Tytuł: "Kurhanek Maryli"
Autor: Ewa Bauer
Wydawnictwo: Bookend
Ilość stron: 288
Data wydania: 20-01-2026
Moja ocena: 9/10
No wiecie co!? Jak można napisać
tak smutną książkę?!
Marta traciła po kolei
wszystkich, których kochała, aż serce pękało na koniec.
Najpierw w wypadku zginęli jej
rodzice i dorastała na wsi przy babci, prostej i mocno wierzącej kobiecie, dla
której religijny rytuał i tradycja okazały się ważniejsze niż uczucia wnuczki,
której tym samym zapewniła trwałą traumę.
Nastoletnia Marta chciała wyrwać
się z Marcic, bo wieś była dla niej za mała a na dodatek zawiodła ją
przyjaciółka... trafiła na człowieka, który wykorzystał jej naiwność i lęk,
żeby ubić interes.
W końcu wydawało się, że wychodzi
na prostą, kiedy Piotr się jej oświadczył. W ich domu nie było typowej przemocy
fizycznej, ale szlag mnie trafiał gdy czytałam jak ją traktował, jak udzielny
książę, który uratował biedaczakę a ona ma być mu we wszystkim posłuszna. Do
tego teściowa, która wszystko wie lepiej. Nie dziwię się, że w końcu Marta
zaczęła rzucać talerzami, i tak długo wytrzymała. Mąż, który nie ufa jej jako
matce i zabrania kontaktować się z babcią, jej jedyną rodziną...
Marta w końcu dojrzała do tego,
by zainteresować się co się dzieje ze staruszką, choć Piotr był temu przeciwny.
Dopiero w dorosłym życiu zaczęły wracać do niej wspomnienia wakacji spędzonych
nad wodą i babcinych przetworów i zauważyła, że czuje nostalgię za tym, co
kiedyś tak chętnie porzuciła.
Marta miota się między dwoma
domami, by zająć się córką i babcią, bo obie jej potrzebują a mąż i teściowa
tylko sączą jad...
Czekałam na to, aż Marta nabierze
dość pewności siebie, żeby się im postawić a to, co stało się na końcu złamało
mi serce, choć autorka starała się w finale nakleić na nie plasterek...
Książka jest napisana prostym
językiem, ale wywołuje mnóstwo emocji. Już po tytułowym kurchanku, można
spodziewać się, że nie będzie to lekka lektura, ale nie spodziewałam się, że
tak we mnie uderzy. Po długiej i dramatycznej historii ten finał wydawał mi się
zbyt krótki, ale dawno tak nie przeżywałam powieści obyczajowej. Polecam jeśli
nie boicie się łez.
Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas