sobota, 5 lipca 2025

Paula Uzarek "Dom lalkarki"

Tytuł: "Dom lalkarki"

Autor: Paula Uzarek

Wydawnictwo: Wydawnictow HM

Ilość stron: 304

Data wydania: 29-05-2025

Moja ocena: 9/10

 

Rany, Julek! Ale to było dobre!

Czarownik Julian zostaje poproszony przez przyjaciela o odprowadzenie duszy jego dawno zmarłej kuzynki Hanki, która z niewyjaśnionych przyczyn nie może zaznać spokoju. W zadaniu towarzyszy mu wiedźma zielna Mika. Ich celem jest wyludnione miasteczko o nazwie Dom, miejsce, w którym niegdyś mieszkała Hanka wraz z rodziną. Już na pierwszy rzut mocy Juliusz wyczuwa niepokojącą aurę, która spowija całą okolicę. Obecnie w miasteczku żyje zaledwie garstka osób, które właścicielka lokalnego sklepu potrafi wymienić jednym tchem, co samo w sobie budzi niepokój.

Wkrótce pojawia się także legenda o bogini zwanej Lalkarką. Jest to istota tajemnicza, być może groźna, a może w ogóle nierzeczywista. Mika i Juliusz zaczynają prowadzić własne śledztwo, co wyraźnie nie podoba się miejscowym. Ich misja okazuje się znacznie bardziej ryzykowna, niż się spodziewali. Muszą odkryć prawdę o śmierci Hanki, losie jej bliskich oraz naturze samej Lalkarki. To, z czym się mierzą, wymyka się znanym im ramom magii.

Lokalna energia ma silny wpływ na Mikę, drenuje jej energię. W miasteczku pojawia się również dwójka innych specjalistów, których intencje nie są od razu jasne. Nie wiadomo, czy okażą się wsparciem, czy przeszkodą w realizacji zadania.

Od samego początku między Miką a Juliuszem iskrzy. Ich wzajemne erotyczne przyciąganie niemal uniemożliwia im skupienie się na zadaniu. Czarownicy i wiedźmy w tym świecie nie ograniczają się do jednej płci. Pociągają ich po prostu osoby, które uważają za atrakcyjne. Magia, którą się posługują, wzmacnia nie tylko ich emocje, ale również podkręca libido. To wyjaśnienie jak dla mnie jest przekonujące. Choć w książce pojawiają się sceny miłosne, są one opisane ogólnie i nie dominują nad fabułą.

Lalkarka to postać, z którą trzeba się liczyć. Potrafi manipulować ludzkimi umysłami, co sprawia, że walka o dusze nie będzie ani łatwa, ani przewidywalna.

Autorka świetnie buduje klimat i wciąga czytelnika w świat magii, w którym manipulacja przybiera różne formy. Szczególnie spodobało mi się nieoczywiste zakończenie.

Podczas lektury przypomniała mi się jedna z serialowych wersji „Gęsiej skórki”, ta ze złowrogą marionetką. Choć narracja w „Domu lalkarki” jest zupełnie inna, podobne było to uczucie niepokoju i zagrożenia.

Historia przedstawiona jest z perspektywy kilku bohaterów. Choć doceniam ten zabieg, żałuję, że narracja nie była pierwszoosobowa. Dzięki niej łatwiej byłoby mi wejść w świat postaci i poczuć ich emocje jeszcze głębiej.

Z przyjemnością sięgnęłabym po kolejne książki o przygodach czarowników. Fascynuje mnie ich nietypowa praca, relacje i to, w jaki sposób posługują się magią. To naprawdę świeże i bardzo ciekawe podejście do duchowej strony fantastyki.

Oceniam książkę na 8 na 10, ale za zakończenie dodaję dodatkową gwiazdkę. Moja ostateczna ocena to 9 na 10. 


Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://linktr.ee/annadyczko_mczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko_mczas

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko

https://www.tiktok.com/@anna_dyczko

https://linking.billin.app/profile?userId=83a47882-90f1-7000-fba0-459c38e08307&userLabel=User&userName=miedzyczas



Wiktoria Król "Zabójcza zieleń. Historia zielonego pigmentu z arszenikiem"

Tytuł: "Zabójcza zieleń. Historia zielonego pigmentu z arszenikiem"

Autor: Wiktoria Król

Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece

Ilość stron: 344

Data wydania: 23-04-2025

Moja ocena: 10/10

 

Wiktoria Król w „Zabójczej zieleni” opowiada fascynującą i mrożącą krew w żyłach historię… koloru. A dokładniej barwników, które w XIX wieku zachwycały swoją intensywnością, a jednocześnie zatruwały, a nawet zabijały ludzi.

Zieleń była wówczas kolorem wyjątkowo pożądanym – kojarzyła się z naturą, spokojem, harmonią. Problem polegał na tym, że nie dało się jej łatwo uzyskać naturalnymi metodami, dlatego producenci sięgali po związki arsenu, by uzyskać piękne, intensywne odcienie do tapet, okładek książek, papieru, ubrań, zabawek... a nawet cukierków.

Wyobraźcie sobie świat bez regulacji prawnych dotyczących składu produktów. Świat, w którym przedmioty codziennego użytku - piękne, modne, dostępne - zawierały jedną z najgroźniejszych trucizn znanych człowiekowi. I nawet gdy skutki działania arsenu były znane, jego użycie trwało w najlepsze, gdyż zyski były ważniejsze niż zdrowie klientów.

W książce poznajemy prawdziwe przypadki zatruć arsenem. Wśród ofiar było wiele dzieci. Choć większość zgonów miała charakter przypadkowy, włos jeży się na głowie podczas lektury. Tym bardziej że arsen był ogólnodostępny - można go było kupić jak zwykły towar. To właśnie dlatego tak wiele morderstw w wiktoriańskich kryminałach opiera się na arsenie - to była realna i niestety bardzo popularna metoda.

Autorka snuje swoją opowieść w sposób spokojny, rzeczowy, bez taniej makabry. Przeplata ją „rozmowami w zielonym pokoju”, czyli wywiadami z ekspertami z różnych dziedzin, które uzupełniają wiedzę i pokazują, jak wszechstronny i groźny był temat barwników. Te same barwniki unoszące się z tapet, migoczące na tkaninach sukien czy obecne w zabawkach, powoli truły, dusiły, niszczyły życie.

Dowiadujemy się również, że inne kolory także kryły w sobie toksyczny potencjał. Wystarczy przyjrzeć się bliżej historii sztuki i składom niektórych farb używanych przez dawnych mistrzów…

Na szczęście dziś nie odnotowuje się w Polsce przypadków zatruć arsenem. Ale autorka przypomina, że zagrożenia chemiczne nie zniknęły. Współczesne zagrożenia to m.in. nieoryginalne tusze do tatuaży o fałszywym składzie czy niektóre tonery w drukarkach laserowych.

Na koniec dostajemy także autentyczne receptury dawnych barwników, zapisane w anglosaskich jednostkach miar.

Autorka lojalnie ostrzega jednak, by tych przepisów nie próbować odtwarzać w domu, gdyż związki chemiczne w nich zawarte są skrajnie niebezpieczne.

Ta książka zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Świetnie dopracowana, oparta na faktach, które mówią same za siebie. To pozycja obowiązkowa dla wszystkich ciekawych historii codzienności XIX wieku, zainteresowanych tematyką zdrowia, nauki, designu i… ciemnej strony piękna. 


Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://linktr.ee/annadyczko_mczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko_mczas

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko

https://www.tiktok.com/@anna_dyczko

https://linking.billin.app/profile?userId=83a47882-90f1-7000-fba0-459c38e08307&userLabel=User&userName=miedzyczas



Lane Moore "Moc przyjaźni. Jak budować trwałe relacje w dorosłym życiu"

Tytuł: "Moc przyjaźni. Jak budować trwałe relacje w dorosłym życiu"

Autor: Lane Moore

Wydawnictwo: Znak

Ilość stron: 240

Data wydania: 21-04-2025

Moja ocena: 7/10 

 

Chyba tylko dziecko potrafi bez skrępowania zapytać: „Czy chcesz być moim przyjacielem?”, a tylko nastolatka wierzy, że przyjaźń będzie trwała wiecznie. Słodkie seriale pokroju Przyjaciół kreują nierealne obrazy relacji. Nikt przecież nie rzuca wszystkiego i nie biegnie w środku nocy ratować znajomego z opresji. W prawdziwym życiu wygląda to zupełnie inaczej.

Trudno rozmawiać o przyjaźni. Trudno mówić o uczuciach, a jeszcze trudniej określić, na jakim etapie znajduje się relacja z daną osobą - czy to tylko luźna znajomość, czy już coś więcej? Wciąż naiwnie marzymy o przyjaźni jak o wielkiej miłości, która przetrwa wszystko. I właśnie takie porównania pojawiają się w książce Lane Moore – autorka pokazuje, że przyjaźń, podobnie jak związek romantyczny, wymaga troski, zaangażowania i świadomego budowania.

To chyba pierwsza książka, którą czytałam, gdzie ktoś otwarcie przyznaje, że przyjaźń nie jest łatwa. Czasem rozpada się bez kłótni, bez dramatycznych zwrotów akcji - po prostu zmieniają się nasze priorytety, sytuacja życiowa, potrzeby. Ktoś się wyprowadza, zakłada rodzinę, zaczyna nowe życie. Relacja się rozmywa jak zamek z piasku, zmyty przez fale.

Moore zachęca, by mówić o przyjaźni wprost, co dla mnie brzmiało początkowo absurdalnie. Ale z drugiej strony… jeśli coś wydaje się głupie, ale działa, to może wcale nie jest głupie?

Autorka analizuje różne typy przyjaźni: ze współlokatorką, członkiem rodziny, koleżanką z pracy. Każdy typ relacji niesie inne wyzwania i daje inne korzyści. Podkreśla, że kluczem do trwałej przyjaźni jest samoświadomość -musimy znać siebie i swoje potrzeby, a także potrafić rozpoznać, czy są one zgodne z potrzebami drugiej osoby. Brzmi sucho, niemal biznesowo, ale może właśnie tego nam brakuje - odwagi, by przyznać, że jeśli relacja nie działa, warto ją zakończyć, zamiast trwać w czymś, co nas unieszczęśliwia.

Moore nie teoretyzuje, lecz dzieli się historiami z własnego życia, od przyjaźni, które okazały się złudne, po przelotne znajomości zawarte w podróży. Wspomina o tym, jak często unikamy szczerych rozmów z obawy, że kogoś zranimy lub sami zostaniemy zranieni. Podsuwa też ciekawe spostrzeżenie: nasze style przywiązania - to, jak tworzymy relacje - mogą zupełnie się rozmijać z czyimiś. I choćbyśmy nie wiem jak się starali, nie zawsze da się zbudować bliskość z każdym.

Autorka zachęca do refleksji nad naszymi dotychczasowymi przyjaźniami: co łączy osoby, które wybieraliśmy? Czy była to rezerwa, nieumiejętność wyrażania uczuć, a może brak lojalności? Czego właściwie szukaliśmy i dlaczego właśnie tego?

Lane Moore zwraca uwagę na ogromne znaczenie pierwszych więzi - rodzinnych - w kształtowaniu zdolności do nawiązywania relacji. Jeśli nie mieliśmy dobrych wzorców w dzieciństwie, trudno będzie nam znaleźć dobre przyjaźnie w dorosłości.

Na koniec autorka podaje kilka zasad, jak być dobrym przyjacielem. Niby proste, a przecież nikt nas tego nie uczy - ani w szkole, ani w domu. A może powinien?


Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://linktr.ee/annadyczko_mczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko_mczas

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko

https://www.tiktok.com/@anna_dyczko

https://linking.billin.app/profile?userId=83a47882-90f1-7000-fba0-459c38e08307&userLabel=User&userName=miedzyczas



  

Joanna J. Pawłowska "Boso po rosie"

Tytuł: "Boso po rosie"

Autor: Joanna J. Pawłowska

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie Białe Pióro

Ilość stron: 458

Data wydania: 15-01-2025

Booktour: Czytam dla przyjemności

Moja ocena: 6/10

 

Justyna, nauczycielka mieszkająca w Warszawie, pochodzi z Konstancina. Jest zaręczona z Karolem, mężczyzną ze wsi Drzymlin, którego rodzina wciąż żyje zgodnie z wiejskimi tradycjami. Główna bohaterka przyjeżdża na wieś, by lepiej poznać przyszłych teściów. Szybko jednak okazuje się, że Karol większość czasu spędza poza domem, tłumacząc się obowiązkami i ciężką pracą. Zostawia Justynę samą z krewnymi, z którymi dziewczyna szybko się zaprzyjaźnia. Szczególną sympatią darzy miejscowe dzieci.

Pod warstwą sielskiego obrazu wsi kryją się jednak trudne tematy. Justyna obserwuje życie mieszkańców i dostrzega fałsz w ich relacjach. Jedna z kobiet, Klaudia, otwarcie deklaruje miłość do męża, a jednocześnie, gdy tylko ten znika z pola widzenia, spotyka się z kochankiem. Zdrada towarzyszy niemal każdemu w tej powieści i dotyczy nie tylko mieszkańców Drzymlina, lecz także rodziny Justyny. Dziewczyna odkrywa, że jej ojciec zdradzał matkę, a ta, mimo upokorzenia, nie zdecydowała się na rozstanie, chcąc utrzymać pozory pełnej rodziny.

Akcja powieści rozgrywa się w latach 60., w czasach, gdy dominował tradycyjny podział ról. Kobiety są przedstawione jako strażniczki domowego ogniska, zajmują się gotowaniem, wychowywaniem dzieci i przymykają oko na niewierność mężczyzn. Wiele z nich godzi się na takie życie, nie chcąc zostać same. W tej atmosferze Justyna zaczyna dostrzegać, że Karol nie jest tym, za kogo go miała. Choć mówił o miłości i planował ślub, unikał bliskości i otwartości. Kiedy Justyna poznaje Adama, pełniącego podwójną rolę lekarza i weterynarza, zaczyna zastanawiać się, czy los kobiet w jej rodzinie musi być także jej losem. Może nadszedł czas, by przerwać krąg zgody na zdradę i poniżenie.

Autorka bardzo szczegółowo opisuje codzienność - sposób spędzania czasu przez dzieci, prace w gospodarstwie, gotowanie. Bohaterowie nieustannie coś jedzą, przygotowują posiłki, rozmawiają o jedzeniu. Klimat wsi został oddany z dużą autentycznością. Język, którym posługują się postacie, zawiera wiejską gwarę, pojawiają się regionalne potrawy o nietypowych nazwach oraz ludowe wierzenia i zabobony, jak choćby przekonanie, że dziecko mogło zostać zauroczone. Ludzie na wsi mają ograniczoną wiedzę, więc informacja o tym, że kleszcz może być groźny, okazuje się dla nich nowością.

Głównym motywem powieści są relacje rodzinne, skrzętnie ukrywane sekrety oraz prowincjonalna mentalność. Kobiety, choć niektóre pracują zawodowo, najczęściej są pokazywane w kuchni lub przy dzieciach. Mężczyźni z kolei często „udają” pracę, podczas gdy w rzeczywistości spędzają czas u kochanek. Widać wszechobecne zakłamanie w tych związkach, zarówno na wsi, jak i w mieście.

Choć powieść ma swoje mocne strony - szczególnie w warstwie obyczajowej i językowej - nie porwała mnie. Akcja toczy się powoli, a dominują w niej opisy codziennych czynności, rozmów przy stole i lokalnych plotek. Dla mnie była bardzo monotonna, ale pamiętajcie, że to moja subiektywna opinia. Kogoś może zachwycić.


Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://linktr.ee/annadyczko_mczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko_mczas

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko

https://www.tiktok.com/@anna_dyczko

https://linking.billin.app/profile?userId=83a47882-90f1-7000-fba0-459c38e08307&userLabel=User&userName=miedzyczas



 

 

czwartek, 26 czerwca 2025

Holly Brickley "Deep Cuts"

Tytuł: "Deep Cuts"

Autor: Holly Brickley

Wydawnictwo: Książnica

Ilość stron: 384

Data wydania: 04-06-2025

Moja ocena: 7/10

 

„Deep Cuts” Holly Brickley to powieść, która muzyką jest przesycona na wskroś. To autentyczna historia o pasji, która nie tylko kształtuje bohaterów, ale i wpływa na wszystkie ich życiowe wybory.

Główna bohaterka, Percy Marks, oddycha muzyką. Choć nie odziedziczyła po matce -skrzypaczce talentu do gry, z pasją słucha, analizuje i pisze o muzyce rozrywkowej. Robi to tak trafnie, że mogłaby zostać producentką. Po studiach, podczas których pisała dla muzycznego czasopisma, podejmuje nietypową pracę – jako „writerka w agencji monitorującej trendy”. W praktyce polega to na zaczepianiu ludzi w pubach i pytaniu o ich muzyczne gusta, by na tej podstawie tworzyć raporty dla marek alkoholowych – te z kolei dopasowują muzykę do swoich kampanii reklamowych.

Na początku poznajemy najbliższy krąg Percy: Zoe i Joe. Zoe to jej najlepsza przyjaciółka, a zarazem dziewczyna Joe'ego - utalentowanego wokalisty i kompozytora. Percy pomaga mu w pracy nad nowymi utworami. Między tą trójką tworzy się skomplikowany układ, którego szczegóły poznacie czytając książkę.

Emocje w tej książce rzadko wyrażane są wprost - najczęściej pojawiają się jako cytaty z piosenek. Percy chowa się za muzyką, tłumi uczucia, ucieka w dźwięki. Ma problem z budowaniem romantycznych relacji, a jeden z jej partnerów zarzuca jej, że bardziej interesuje się branżą muzyczną niż uczuciami ludzi. Coś w tym jest - w jej życiu zawsze na pierwszym miejscu jest muzyka.

Percy i Joe krążą wokół siebie latami, próbując związków z innymi, ale zawsze coś ich do siebie przyciąga. Tyle że trzecim elementem tej relacji, silniejszym niż cokolwiek innego, jest muzyka. Wciska się nawet w intymne chwile, zawsze obecna, zawsze dominująca.

Czytając tę książkę, płyniemy razem z Percy przez kolejne lata, dźwięki i wspomnienia - od czasów, gdy płyty CD i discmany były szczytem techniki. Tytuły rozdziałów to tytuły piosenek, co podkreśla charakter powieści.

Choć sama lubię muzykę, nigdy nie analizowałam jej z taką precyzją jak Percy. Zgodnie ze słowami z książki - nikt nie wybiera swojego talentu. Trzeba tylko znaleźć sposób, by go wykorzystać i pokazać go innym.

"Deep Cuts" to powieść o pasji, która czasem bywa silniejsza niż miłość. O przyjaźni, rozczarowaniach, dorastaniu i poszukiwaniu własnego rytmu. Wątek romantyczny nie wybija się na pierwszy plan, ale właśnie dzięki temu jest bardziej prawdziwy, zawierający wiele komplikacji emocjonalnych.

Polecam tę książkę szczególnie miłośnikom muzyki, zwłaszcza tym, którzy kochają analizować, słuchać z uwagą i dostrzegać w piosenkach coś więcej niż tylko dźwięki. 


Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://linktr.ee/annadyczko_mczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko_mczas

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko

https://www.tiktok.com/@anna_dyczko

https://linking.billin.app/profile?userId=83a47882-90f1-7000-fba0-459c38e08307&userLabel=User&userName=miedzyczas



Alina Duchnowska "Klan Smoka. Tom 2. Iluzje"

Tytuł: "Iluzje"

Cykl: Klan Smoka, tom 2

Autor: Alina Duchnowska

Wydawnictwo: Alina Duchnowska selfpublishing

Ilość stron: 272

Data wydania: 13-03-2025

Moja ocena: 7/10

 

Altamir i Yuno wreszcie są razem, lecz ich relacja daleka jest od beztroskiego „i żyli długo i szczęśliwie”. W Yuno wciąż żywe są wspomnienia okrucieństw, jakich doznała z rąk czarnoksiężnika Rutha, gdy była jego niewolnicą. Ślady tego czasu nosi nie tylko na duszy, ale i na ciele. Kobieta, która się nią wówczas opiekowała, zrobiła wszystko, co mogła, by ją uleczyć i ulżyć jej cierpieniom, ale to nie koniec pracy. Yuno ma wiele przed sobą. Musi zajrzeć pod iluzje i zmierzyć się z prawdą.

Magia w ujęciu Aliny Duchnowskiej ukazana jest jako siła nieprzewidywalna - nawet ta użyta w dobrej wierze może przynieść nieoczekiwane skutki. Yuno i Altamir przebywają wśród plemienia, które wychowało chłopaka. Nie wszyscy jego członkowie akceptują ich związek. Jedna z kobiet, mimo wcześniejszych luźnych relacji z Altamirem, teraz odczuwa zazdrość. Nowa kobieta w plemieniu staje się obiektem plotek.

Yuno otrzymuje wsparcie od duchowej przewodniczki klanu - szamanki, która potrafi kontaktować się z duchami. Ten wątek również zmierza w zaskakującym kierunku.

Drugi tom to wyraźne spowolnienie akcji. Autorka skupia się na psychice Yuno - poranionej, zagubionej, pełnej wyrzutów sumienia, choć to, co ją spotkało, nie było jej winą. Ruth, mimo fizycznej nieobecności, wciąż ma na nią ogromny wpływ - nawiedza ją w koszmarach. Dziewczyna nie potrafi uwierzyć, że zasługuje na miłość Altamira. On z kolei ukazany zostaje z nieco innej strony - jako pozytywny bohater, ale też mężczyzna, który w przeszłości traktował kobiety z lekkomyślną łatwością, nie zastanawiając się nad konsekwencjami swoich romansów.

Ten tom to swoisty przystanek - czas na zatrzymanie się i wgląd w wewnętrzny świat Yuno. Jej trauma wymaga przepracowania, a Altamir musi wykazać się cierpliwością i zrozumieniem. Gdy to się dzieje, ich uczucie dojrzewa i eksploduje, dosłownie i symbolicznie, w jednej z najpiękniejszych scen, niczym tęcza na niebie.

Ruth wciąż knuje gdzieś w tle - jego cień unosi się nad bohaterami i spodziewam się, że w kolejnym tomie poznamy go bliżej. Mam też nadzieję na rozwinięcie wątku Kitsu i Enis.

„Iluzje” to spokojniejszy, bardziej introspektywny tom serii, który skupia się na psychologicznym rozwoju postaci i emocjonalnym dojrzewaniu związku. Choć akcja wyraźnie zwalnia, historia zyskuje głębię. To potrzebny oddech przed kolejnym starciem z mrokiem przeszłości.


Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://linktr.ee/annadyczko_mczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko_mczas

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko

https://www.tiktok.com/@anna_dyczko

https://linking.billin.app/profile?userId=83a47882-90f1-7000-fba0-459c38e08307&userLabel=User&userName=miedzyczas



Łukasz Pietraszkiewicz "Na szlaku zwykłych ludzi"

Tytuł: "Na szlaku zwykłych ludzi"

Autor: Łukasz Pietraszkiewicz

Wydawnictwo: DC Books

Ilość stron: 326

Data wydania: 01-11-2024

Booktour: Czytam dla przyjemności

Moja ocena: 8/10

 

Na początku obawiałam się, że książka rozpoczynająca się od wyznania wiary będzie nudna i zbyt religijna. Autor przedstawia się jako wyznawca prawosławia, porównuje swoją wiarę z katolicyzmem i opowiada o braku tolerancji, jakiego doświadczali prawosławni w Polsce. Jednak dość szybko przechodzi do bardziej osobistych wątków - i wtedy robi się naprawdę ciekawie.

Jako dziecko chodził z dziadkiem na Świętą Górę Grabarkę i już wtedy pokochał pielgrzymowanie. Po trudnych doświadczeniach życiowych i pokonaniu choroby, w dorosłości postanowił wyruszyć na szlak Camino de Santiago.

Ta książka to nie tyle duchowa rozprawa, co relacja z drogi pełnej spotkań, opowieści i ludzkich dramatów. Pielgrzymi, których autor spotyka na trasie, otwierają się przed nim, jakby łatwiej było powierzyć swój ból nieznajomemu. Każdy rozdział nosi imię jednej z poznanych osób i właśnie ich historie stanowią serce tej opowieści.

Nie znajdziemy tu religijnych rozważań. Zamiast tego mamy czysto ludzką potrzebę uwolnienia się od przeszłości, domknięcia pewnych etapów życia, wybaczenia sobie lub innym. Spotykamy ludzi po rozstaniach, po wygranej walce z chorobą, osoby przeżywające żałobę, a także tych, którzy niosą w sobie traumy wojenne lub więzienne. Choć tak różni, wspólna droga i dzielenie się własnymi doświadczeniami zbliża ich do siebie. Wzajemnie nazywają się "rodziną Camino".

Choć droga momentami się dłużyła, autor po dotarciu do Santiago de Compostela nie miał jeszcze dość, wyruszył więc dalej, na „koniec świata”, czyli do Finisterre. Dopiero tam poczuł, że zakończył swoją wędrówkę. A jednak nawet po powrocie do domu myślami wciąż był na szlaku. Na kolejną pielgrzymkę wybrał się już z rodziną.

Autor wspomina, że droga daje okazję do podziwiania górskich krajobrazów i poznawania lokalnych smaków, choć nie rozwija tego wątku szczegółowo. Skupia się przede wszystkim na ludziach - ich historiach, emocjach i przemianach. Camino jawi się tu nie tyle jako religijna pielgrzymka, co droga do wewnętrznego uzdrowienia i zrozumienia siebie. Książka spodoba się czytelnikom, którzy interesują się pielgrzymkami, podróżami z głębszym sensem oraz historiami zwykłych ludzi przechodzących przez niezwykłe doświadczenia. To lektura dla tych, którzy szukają refleksji, emocji i autentycznych rozmów, bez nadmiaru religijnego tonu. 


Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://linktr.ee/annadyczko_mczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko_mczas

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko

https://www.tiktok.com/@anna_dyczko

https://linking.billin.app/profile?userId=83a47882-90f1-7000-fba0-459c38e08307&userLabel=User&userName=miedzyczas