pozostawiona sama sobie za wszelką cenę szuka jakiegoś ciekawego zajęcia. Co tam kite surfing czy kurs nurkowania? Domorosłe śledztwo - to jest to. 

Jej matka, znana autorka, nawet na wakacjach zagłębia się w pracę i nie życzy sobie towarzystwa. Jak było do przewidzenia, początkująca detektyw bez jakiegokolwiek wsparcia może tylko narobić sobie kłopotów. Jakby nie wystarczyła jej choroba morska.

***

Książkę czyta się bardzo przyjemnie, choć nie jest to jakiś wybitny kryminał. Lekki styl Katarzyny Gacek urzekł mnie już podczas lektury poprzedniego tomu serii, "Zemsta ze skutkiem śmiertelnym", o którym możecie przeczytać tu:

http://m-czas.blogspot.com/2021/02/katarzyna-gacek-zemsta-ze-skutkiem.html

Powieść "Śmierć na Zanzibarze" może umilić czas w podróży lub na urlopie. Jest łatwa w odbiorze i niewymagająca. W pochmurny dzień również przyjemnie się przenieść w klimat tropików, gdzie spośród drzew zerka na czytelnika bush baby - urocze galago. Nie powiem, żeby lektura trzymała mnie w napięciu, lecz powodowała lekki uśmiech.

Dziękuję wydawnictwu Oficynka za egzemplarz recenzencki powieści.


Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko_mczas

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko




poniedziałek, 25 października 2021

Magda Knedler "Narzeczone Chopina"

Tytuł: "Narzeczone Chopina"

Autor: Magdalena Knedler

Wydawnictwo: Mando

Ilość stron: 464

Data wydania: 29-09-2021

Moja ocena: 7/10


"Chopin niczego nie robił tak po prostu. Nad wszystkim się zastanawiał, za wszystko płacił nerwami w strzępach. Wszystko w nim grało. Rezonował. Oddawał to później fortepianowi, muzyce, by móc przyjąć od nowa, przerobione i pod pozornie inną postacią, ale przecież wciąż jednakie. Był chory na śmierć. To śmierć wciąż do niego wracała. Przejechała za nim z domu, w którym mówił do przyjaciela, że chyba umrzeć jedzie, i tkwiła tu, przyczajona, pełzająca od łóżka do fortepianu, od kanapki do okna, za którym brzęczał Paryż. Tak, widziałam to i czułam. Słyszałam, kiedy grał, odnajdywałam w ruchach ptasich palców i drgnieniach puchatych dziewczęcych rzęs. Było to w jego oczach, raz młodych, a raz jak u starca. Pomyślałam, że przyjdzie mi szanować w nim wiele rzeczy, których nie rozumiem. I że przyjdzie mi patrzeć, jak odchodzi. Tak, jednak to mnie przyjdzie. Pomyliłam się."


Kiedy dostałam propozycję zrecenzowania książki Magdaleny Knedler o Chopinie, zgodziłam się bez wahania, wciąż mając w pamięci jej znakomitą "Położną z Auschwitz". Ten tytuł jest jednak całkiem inny. Portret Chopina odmalowany został za pomocą monologów jego narzeczonych. Konstancja, Maria, Aurora i Jane opowiadają o wielkim kompozytorze jak o zwykłym człowieku, którego znały i kochały. 

Trudno było mi się wgryźć w treść opowieści, podchodziłam do niej kilka razy. Nie ukrywam, że forma monologu w powieści należy do moich najmniej ulubionych. Na przeczytanie tej pozycji należy przeznaczyć kilka dni i spokojnie ją sobie dawkować. 

Kobiety wymienione na kartach książki opowiadają o swoim życiu, wspominają o wydarzeniach historycznych, jakie wtedy miały miejsce, a nie były to łatwe czasy. Fryderyk Chopin był jedną z wybitnych osobistości swojej epoki, obok Mickiewicz i Słowackiego, o których także można tu przeczytać. Był w pewnością bardzo charyzmatyczną postacią. Szczupły mężczyzna, słabego zdrowia, swoją osobowością przyciągał do siebie ludzi. 


"Pan nie rozumie... Kiedy zwracał na kogoś uwagę, człowiek czuł się wyjątkowy. Kiedy znikał, pozostawiał po sobie pustkę. Nie pustkę tak po prostu, która się po chwili czymś wypełnia, ale pustkę straszną, pustkę na zawsze. Ja też jej doświadczyłam."


"Fryderyk bardzo lubił rozmawiać z kobietami - lubił ich towarzystwo. Nie chodzi teraz o to, że widział w nich obiekty westchnień, które trzeba wielbić i którym się trzeba przypochlebiać. Lubił je tak po prostu. Na salonach wolał konwersować z kobietami, żartować i przekomarzać się z nimi, wymieniać poglądy w formie luźnej, nie zawsze śmiertelnie poważnej, jak to bywało z panami przy cygarach i tęgich alkoholach."


"Fryderyk miał w sobie coś smutnego, coś melancholijnego, lecz potrafił też być wesoły, a przede wszystkim odznaczał się tym, czego brakowało niestety Julowi - poczuciem humoru. Kiedy Fryderyk żartował, wszyscy pokładali się ze śmiechu. Umiał się zdobyć na prześmieszne i inteligentne riposty, potrafił bezbłędnie i komicznie naśladować innych ludzi, a kiedy zapominał o swoich troskach i tęsknotach, bawił się w towarzystwie z dziecięcą radością."


Postaci czterech kobiet łączy osoba reportera Krzysztofa, który wysłuchał ich zwierzeń, zawartych na kartach powieści Magdaleny Knedler. Jest to ciekawa lektura dla czytelników, którzy interesują się życiem prywatnych Fryderyka Chopina. Pokazuje jakim kompozytor był człowiekiem przez pryzmat jego znajomości i fascynacji.


"Fryderyk  nigdy by się nie zainteresował kimś o miernych zdolnościach, tak przynajmniej lubię myśleć. Proszę spojrzeć na kobiety, które podziwiał. Konstancja Gładkowska była w Warszawie znaną śpiewaczką i choć ją jeden pan w gazetach mocno krytykował, ogólnie bardzo się podobała i mówili, że z wielkim uczuciem śpiewa. Panią Delfinę Potocką uwielbiali wszyscy, więc także i Fryderyk. Piękna, owszem, ale i śpiewała jak anioł, na fortepianie dobrze grała, gust miała znakomity, inteligentna, oczytana, wszyscy o niej z zachwytem mówili. George Sand... Sławna pisarka, kobieta, która umiała się odnaleźć w świecie jak gdyby stworzonym raczej dla mężczyzn."


Książka oparta została na wielu źródłach, listach i dokumentach, których wykaz możemy znaleźć na ostatnich stronach. Widać, że autorka włożyła dużo serca w napisanie tej opowieści.

Dziękuję wydawnictwu Mando za przekazanie książki do recenzji.


Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko_mczas

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko




 

Wojciech Magiera "Płonę"

Tytuł: "Płonę"

Autor: Wojciech Magiera

Wydawnictwo: Vectra

Ilość stron: 288

Data wydania: 30-04-2021

Book tour: Czytam dla przyjemności

Moja ocena: 7/10


"Tym razem zaskoczyła mnie. Rozebrała się i usadowiła na małym krzesełku, gdzie zwykle stawiałam eksponaty do uwieczniania. Chciała, żebym wykorzystała ją jako płótno. Pragnęła, aby kolory z palety barw ozdobiły jej ciało niemal w stu procentach. Zaczęłam tworzyć na jej brzuchu. Pociągnięcia pędzla były przemyślane. Z precyzją powoływałam do życia kolejne twory na jej udach i ramionach. Na szyi ozdobiłam ją gwiazdami, zaś jej piersi spowiło ciemne tło granatu."


"Płonę" to opowieść o szalonej artystce, której ciało znaleziono spalone w mieszkaniu. M. była bardzo utalentowana, miała najdziksze pomysły, potrafiła porwać przypadkowe osoby w głąb swojego umysłu. Zawróciła w głowie niejednej, jak wynika z jej pamiętnika. W nim są opisane najciekawsze historie, choć zarazem najbrutalniejsze. Co jest prawdą a co zmyśleniem?

Na początku poznajemy kilka osób: męża Magdaleny "M" Dąbrowskiej, Lesława; jej byłą kochankę, Aleks przez "ks"; złodzieja Damiana; asystentkę Lesława, Martę. Historia jest opowiedziana z perspektywy kilku osób, których losy z czasem splatają się z sobą, nawet jeśli one same nie są tego świadome. Poszczególne elementy zagadki odsłaniane są pomalutku, a im bliżej końca powieści tym bardziej wszystko się komplikuje. Następuje kilkukrotna zmiana perspektywy. 

***

Nie powiem, żeby ta książka jakoś szczególnie mnie wciągnęła, dopiero pod koniec zaczęło się robić ciekawie. Pomysł na fabułę był interesujący, lecz lektura nie przykuwa uwagi od samego początku. 

Tajemnicze samobójstwo, zaginiony obraz, związek artystki z inną kobietą. Szantaż, zemsta i zakończenie, którego nikt się nie spodziewał. 

Dziękuję Andżelice za możliwość udziału w book tour. 


Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko_mczas

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko


 


sobota, 23 października 2021

Paulina Miękoś - Maziarska "CMYK"

 Tytuł: "CMYK"

Autor: Paulina Miękoś - Maziarska

Wydawnictwo: -

Ilość stron: 170

Data wydania: 29-07-2021

Moja ocena: 10/10


CMYK. "Cyan, magenta, yellow, key". Nieczynna drukarnia po końcu świata i czwórka ocalałych: Cassie, Max, Alice, Karl. Jedno imię nie pasuje. Grupa przyjaciół walczy o przetrwanie w zmienionym świecie. Coś poszło nie tak. 


"Eksperyment rządu, na którego czele stanęły jednostki, wydające mu się co najmniej podejrzane. Wyglądali jak ludzie, być może nimi byli, ale ich mózgi działały inaczej."


"Najpierw wybuchły zamieszki, wysiadły łącza - radio, telewizja, telefony, potem zabrakło jedzenia, ludzie zaczęli się zabijać, rogi ulic ozdobiły wojskowe wozy, śmierć zabrała bliskich, a na końcu rozprzestrzeniła się pustka."


Karl z Alice i Max z Cassie przemierzają bezludny kraj, szukając lepszego miejsca, gdzie wszystko jest normalnie. Przecież gdzieś musi być, prawda?

Po drodze zmierzą się z licznymi niebezpieczeństwami: zdziczałymi grupami ludzi i zwierząt, głodem, mrozem. Dla naszych bohaterów teraz najważniejsze stało się ocalenie przed tym, co zepchnęło świat na krawędź zagłady. Jak sobie poradzą i czy przeżyją?


"Odruch przetrwania włącza się z automatu, determinuje, nie pyta, czy sytuacja jest komfortowa."


Od początku nie wiemy co właściwie doprowadziło do apokalipsy. Autorka dawkuję tę wiedzę pomału, żebyśmy ostatecznie mogli poskładać ją z kawałków jak puzzle. 

Bardzo lubię klimaty post apokaliptyczne w książkach i filmach. Gromada ludzi zmuszona jest żyć w skrajnych warunkach, co wyzwala ekstremalne reakcje. Uczucia są skondensowane, akcja toczy się szybko, wszędzie czyha zagrożenie. Takie środowisko wymusza instynktowne reakcje walki lub ucieczki. To gwarancja emocjonującej fabuły. Tak było i w tym przypadku. Powieść bardzo mnie wciągnęła, żałuję tylko, że była tak krótka. To scenariusz na dobry serial.

Poza wartką akcją autorka zaserwowała czytelnikowi garść przemyśleń na różne tematy. 


"Człowiek zawsze szukał ucieczki. Papierosy, kawa, alkohol. Zawsze lubił się czymś karmić, mamić, pobudzać. To musiało ewoluować jak wszystko wokół. Świat pędził naprzód, a każde pojedyncze życie to oddzielny proces, nigdy nie stan. Stany to jedynie momenty, nie znaczą nic, każdy mija."


Mam nadzieję, że powstanie kontynuacja tej historii. Dziękuję autorce za możliwość przeczytania e-booka. 


Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko_mczas

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko



Magdalena Wrocławiak "W górę rzeki"

Tytuł: "W górę rzeki"

Autor: Magdalena Wrocławiak

Wydawnictwo: Oficynka

Ilość stron: 410 

Data wydania: 07-06-2021

Moja ocena: 9/10


"W górę rzeki" to książka, która wciągnęła mnie od początku. W pierwszej scenie widzimy głównego bohatera, Sebastiana Ackermana, w momencie kiedy chce popełnić samobójstwo. Nagle dzieje się coś bardzo dziwnego, wręcz magicznego. Trochę jak w Matrixie. Coś odwodzi mężczyznę od powziętego zamiaru. Jest to tak nierealistyczne, że zdaje się snem, i może rzeczywiście nim jest. Kim jest dziewczyna, przedstawiająca się jako Mehoni?

Z zaciekawieniem czytałam dalej, by odkryć co pchnęło Sebastiana do tak ostatecznej decyzji. Poznałam jego przeszłość. Jeden głupi błąd, przez który stracił bodaj najważniejszą osobę w życiu, ze swojej winy. Lata spędzone w piekle więzienia i nieustające wyrzuty sumienia. 

Czytałam inne recenzje tej książki i nie wiem dlaczego nikt nie wspomniał o rzeczy kluczowej: cała powieść od początku do końca przepojona jest wiarą w Boga. Sebastian nieoczekiwanie dla siebie samego odkrywa religię i pragnie znaleźć jakieś wartości, które utrzymają go przy życiu, kiedy wszyscy się od niego odwrócili. 

Mężczyzna jest bardzo samotny i szuka pocieszenia gdzie się da. Nie dały go imprezy i używki ani powierzchowny związek z Kamilą. Razem z Sandrą dziewczyny tworzą duet wyjątkowo pustych lal, którym na niczym i nikim nie zależy, nawet na chłopakach, z którymi tworzą dziwne "związki", kończące się z chwilą powstania jakichkolwiek komplikacji. Te dwie to jedne z paskudniejszych postaci w powieści.

Przeciwieństwem Kamili i Sandry jest Sylwana, dziewczyna, którą Sebastian poznał przez przypadek.


"Wywołuje ona w nim zupełnie inne odczucia niż wszystkie dziewczyny, jakie do tej pory spotkał. Kiedy wchodzi do baru i rozgląda się wokół, myśli, którą uda mu się dziś zaliczyć. Patrzy na włosy, tyłek, cycki, które świetnie wyeksponowane aż same się o to proszą. A teraz jest odwrotnie. Zanim zobaczył jej ciało, dane było mu zajrzeć w jej serce. Bardzo mu się to serce spodobało; zachwyciło i zawstydziło jednocześnie, pozostawiając po sobie przemożne pragnienia dalszego zgłębiania jego tajemnic. Nie musiał się pilnować, żeby patrzeć jej w oczy."


Chociaż czytając historię tych dwojga można dojść do wniosku, że przypadki nie istnieją. To, co im się przydarzyło, było niezwykłe, ale więcej nie zdradzę. Musicie przeczytać sami. 

Bardzo polubiłam Sebastiana i obawiałam się o niego. W stosunku do Sylwany mam mieszane uczucia. Jest ona kobietą bardzo religijną a przy tym naiwną i zapatrzoną w swoje ideały. Z jednej strony niby to stosuje się do przykazań o miłości bliźniego, z drugiej jednoznacznie potępia aborcję, in vitro i związki jednopłciowe. Nie zgadzam się z jej poglądami, lecz należy pamiętać, że jest ona jedynie postacią fikcyjną. Z lekka zakłamaną, na plus jednak można jej policzyć, że otworzyła serce przed nieznajomym i dała mu szansę.


"Przysiadają na konarze krzywej wierzby, trzymając się za ręce. Nie muszą nic mówić, ich spojrzenia wyrażają wszystko. Blask promieni słońca odbija się od ich tęczówek, wydobywając z nich pełnię barw. Arktyczny błękit spotkał się ze szmaragdowym lasem. Nawet Syberię ożywia zieleń drzew." 


Obawiałam się co się stanie, gdy pozna prawdę o przeszłości chłopaka, którego przecież zna dość krótko. Czy wciąż będzie podążać za głosem serca czy wygra rozsądek i cały idealizm diabli wezmą?


"Oboje od dawna byli samotni. Wpadli w rutynę beznadziei, którą nawet przestali zauważać. Jednak kiedy spotkali siebie, wszystkie mury runęły. Padło na bruk ich misternie utkane szczęście, które sobie wmawiali. Można nie lubić innych ludzi, mieć ich dość, mieć do nich żal. Mogą nas zawodzić, zdradzać i ranić. Jednak człowiek potrzebuje drugiego człowieka. I nic ani nikt tego nie zmieni. Nie sprawi, że będzie inaczej. Wszak tak mamy wypisane na sercu. , komuż udało się je usunąć? Rozum może mówić najmądrzejsze rzeczy, ale serce i tak będzie krzyczeć głośniej."


"Można zaakceptować, że jest się samemu, przywyknąć do tego, a nawet polubić. Jednak i tak będą pojawiać się chwile, w których człowiek będzie tęsknił i będzie się tym tęsknotom za drugim człowiekiem bezwiednie oddawał, dopóki sobie nie przypomni, że przecież nie może, przecież mu nie wolno." 


Od początku nie wiedziałam, czego się spodziewać po tej książce, bo opis jest dość niejasny. Pomijając ortodoksyjne przekonania Sylwany książka niesie piękne przesłanie o tym, że nigdy nie wolno się poddawać, że życie może zmienić się w każdej chwili. 


"Człowiek potrafi się martwić w szczęściu. Jednak cierpiąc, zapomina o dobrych czasach. Jeden dobry dzień nie zdoła naprawić wszystkich złych. Zatem nie można pozwolić, aby jeden zły dzień zepsuł wszystkie dobre."

 

Powieść jest bardzo wzruszająca, pełna silnych emocji, które wyciskają łzy z oczu. Treść trafia prosto do serca. W życiu naszego bohatera zdarzają się nieoczekiwane zwroty akcji. Kiedy wszystko jest dobrze, nagle następuje kryzys a w największej rozpaczy pojawia się światełko nadziei. Nagle wszystko obraca się o sto osiemdziesiąt stopni i sprawy rozwijają się w najbardziej nieoczekiwany sposób.

Nie mogłam się oderwać od powieści. Poza tym, że jest bardzo dobrze i ciekawie napisana, przekazuje czytelnikowi jasny komunikat: czasem trzeba iść pod prąd, w górę rzeki, wbrew przeciwnościom, by odnaleźć swoje szczęście. Nikt nie przeżyje życia za nas. 

Dziękuję wydawnictwu Oficynka i Dominice Smoleń za egzemplarz recenzencki książki. 


Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko_mczas

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko