sobota, 28 lutego 2026

Giulia Enders "Organiczni. Jak ciało rozwiązuje nasze problemy"

Tytuł: "Organiczni. Jak ciało rozwiązuje nasze problemy"

Autor: Giulia Enders

Wydawnictwo: Otwarte

Ilość stron: 368

Data wydania: 25-02-2026

Moja ocena: 8/10

 

„Organiczni” to kolejna książka autorstwa Giuliu Enders, znanej z bestsellerowych „Jelit”. Tym razem autorka bierze pod lupę nie jeden narząd, lecz całe ciało jako harmonijnie współpracującą orkiestrę, w której mózg i tkanki miękkie nieustannie wymieniają się informacjami.

Styl pozostaje prosty, przyjazny i klarowny. Enders potrafi tłumaczyć zawiłości biologii tak, że nawet ktoś, kto na lekcjach biologii myślami krążył gdzie indziej, bez trudu nadąży. Choć czytam wiele książek o podobnej tematyce, również tutaj znalazłam kilka zaskakujących ciekawostek.

Autorka nie tylko przypomina, jak ważne są świadomy oddech, zdrowy sen, ruch i relaks, ale przede wszystkim wyjaśnia, dlaczego i w jaki sposób wpływają one na ciało i psychikę. Dowiadujemy się na przykład, że omdlenie może działać jak swoisty „reset systemu”, przywracając domyślny rytm oddechu.

W książce pojawia się wiele trafnych analogii do działania sprawnej maszyny. Komórki odpornościowe funkcjonują niczym zaawansowana, samoucząca się sztuczna inteligencja. Enders tłumaczy, kiedy warto wspierać odporność, a kiedy nadmierna stymulacja może przynieść odwrotny skutek, prowadząc do alergii czy chorób autoimmunologicznych, takich jak cukrzyca.

Ciekawym wątkiem jest także rola wirusów. Nie wszystkie są naszymi wrogami, część pomaga utrzymać biologiczną równowagę świata. Każdego dnia wdychamy tysiące ich cząstek, a mimo to rzadko chorujemy, bo organizm dysponuje wielopoziomowym systemem filtrów i zabezpieczeń.

Oddychaniu poświęcony jest osobny rozdział, w którym autorka pokazuje, jak sprytnie ciało wyłapuje i neutralizuje drobnoustroje. Szczególnie niebezpieczne okazują się cząsteczki dymu, które osadzają się w płucach. Sporo miejsca zajmuje także zmysł dotyku. Enders rozróżnia dotyk i czucie, a fragment o samotności i jej wpływie na ciało, psychikę oraz sen daje do myślenia. Czuły dotyk, o odpowiedniej prędkości, okazuje się czymś więcej niż gestem.

Zainteresował mnie również wątek podskakiwania przed biegiem i roli tytyny w pracy mięśni. Na końcu autorka omawia inteligencję emocjonalną, mechanizmy uzależnień, działanie dopaminy i systemu nagrody. Poruszające jest spostrzeżenie, że po wyjściu z nałogu intensywność odczuwanej przyjemności często już nie wraca do dawnego poziomu.

„Organiczni” dają jasny, uporządkowany obraz funkcjonowania ludzkiego ciała. Część informacji może być powszechnie znana, ale sposób ich podania sprawia, że biologia staje się przystępna i zrozumiała. To książka dla ciekawych świata oraz dla tych, którzy chcą nadrobić szkolne zaległości w przyjaznej formie. Uświadamia, jak niewyobrażalnie złożonym mechanizmem jest człowiek. Zbudowanie maszyny działającej na podobnych zasadach wymagałoby ogromnych nakładów, a stworzenie sztucznego odpowiednika ludzkiego mózgu wciąż pozostaje poza naszym zasięgiem.

"Organiczni" to rzetelna dawka wiedzy. Książka nie odkrywa całkowicie nowego lądu, ale pozwala spojrzeć na znane zagadnienia świeżym okiem i lepiej zrozumieć własne ciało. 


Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://linktr.ee/annadyczko_mczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko_mczas

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko

https://www.tiktok.com/@anna_dyczko



Joanna Jax "Zagubieni w mroku". Recenzja patronacka.

Tytuł: "Zagubieni w mroku"

Autor: Joanna Jax

Wydawnictwo: Videograf

Ilość stron: 368

Data wydania: 12-02-2026

Moja ocena: 10/10

 

„Zagubieni w mroku” to powieść, w której wojna nie kończy się wraz z ostatnim wystrzałem. Ona trwa w ludziach, w ich pamięci, w niedopowiedzianych historiach i w lęku, który potrafi przetrwać całe dekady.

Akcja rozgrywa się w 1969 roku. Polska architektka, Ewa Zakrzewska, otrzymuje rzadką w czasach PRL możliwość wyjazdu do NRD. Dla wielu byłby to wyłącznie zawodowy awans i życiowa szansa, lecz dla Ewy podróż ma także osobisty wymiar. Obiecuje przyjaciółce Helenie, że spróbuje dowiedzieć się prawdy o człowieku, który mógł mieć związek z zaginięciem jej brata.

Narracja prowadzona jest z dwóch perspektyw: Ewy oraz Marcusa, syna mężczyzny, którego kobieta próbuje odnaleźć.

Marcus znajduje się w niełatwej sytuacji. Wokół jego rodziny narastają wątpliwości i niedopowiedzenia, dlatego jemu także zależy na dotarciu do prawdy i rozwianiu ciążących nad nim podejrzeń. Ich wspólne dążenie do wyjaśnienia przeszłości splata się z rodzącym się uczuciem.

Najbardziej poruszające są jednak wspomnienia Ewy z dzieciństwa. Autorka bez upiększeń pokazuje brutalność wojny widzianą oczami dziecka. Szczególnie wstrząsająca jest scena zaɓicìa psów przez nazistów, która boleśnie uświadamia, że okrucieństwo nie zna granic. Ojciec Marcusa należał do ludzi zdolnych do takich czynów.

Powieść oddaje także duszną atmosferę PRL, w którym wyjazd za granicę był luksusem, a podejrzliwość elementem codzienności. Pod warstwą romansu, który nadaje historii lekkości, kryje się solidne tło historyczne: wojenne traumy, wysiedlenia, rozdzielone rodziny, trudne próby rozliczenia przeszłości. Pojawia się również postać kierująca się zazdrością i egoizmem, próbująca rozdzielić Ewę i Marcusa.

To książka, która angażuje na wielu poziomach. Wzrusza, oburza, momentami wywołuje łzy, a jednocześnie pozwala kibicować bohaterom w ich walce o prawdę i o uczucie. Ewa wplątuje się w tajemnicę znacznie głębszą, niż mogła przypuszczać, a przeszłość okazuje się rzucać długie i mroczne cienie.

Czy Ewa odnajdzie odpowiedzi? Czy Marcus oczyści się z zarzutów? I czy ich uczucie przetrwa ciężar historii?

Zdecydowanie polecam. 


Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://linktr.ee/annadyczko_mczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko_mczas

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko

https://www.tiktok.com/@anna_dyczko



Mimi Lisette "Na dnie snu"

Tytuł: "Na dnie snu"

Cykl: Coma, tom 1,2

Autor: Mimi Lisette

Wydawnictwo: Iskra

Ilość stron: 690

Data wydania: 28-01-2026

Moja ocena: 7/10

 

„Na dnie snu” Na dnie snu Mimi Lisette to kontynuacja cyklu Coma, która wyraźnie zmienia tempo opowieści. Jeśli pierwszy tom skupiał się głównie na relacjach między Heleną a Bad Boysami, tutaj akcja nabiera rozpędu i robi się jeszcze ciekawiej.

Już na początku Helena trafia w miejsce, z którego musi się wyrwać, a sytuacja, w jakiej się znajduje, mocno zachwiewa jej poczuciem bezpieczeństwa i kontroli. Gdy ponownie pojawia się w oddziale, nic nie jest już tak oczywiste jak wcześniej, a ona sama musi na nowo poukładać sobie rzeczywistość i zdecydować, komu może zaufać.

Nie brakuje też lżejszych, momentami absurdalnych scen. Chłopcy z oddziału biorą udział w wyborach mistera uniwersum, a ich odpowiedzi na pytania jurorów wywołują zarówno salwy śmiechu, jak i uśmiech zażenowania. Humor, podobnie jak w poprzednim tomie, bywa dość rubaszny i często krąży wokół podbojów bohaterów.

Do tej serii najlepiej podejść bez wygórowanych oczekiwań, z dystansem, wtedy można po prostu dobrze się bawić.

Helena kontynuuje swoją misję odnalezienia siostry, jednocześnie wikłając się w coraz poważniejsze rozgrywki z niebezpiecznymi ludźmi. Razem z oddziałem musi zawalczyć o wolność. Marzy o przyszłości z Icem, lecz pytanie, czy on podziela jej plany.

W tym tomie poznajemy także historie chłopaków i dowiadujemy się, jak trafili do Comy – świata snów, w którym spotykają się osoby pogrążone w śpiączce.

Książka ma specyficzną atmosferę – łączy momenty realnego zagrożenia z dość swobodnym, momentami niskich lotów humorem. Ten kontrast może zaskakiwać, ale nadaje historii charakterystyczny rytm. Mimo sporej objętości czyta się ją szybko dzięki dynamicznej akcji i ciętym dialogom. Finał wyraźnie zapowiada kontynuację – wiele wątków pozostaje otwartych, a napis „koniec tomu 1” sugeruje, że to wciąż większa historia, która dopiero się rozkręca. 


Tekst i grafika: Anna Dyczko, Międzyczas

źródło zdjęcia w tle: pixabay

https://linktr.ee/annadyczko_mczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko_mczas

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko

https://www.tiktok.com/@anna_dyczko



Anna Widawska "Wirus?"

Tytuł: "Wirus?"

Autor: Anna Widawska

Wydawnictwo: Borgis

Ilość stron: 268

Data wydania: 05-09-2025

Moja ocena: 6/10

 

To młodzieżowy horror osadzony w przestrzeni aż nazbyt znajomej: w szkolnym korytarzu, gdzie zwykle największym zagrożeniem bywa kartkówka. Tym razem jednak obok budynku spada meteoryt i od tej chwili codzienność zaczyna pękać jak szkło pod naciskiem czegoś niewidzialnego.

Narratorką jest Andorcia, uczennica, która podkreśla, jak dobrze czuje się w swojej szkole i jak przyjazna panuje tam atmosfera. Ta początkowa normalność działa jak kontrastowa rama dla późniejszych wydarzeń. Wkrótce jedna z nauczycielek zaczyna wyglądać na poważnie chorą, potem dochodzi do zasłabnięć kolejnych uczniów. Objawy są podobne, niepokojące, a atmosfera gęstnieje z każdą stroną.

Andorcia już pierwszego dnia po upadku meteorytu trafia w sieci na artykuł o pasożytach mogących przybyć z kosmosu. Opis ich działania ją przeraża i odtąd dziewczyna zaczyna łączyć fakty. Rozmawia z nauczycielami i z mamą, alarmuje, próbuje dociec prawdy. Problem w tym, że dorośli, którzy dotąd stanowili autorytet i gwarancję bezpieczeństwa, okazują się bezradni. Wszyscy mówią, że „trzeba coś zrobić”, lecz na słowach się kończy. Nikt nie zawiadamia służb, nikt nie szuka pomocy poza murami szkoły.

Trudno też nie zauważyć licznych nieścisłości fabularnych. Andorcia pobiera próbkę meteorytu, lecz zamiast ją zbadać, zwyczajnie o niej zapomina. Deklaruje ostrożność, ale nie myśli o rękawiczkach czy jakiejkolwiek ochronie, choć wokół niej szerzy się tajemnicza choroba. Zastanawia również fakt, że tylko ona dostrzega niepokojące zmiany w zachowaniu i wyglądzie nauczycieli. Czy naprawdę nikt w pokoju nauczycielskim nie zauważyłby chorobliwego odcienia czy dziwnej suchości skóry?

Dodatkowo drażni powtarzalność określeń typu „pani od angielskiego”, „pani od matematyki”, bez imion i nazwisk. Zabieg ten w praktyce odbiera postaciom indywidualność i pogłębia wrażenie schematyczności dorosłych bohaterów.

A jednak trzeba przyznać autorce jedno: potrafi budować klimat. „Wirus?” wyraźnie czerpie z estetyki body horroru, czyli nurtu grozy, w którym źródłem lęku jest naruszenie ludzkiego ciała: choroba, mutacja, utrata kontroli nad własną fizycznością. Opisy pękających naczynek krwionośnych czy zmieniającej kolor skóry są sugestywne, naturalistyczne i działają na wyobraźnię. Groza ma tu wymiar bardzo cielesny, lepki, nieprzyjemny.

Styl jest dynamiczny, oparty na krótkich, rwanych zdaniach w momentach największego napięcia. Narracja pierwszoosobowa pozwala wejść w emocje Andorci i niemal fizycznie odczuć jej narastającą panikę oraz izolację. Język pozostaje przystępny, typowy dla literatury młodzieżowej, ale nasycony silnymi emocjami i pytaniami retorycznymi, które podbijają tempo. Książkę czyta się szybko, bo autorka sprawnie dawkuje napięcie, przechodząc od subtelnych sygnałów, że „coś jest nie tak”, do scen chaosu i przemocy.

Największym rozczarowaniem pozostaje jednak finał. Rozwiązanie okazuje się zbyt proste, a zakończenie zbyt jednoznaczne i niemal bajkowe. Horror, który przez większość czasu buduje paranoiczną atmosferę i gra na lęku przed utratą kontroli nad własnym ciałem, w końcówce wybiera bezpieczną nutę jedności i wspólnoty w obliczu zagrożenia. Zamiast niepokoju pozostającego pod skórą czytelnika, dostajemy domknięcie, które łagodzi wcześniejszy koszmar.

„Wirus?” to więc powieść nierówna: fabularnie pełna uproszczeń i logicznych luk, ale jednocześnie sugestywna w warstwie klimatu. Jeśli przymknąć oko na konstrukcyjne potknięcia, można zanurzyć się w dusznej, paranoicznej atmosferze szkolnego koszmaru. Szkoda tylko, że to, co przez większą część książki pełznie pod skórą jak obcy organizm, w finale traci swoje ostrze. 


Tekst i grafika: Anna Dyczko, Międzyczas

źródło zdjęcia w tle: pixabay; naklejki Picsart

https://linktr.ee/annadyczko_mczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko_mczas

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko

https://www.tiktok.com/@anna_dyczko



Leonora Nattrass "Błękitne wody"

Tytuł: "Błękitne wody"

Cykl: Laurence Jago, tom 2

Autor: Leonora Nattrass

Wydawnictwo: Nemezis

Ilość stron: 358

Data wydania: 09-07-2025

Moja ocena: 7/10

 

"Błękitne wody", drugi tom cyklu o Laurence’ie Jago autorstwa Leonory Nattrass, okazał się wyraźnie lepszy i bardziej dynamiczny niż pierwsza część. Akcja przenosi się na pokład statku płynącego do Ameryki i już sama zamknięta przestrzeń buduje napięcie. Tym razem nad bohaterami nie wisi widmo stṛyczka, lecz giloṭyny, nowego francuskiego sposobu wykonywania kary śmịeṛci.

Laurence eskortuje urzędnika, który ma dostarczyć ważny kontrakt. Gdy mężczyzna ginie, dokument znika razem z nim, a sytuacja szybko się komplikuje. Jago nie jest jedyną osobą, która chce odnaleźć kontrakt. Każdy z pasażerów może mieć własny interes w tej sprawie.

W powieści ważną rolę odgrywa „Raj utracony” Miltona, który Jago czyta podczas podróży. Fragmenty poematu nie są przypadkowe i mają znaczenie dla rozwoju fabuły.

W tej części jest mniej politycznych wywodów, a więcej akcji i relacji między bohaterami. Autorka wyraźnie ograniczyła to, co przeszkadzało w pierwszym tomie. Jago nie jest już tak uzãleżnịony od Black Drop i próbuje odbudować swoją reputację. Historia jest bardziej skupiona na napięciu między postaciami i na samej intrydze.

Po męczącej lekturze pierwszej części podchodziłam do tej z obawą, ale pozytywnie mnie zaskoczyła. To sprawniej poprowadzona, ciekawsza odsłona serii. 


Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://linktr.ee/annadyczko_mczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko_mczas

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko

https://www.tiktok.com/@anna_dyczko



Leonora Nattrass "Czarna kropla"

Tytuł: "Czarna kropla"

Cykl: Laurence Jago, tom 1

Autor: Leonora Nattrass

Wydawnictwo: Nemezis

Ilość stron: 374

Data wydania: 04-06-2025

Moja ocena: 6/10

 

"Czarna kropla" autorstwa Leonory Nattrass to powieść osadzona w brutalnych czasach wojny między Wielką Brytanią a Francją. Już sam opis zapowiada historię pełną napięcia, politycznych intryg i śmiertelnego zagrożenia.

Głównym bohaterem jest urzędnik Laurence Jago, który ma wyjaśnić okoliczności śmierci swojego kolegi po fachu. Wszystko wskazuje na samobójstwo, jednak ciało zostaje szybko zabrane przez anatomów i znikają ślady, które mogłyby coś wyjaśnić. Wkrótce Jago otrzymuje tajemniczy liścik, a sytuacja zaczyna się komplikować.

W kraju panuje atmosfera strachu. Podejrzenie o zdradę może skończyć się szubienicą, bo w tamtym czasie karę śmierci stosowano często, a zdrajców dopatrywano się niemal wszędzie. Jago prowadzi delikatne śledztwo, będąc pod ogromną presją. Zaczyna sięgać po laudanum, zwane Czarną Kroplą. Z rozdziału na rozdział tych „kropel na dobranoc” jest coraz więcej, a uzależnienie staje się kolejnym problemem, z którym musi się zmierzyć.

Niestety, mimo ciekawego pomysłu, książka okazała się dla mnie trudna w odbiorze. Największą przeszkodą był styl autorki. Jest bardzo ciężki i mało naturalny. Widać, że pisarce bardzo zależało na oddaniu realiów epoki, ale przez to historia traci płynność.

Dialogi często brzmią sztucznie. Zamiast zwykłych rozmów dostajemy długie wyjaśnienia dotyczące polityki czy sytuacji społecznej. Bohaterowie nie mówią jak żywi ludzie, tylko jakby wygłaszali wykłady. Przez to trudno się z nimi zżyć i przejąć ich losem.

Kolejnym problemem jest nadmiar szczegółów. Pojawia się dużo nazwisk, informacji i dygresji, które spowalniają akcję. Zamiast budować napięcie, książka momentami je rozprasza. Zdarzało mi się wracać do wcześniejszych zdań, by zrozumieć, kto do kogo mówi i o co właściwie chodzi.

W efekcie lektura przypominała mozolne przedzieranie się przez gęsty tekst. Sama intryga ma potencjał, a motyw uzależnienia głównego bohatera jest interesujący, jednak sposób opowiedzenia tej historii sprawił, że trudno było mi w pełni zaangażować się w tę opowieść.

Widać research, widać dbałość o realia, widać ambicję. Tło historyczne jest dopracowane, polityczne napięcie ma solidne fundamenty. To wszystko zasługuje na uznanie.

Problem w tym, że historia zamiast żyć, chwilami zastyga. Realizm epoki został oddany, ale kosztem naturalności. Dialogi bywają sztywne, akcja spowalnia przez nadmiar wyjaśnień, a emocje bohaterów giną pod warstwą informacji. Czytelnik bardziej analizuje niż przeżywa.


Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://linktr.ee/annadyczko_mczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko_mczas

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko

https://www.tiktok.com/@anna_dyczko



  

Dr Mindy Pelz "MENOreset. Stosuj post, kontroluj objawy menopauzy i poczuj się młodo"

Tytuł: "MENOreset. Stosuj post, kontroluj objawy menopauzy i poczuj się młodo"

Autor: Dr Mindy Pelz

Wydawnictwo: Znak JednymSłowem

Ilość stron: 304

Data wydania: 21-05-2025

Moja ocena: 7/10

 

Dr Mindy Pelz patrzy na menopauzę szeroko – nie tylko przez pryzmat diety, ale całego stylu życia.

Czytałam wcześniej jej książkę „Postny reset dla kobiet” i przekonałam się, że post przerywany dopasowany do kobiecego cyklu może działać. Jednak co zrobić, gdy zbliża się menopauza, a cykl zaczyna się rozregulowywać? Odpowiedzią ma być właśnie „MENOreset”.

Autorka proponuje dietę ketobiotyczną połączoną z postem przerywanym. Opisuje siedem rodzajów postu i wskazuje, dla kogo są odpowiednie. Podstawą jest tzw. lekki post trwający 13–15 godzin. Z doświadczenia wiem, że najłatwiej nie jeść od 18 do 8 rano – sporą część postu po prostu się przesypia. Jeśli trudno wrócić do wcześniejszych nawyków, Pelz proponuje metodę małych kroków: najpierw przesunąć śniadanie o godzinę, potem o dwie.

Zalecana dieta to mniej niż 50 gramów węglowodanów dziennie, umiarkowana ilość białka i około 60% kalorii z tłuszczu. Autorka przekonuje, że dla kobiet w okresie menopauzy jest ona skuteczniejsza niż klasyczna dieta niskokaloryczna, ponieważ opiera się na ketozie. Ważna jest jakość produktów – np. mięso bez antybiotyków. Pelz zaprasza też do swojej społeczności na Facebooku „Resetter Collaborative”, zrzeszającej osoby praktykujące post.

Dużo miejsca poświęca hormonom – tłumaczy rolę insuliny, kortyzolu czy oksytocyny w kontekście zdrowia kobiet. Podkreśla także znaczenie zmian środowiskowych: wymianę plastikowych pojemników na szklane, rezygnację z patelni teflonowych na rzecz żeliwnych, analizę składów kosmetyków czy ograniczenie środków bakteriobójczych, które niszczą również „dobre” bakterie.

Istotnym elementem jest dbanie o mikrobiotę jelitową przez kiszonki, polifenole, probiotyki, a nawet kosmetyki wspierające barierę skórną. Autorka wspomina też o testach na obecność metali ciężkich i sposobach „oczyszczania” organizmu. Tu pojawiają się bardziej kontrowersyjne metody: szczotkowanie ciała na sucho, terapia światłem czerwonym, leczenie polem elektromagnetycznym czy komory hiperbaryczne. Nie wszystkie mają mocne potwierdzenie w medycynie konwencjonalnej, a część jest po prostu kosztowna i trudno dostępna, zwłaszcza poza dużymi miastami.

Pelz zachęca również do regulowania rytmu dobowego poprzez wstawanie o wschodzie słońca oraz do prostych działań zwiększających poziom oksytocyny: przytulania, kontaktu ze zwierzętami, słuchania muzyki. To akurat brzmi przyjemnie i realnie.

Książka jest wydana w dużym formacie, napisana sporą czcionką, co ułatwia lekturę. Styl jest przystępny, momentami bardzo swobodny. Autorka podkreśla, że nawet częściowe wdrożenie jej zaleceń może przynieść poprawę samopoczucia i regulację hormonów, co w okresie menopauzy bywa kluczowe dla snu, masy ciała i koncentracji.

Nie wszystkie propozycje mnie przekonują, zwłaszcza te balansujące na granicy medycyny alternatywnej. Jednak doceniam, że z książki można wybrać te elementy, które pasują do własnego stylu życia. Dla mnie najcenniejsze jest wsparcie w powrocie do postu przerywanego. Do awokado i brukselki wciąż podchodzę z dystansem, ale to już kwestia gustu.


Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://linktr.ee/annadyczko_mczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko_mczas

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko

https://www.tiktok.com/@anna_dyczko