niedziela, 8 marca 2026

Sam Kelly "Historia ludzkości na haju"

Tytuł: "Historia ludzkości na haju"

Autor: Sam Kelly

Wydawnictwo: Insignis

Ilość stron: 400

Data wydania: 15-10-2025

Moja ocena: 7/10

 

W „Historii ludzkości na haju” Sam Kelly w lekki i zabawny sposób obala mity wielkich ludzi, którzy rzekomo radzili sobie z niemożliwie trudnymi zadaniami bez żadnego wspomagania. Tak, jasne. Nawet Pytia nie wytrzymałaby podwójnego etatu wieszczenia bez powiedzmy… motywacji wewnętrznej.

Wielki faraon Ramzes II lubił zioła, co odkryto w sposób naukowy, badając jego mumię.

Pewien chiński cesarz, Qin Shi Huang, pragnął eliksiru wiecznego życia i dał się nabrać szarlatanom, którzy wcisnęli mu… rtęć. Dziś wiemy, że picie jej było bardzo złym pomysłem. On niestety nie wiedział.

Czasem do wielkich objawień przyczyniały się, nazwijmy to, pomyłki kulinarne. 🍄

Marek Aureliusz stosował na sen kompot z opium.

Temat potrójnie ryzykowny: zabójcy religijni na haszyszu. Tak, chodzi o słynnych asasynów. Niektórych misji najwyraźniej nie dało się ogarnąć bez odpowiedniego dopingu.

William Shakespeare pisał swoje dzieła w oparach… geniuszu, oczywiście. Lubił kalambury i słowne gry, więc coś nas łączy.

To, że wielu znanych polityków nadużywało alkoholu, raczej nie jest tajemnicą, ale książka zawiera więcej ciekawostek o amerykańskich mężach stanu. Na przykład John F. Kennedy miał słabość do amfetaminy podawanej przez swojego lekarza.

Angielski poeta Samuel Taylor Coleridge wzmacniał wenę twórczą za pomocą laudanum. Działało.

Jest też o winie w Watykanie, niekoniecznie tylko mszalnym.

Friedrich Nietzsche. No cóż, wystarczy go poczytać, żeby dojść do wniosku, że jego wizje bywały naprawdę odlotowe. Jeśli ktoś go lubi, to przepraszam. Ja nie.

Vincent van Gogh lubił farby. Jedną zdecydowanie za bardzo.

Sigmund Freud był naprawdę kiepskim diagnostą, kiedy wychwalał kokainę jako cudowny środek leczniczy.

Szaleństwo Adolfa Hitlera częściowo tłumaczy jego zamiłowanie do różnych farmaceutyków i zastrzyków podawanych przez lekarza, choć oczywiście nic go nie usprawiedliwia.

Założyciel AA, Bill Wilson, uważał przez pewien czas, że lekarstwem na jeden nałóg może być inny. Dość szalona koncepcja.

JeanPaul Sartre funkcjonował dzięki całemu koktajlowi stymulantów i pisał niemal bez przerwy.

Rozdział o show-biznesie to już prawdziwa karuzela. Smutna jest wzmianka o młodej gwieździe Judy Garland, której podawano amfetaminę, choć wcale tego nie chciała.

Kojarzycie pisarza Philipa K. Dicka? Jego niezwykłe wizje miały całkiem mocne chemiczne wsparcie, co łatwo zgadnąć po lekturze.

Za to Elvis Presley może zaskoczyć, bo był przeciwnikiem narkotyków, ale nie uchroniło go to przed uzależnieniem od leków na receptę.

Bardzo ciekawy jest list od chemika Alberta Hofmanna do Steve'a Jobsa. Tak, tego od Apple.

Jest też historia o tym, jak Central Intelligence Agency przez przypadek stworzyła antybohatera numer jeden.

Także pracownik innej amerykańskiej agencji może się pochwalić naprawdę imponującą kolekcją odkrytych narkotyków. Ilość nowych substancji spokojnie wypełniłaby pół układu okresowego.

Czterdzieści przedstawionych historii pokazuje różne oblicza narkotyków i ludzi, którzy mieli z nimi do czynienia. Potraktujcie je jako ciekawostki, bo lepiej uczyć się na cudzych błędach niż powtarzać je samemu. Książka napisana jest lekko, z humorem i przymrużeniem oka. Mnie zaciekawiła. Polecam. 


Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://linktr.ee/annadyczko_mczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko_mczas

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko

https://www.tiktok.com/@anna_dyczko



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz