Tytuł: "Historia ludzkości na haju"
Autor: Sam Kelly
Wydawnictwo: Insignis
Ilość stron: 400
Data wydania: 15-10-2025
Moja ocena: 7/10
W „Historii ludzkości na haju”
Sam Kelly w lekki i zabawny sposób obala mity wielkich ludzi, którzy rzekomo
radzili sobie z niemożliwie trudnymi zadaniami bez żadnego wspomagania. Tak,
jasne. Nawet Pytia nie wytrzymałaby podwójnego etatu wieszczenia bez powiedzmy…
motywacji wewnętrznej.
Wielki faraon Ramzes II lubił
zioła, co odkryto w sposób naukowy, badając jego mumię.
Pewien chiński cesarz, Qin Shi
Huang, pragnął eliksiru wiecznego życia i dał się nabrać szarlatanom, którzy
wcisnęli mu… rtęć. Dziś wiemy, że picie jej było bardzo złym pomysłem. On
niestety nie wiedział.
Czasem do wielkich objawień
przyczyniały się, nazwijmy to, pomyłki kulinarne. 🍄
Marek Aureliusz stosował na sen
kompot z opium.
Temat potrójnie ryzykowny:
zabójcy religijni na haszyszu. Tak, chodzi o słynnych asasynów. Niektórych
misji najwyraźniej nie dało się ogarnąć bez odpowiedniego dopingu.
William Shakespeare pisał swoje
dzieła w oparach… geniuszu, oczywiście. Lubił kalambury i słowne gry, więc coś
nas łączy.
To, że wielu znanych polityków
nadużywało alkoholu, raczej nie jest tajemnicą, ale książka zawiera więcej
ciekawostek o amerykańskich mężach stanu. Na przykład John F. Kennedy miał
słabość do amfetaminy podawanej przez swojego lekarza.
Angielski poeta Samuel Taylor
Coleridge wzmacniał wenę twórczą za pomocą laudanum. Działało.
Jest też o winie w Watykanie,
niekoniecznie tylko mszalnym.
Friedrich Nietzsche. No cóż,
wystarczy go poczytać, żeby dojść do wniosku, że jego wizje bywały naprawdę
odlotowe. Jeśli ktoś go lubi, to przepraszam. Ja nie.
Vincent van Gogh lubił farby.
Jedną zdecydowanie za bardzo.
Sigmund Freud był naprawdę
kiepskim diagnostą, kiedy wychwalał kokainę jako cudowny środek leczniczy.
Szaleństwo Adolfa Hitlera
częściowo tłumaczy jego zamiłowanie do różnych farmaceutyków i zastrzyków
podawanych przez lekarza, choć oczywiście nic go nie usprawiedliwia.
Założyciel AA, Bill Wilson,
uważał przez pewien czas, że lekarstwem na jeden nałóg może być inny. Dość
szalona koncepcja.
Jean‑Paul Sartre funkcjonował dzięki całemu koktajlowi stymulantów i pisał niemal bez
przerwy.
Rozdział o show-biznesie to już
prawdziwa karuzela. Smutna jest wzmianka o młodej gwieździe Judy Garland,
której podawano amfetaminę, choć wcale tego nie chciała.
Kojarzycie pisarza Philipa K.
Dicka? Jego niezwykłe wizje miały całkiem mocne chemiczne wsparcie, co łatwo
zgadnąć po lekturze.
Za to Elvis Presley może
zaskoczyć, bo był przeciwnikiem narkotyków, ale nie uchroniło go to przed
uzależnieniem od leków na receptę.
Bardzo ciekawy jest list od
chemika Alberta Hofmanna do Steve'a Jobsa. Tak, tego od Apple.
Jest też historia o tym, jak
Central Intelligence Agency przez przypadek stworzyła antybohatera numer jeden.
Także pracownik innej
amerykańskiej agencji może się pochwalić naprawdę imponującą kolekcją odkrytych
narkotyków. Ilość nowych substancji spokojnie wypełniłaby pół układu
okresowego.
Czterdzieści przedstawionych historii pokazuje różne oblicza narkotyków i ludzi, którzy mieli z nimi do czynienia. Potraktujcie je jako ciekawostki, bo lepiej uczyć się na cudzych błędach niż powtarzać je samemu. Książka napisana jest lekko, z humorem i przymrużeniem oka. Mnie zaciekawiła. Polecam.
Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas
https://linktr.ee/annadyczko_mczas
https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212
https://www.instagram.com/annadyczko_mczas

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz