czwartek, 17 czerwca 2021

Eva Schloss "After Auschwitz. Przejmujące świadectwo przetrwania przyrodniej siostry Anne Frank"

Tytuł: "After Auschwitz. Przejmujące świadectwo przetrwania przyrodniej siostry Anne Frank"

Autor: Eva Schloss

Wydawnictwo: Obiektyw

Ilość stron: 364

Data wydania: 25-10-2020

Moja ocena: 8/10


"Było to w maju 1940 roku. W jednym z amsterdamskich mieszkań zgromadziła się cała nasza rodzina. Mieliśmy za sobą ucieczkę z Wiednia, ale teraz stało się najgorsze - naziści najechali Holandię. Zwykle to mój brat, Heinz, okazywał się ostoją i spieszył ze słowami otuchy, jednak tego wieczora był przerażony i ledwie mógł cokolwiek z siebie wykrztusić. Usłyszałam od niego tylko, że wątpi, czy ojciec będzie w stanie zapewnić nam bezpieczeństwo i że naziści już się szykują, by przyjść i zabrać Żydów. Potem dodał: "boję się, Evi. Naprawdę boję się, że mogę umrzeć."

Ojciec usiadł z nami na sofie i objął nas szeroko rozpostartymi ramionami. Mówił, że jesteśmy ogniwami niekończącego się łańcucha i że nadal będziemy trwać w naszych dzieciach.

"No, ale co się stanie, jeśli nie będziemy mieć dzieci?", spytał Heinz.

"Moi drodzy", odrzekł ojciec, "mogę wam przyrzec, że cokolwiek zrobicie, zawsze pozostawi to jakiś ślad, bo przecież nic nie ginie. Wszelkie dobro, którego dokonacie, będzie trwało w życiu ludzi, których odmieniliście swoją obecnością. Nie sposób, by wasz wkład nie wpłynął gdzieś, kiedyś, na kogoś - i właśnie to sprawi, że wasze dokonania przetrwają. Wszystko sprzęga się w jeden nieprzerwany łańcuch, którego ogniw nikt nie rozdzieli.""


To mój ulubiony cytat z książki Evy Schloss. Słowa, które usłyszała od ojca jako dziewczynka, powracały do niej w wielu momentach zwątpień i nadały kurs jej życiu. 

Annę Frank Eve znała z dzieciństwa a przez niezwykły splot okoliczności została z czasem jej pośmiertną siostrą przyrodnią. Matka naszej bohaterki poślubiła bowiem ojca Anne. Wspólnie dokładali wszelkich starań, by pamięć o holokauście, zawarta w dzienniku dziewczynki, nie zaginęła. Razem organizowali wystawy oraz przedstawienie teatralne, opowiadające o tych dramatycznych wydarzeniach.

Eve i Heinz pochodzili z dobrze sytuowanej rodziny. Przed wybuchem wojny żyło im się dobrze i wygodnie.


"Te czasy przyprawiały o ekscytujący zawrót głowy. W roku 1910 liczba mieszkańców Wiednia osiągnęła poziom dwóch milionów. Pełne okazałości bulwary Ringstrasse otoczono wianuszkiem ulic, wzdłuż których ledwie co postawiono kamienice, by zapewnić lokum dynamicznie rozrastającej się klasie właścicieli sklepów i handlowców. To właśnie z tej grupy społecznej masowo rekrutowali się codzienni koneserzy wiedeńskiej kultury - nagle wzrosła sprzedaż biletów do teatrów, w porach posiłków zaludniły się restauracje, powiększyła się również liczba amatorów podmiejskich wycieczek po okolicznych lasach czy wzgórzach.

Coraz większą część nowo powstałej klasy średniej stanowiła dobrze wykształcona i odnosząca sukcesy ludność żydowska."

"Następne trzy dekady to czas niezwykłego wzrostu liczebności Żydów w Wiedniu; w sytuacji, gdy wspomniana wspólnota rozrosła się z 8000 do 118000, nic dziwnego, że wkrótce zaczęła odgrywać wiodącą rolę w życiu miasta."


W mieście w rozkwicie kultury i handlu mieszkała rodzina Evy. A później przyszedł kryzys. Rodowici mieszkańcy miasta, sami mający problemy z utrzymaniem się, zwrócili się przeciwko przyjezdnym. Niechęć tę podsycał mer miasta, Karl Lauger. Wśród tych nastrojów pojawił się na scenie politycznej Adolf Hitler. Dalszego ciągu wypadków w tamtym czasie nikt nie był w stanie przewidzieć. 


"Nigdy nie zapomnę lęku i poczucia zbliżającego się niebezpieczeństwa, które odczuwałam w wieczór, gdy wojska nazistów pojawiły się w Wiedniu. Rozradowanym tłumom, wznoszącym powitalne wiwaty na cześć wkraczających do miasta niemieckich żołnierzy, wtórowały dzwony z wież kościelnych, zaś elewacje budynków udrapowane zostały wywieszonymi ze wszystkich okien gigantycznymi, czerwonymi sztandarami, przyozdobionymi emblematem swastyki, które rozpleniły się po całym mieście jak dywany trującego kwiecia."

"Miasto, które tak długo zupełnie go ignorowało, teraz było gotowe przyjąć Hitlera z otwartymi ramionami; jak sam wyznał szefowi nazistowskiej propagandy Josefowi Goebbelsowi, uznał on za swoje główne zadanie oczyszczenie miasta  "brudu i karakanów", a miał na myśli Żydów."


Na początku pojawiły się nowe prawa, dyskryminujące ludność żydowską, z czasem prześladowania nasilały się, aż doszły do apogeum: wywózek do obozów i mordów. 

Eve wraz z całą rodziną trafiła do Auschwitz, gdzie desperacko starali się przetrwać w nieludzkich warunkach. Kobieta dokładnie opisała swoje doświadczenia obozowe, od morderczej podróży w tamtą stronę, przez miesiące w piekle, aż po wyzwolenie. Wraz z matką uszły cało z koszmaru. W przeciwieństwie do nich wielu ocalałych straciło zdrowie nie tylko fizyczne, ale i psychiczne. Przeżyta trauma i strata bliskich odebrały im zdrowe zmysły. 


"Prawdą było, że nie oszalałam, jak niektórzy ocaleli więźniowie obozu, ale równocześnie czułam, że coś było ze mną nie tak - tam w środku. Czułam się, jak gdyby we mnie dyndał zerwany, wiszący kabel pod napięciem, któremu coś przeszkadzało na nowo podłączyć się do całej sieci. Mogłam to jedynie opisać stwierdzeniem, że nie czułam się naprawdę sobą."


Eve przez długi czas wypierała pamięć tamtych wydarzeń. Wspomnienia wróciły falą kiedy, poproszona o głos na otwarciu wystawy o holokauście, zaczęła mówić. Z początku dzielenie się wojennymi przeżyciami było dla niej bardzo trudne, lecz z czasem udało jej się uporządkować myśli i przemawiać z większą swobodą. Ostatecznie powstała ta książka, opisująca nie tylko piekło Auschwitz, ale i życie po zakończeniu gehenny. 


"Żyję już długo i widziałam niejeden epokowy przełom w dziedzinie nowych technologii. W czasach mojego wczesnego dzieciństwa posiadanie samochodu należało do rzadkości, ale jeszcze zanim zdążyła mi stuknąć czterdziestka, ludzie zdołali wylądować na Księżycu. Wynaleźliśmy lekarstwa na wiele chorób, skonstruowaliśmy broń nuklearną, złamaliśmy tajemnicę ludzkiego kodu genetycznego, serfujemy po Internecie i wdrażamy genetycznie modyfikowaną żywność. Na Zachodzie, przynajmniej większość, z nas cieszy się poziomem zamożności, o jakim pokoleniu naszych dziadków nawet by się nie śniło. No cóż, jeśli chodzi o rozwój naszego człowieczeństwa, mimo bogactwa doświadczeń całej ludzkości, na przestrzeni tysiąca lat nie zrobiliśmy istotnego kroku do przodu."


"After Auschwitz" jest ważnym świadectwem tamtych brutalnych czasów. Najlepszym jej podsumowaniem będą słowa samej autorki:


"Kiedy kilka miesięcy temu na spotkaniu w jednej ze szkół moje wspomnienia dobiegły końca, i spojrzałam po sali wypełnionej dziećmi, czarnooka Somalijka niepewnie podniosła w górę rękę i zapytała: "Czy Pani sądzi, że to się jeszcze kiedyś może zdarzyć?".

Ja na to pytanie nie mam odpowiedzi, ale może ktoś z Was ją zna.

To co - zdarzy się? Mam nadzieję, że nie."


Za egzemplarz recenzencki książki dziękuję wydawnictwu Obiektyw. 


Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko/

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko



wtorek, 15 czerwca 2021

Beata Kołodziejczyk "Uśpieni"

Tytuł: "Uśpieni"

Autor: Beata Kołodziejczyk

Wydawnictwo: Oficynka

Ilość stron: 192

Data wydania: 01-01-2021

Moja ocena: 7/10


"Tatę lubię też dlatego, że na wakacjach pozwala napić się piwa. Zwykle jedną szklankę, a wtedy czuję tylko lekki szum w głowie, ale czasem wypijam całą butelkę, po której świat wiruje i muszę na trochę się położyć. Pewnie z tego samego powodu ojca nie lubi mama.

Kary nie są dotkliwe. Nawet nieszczególnie często się zdarzają. Czasami ojciec skrzyczy niesfornego potomka lub wypłaci kilka porządnych klapsów, innym razem poczęstuje odsiadką w pokoju. Co zazwyczaj nie robi jednak na nas wrażenia."


Ta historia zaczyna się ładnych parę lat przed narodzinami jej głównej bohaterki, Agaty. Na samym początku poznajemy jej przyszłych rodziców: Błażeja i Elżbietę.

To opowieść zszyta ze skrawków wspomnień dziecka, dorastającego w przeciętnej rodzinie z blokowiska, wyjeżdżającej na wakacje zawsze w to samo miejsce: na własną działkę. Agata ma koło siebie całkiem dużą rodzinę, bo poza rodzicami i bratem w pobliżu zawsze są dziadkowie, ciocie i wujowie a także zaprzyjaźnieni sąsiedzi. Mimo to dziewczynka czuje się samotna. 

Sama przeżywa swoje lęki i pierwsze fascynacje, zbyt szybko odkrywa czym jest seks i co robi z ludźmi alkohol. Przewija się on na każdej stronie: od codziennego piwka przed telewizorem, przez weekendowe imprezki, po wakacyjne wyjazdy.

Dorośli się bawią a dzieci dorastają. Same. Mają być niewidzialne i niesłyszalne. I nie sprawiać kłopotów. Fizycznie nikt ich nie krzywdzi. To tylko obojętność emocjonalna i brak zainteresowania ze strony rodziców jest problemem. 


"Każdy robi coś ciekawego, u mnie w domu leci Familiada.

Zwykle siadam na dywanie i, podciągając kolana pod brodę, ze znużeniem obserwuję niezmienny od lat obraz niedzielnego popołudnia. Ojciec, wyciągnąwszy się na łóżku przed telewizorem, w przemykających po kolorowym szkiełku scenach próbuje odnaleźć chwilowe poczucie przynależności do wielkiego świata. Skulona w fotelu matka pochrapuje cichutko, co i raz podrywając do pionu opadającą bezwiednie głowę."


Agata zazdrości rówieśnikom.


"Baśka opowiada o Ameryce swojego taty, Marta z równoległej klasy pokazuje na przerwach między lekcjami zdjęcia z wczasów pod namiotem, a siedzący w ławce obok Łukasz chwali się nabytym podczas wycieczki rowerowej za miasto siniakiem na kolanie."


Tymczasem ojciec Agatki trudni się procederem przestępczym, jest drobnym złodziejaszkiem, co dobija się na stosunku otoczenia do całej rodziny, w tym dzieci. 

Czytając nie wiedziałam co myśleć o tej książce. Autorka przeskakiwała pomiędzy wątkami i czasami, bez jakiejś ciągłości myślowej. To oderwane, pojedyncze wspomnienia, które tworzą patchworkową całość, pokazując wizję samotnego dorastania. To smutna codzienność, która kształtuje Agatę. 

Dramatyczne wydarzenia przekazywane są obojętnym tonem. Ot, ktoś spadł ze schodów, ktoś zaginął, ktoś leży w szpitalu. Proza życia. Nie wyczuwa się w tekście emocjonalnego nastawienia autorki. To jak oglądanie tasiemcowego serialu, ciągnącego się przez wiele lat. 

"Uśpieni" to dobra książka, choć do stylu pisarki trzeba się przyzwyczaić, nie jest on typowy dla powieści, bardziej dla reportażu a przecież postaci są fikcyjne. 

To cienka książeczka, która potrafi wywołać w czytelniku wiele emocji. Być może przypomni nam kogoś, kogo znamy. Może przywoła jakieś wspomnienia. Nie znamy niestety zakończenia: jak Agata funkcjonuje jako dorosła osoba? Jak poradziła sobie z traumą dzieciństwa? Powieść kończy się niezwykle bolesnym zabiegiem dentystycznym oraz wyjściem do sklepu po bułki.

Żeby poznać znaczenie każdej ze scen trzeba się nad nimi porządnie zastanowić, przemyśleć. Ludzie "Uśpieni" żyją wszędzie wokół nas. Wystarczy się rozejrzeć.

Dziękuję wydawnictwu Oficynka za egzemplarz recenzencki.


Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko/

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko



Paulina Świst "Chechło". Recenzja przedpremierowa.

Tytuł: "Chechło"

Autor: Paulina Świst

Wydawnictwo: Akurat

Ilość stron: 320

Data premiery: 16-06-2021

Moja ocena: 7/10


"- Obiecałem pokazać ci Tauzen nocą - powiedział, przejeżdżając dłonią po moim policzku. 

Nie był delikatny, w tym ruchu wyczuwalna była groźba - tak jakby nie umiał się zdecydować, czy mnie pogłaskać, czy uderzyć. Jak zahipnotyzowana patrzyłam w jego ciemne oczy. Miały teraz inny wyraz niż na imprezie. Tam były roześmiane, ciepłe, sympatyczne. Teraz z kolei mroczne, wyczekujące, nieco przerażające..."


Paulina jest byłym adwokatem. Przez oskarżenia, również już byłego, chłopaka, straciła prawo do wykonywania zawodu. Desperacko szuka sposobu na zarobienie dodatkowych pieniędzy, ponieważ odebrano jej cały majątek. Marcina poznaje na imprezie, na której pracuje jako kelnerka.


"Zawsze mnie to w Śląsku pociągało: ubóstwo mieszające się z bogactwem, patologia z inteligencją, przemysł z przyrodą i... dobro ze złem. W żadnym innym regionie nie było tylu innowacyjnych pomysłów, tak szeroko zakrojonych akcji charytatywnych i tak błyskawicznego rozwoju. Żaden inny nie mógł się też poszczycić tak dużą ilością zorganizowanej przestępczości.

- "To kraj w kraju, tonący w morzu wałów i stratach; Na ziemi, gdzie z Bogiem przeplata się szatan. I choć nie raz los kazał nam w przepaść skakać, My nauczyliśmy się latać" - wyszeptałam.

- "Odmienność to charyzma, tak nas tu wychowano" - odpowiedział cytatem z tej samej piosenki." 


Ta dwójka od razu czuje, że coś ich łączy. Nadają na tych samych falach, słuchają podobnej muzyki, przerzucają się cytatami z filmów. Są także doskonale zgrani w sypialni. Jednak czy relacja zaczęta od jednorazowego numerku może mieć przyszłość?


"Uwielbiałam takie zabawy i przekomarzania, zwłaszcza kiedy wiedziałam, że za słowami mogą iść czyny. A jako że to akurat była znajomość nastawiona wyłącznie na nieskomplikowaną konsumpcję, to jego pozwalałam sobie zaczepiać o wiele częściej, niż robiłam to w normalnych relacjach. Dlatego też zamiast odpowiedzieć, wyjęłam z kieszeni telefon, znalazłam swoją najbardziej wypasioną wyuzdaną fotkę i wysłałam mu na MSG z dopiskiem: "Nie mogę się doczekać"."


Tytułowe jezioro Chechło-Nakło to miejsce, wokół którego kręci się cała intryga. Nad tym sztucznym zbiornikiem wodnym ma powstać luksusowy ośrodek wypoczynkowy. Uczestniczący w spółce partnerzy nie są do końca tymi, za których się podawali. Jak w takich przypadkach bywa. każdy z nich ma własny interes w tej inwestycji. Jak daleko są w stanie posunąć się dla zysku? 

Marcin i Paulina trafiają w sam środek kryminalnej afery. 

Po rewelacyjnych "Paprocanach" i "Mali M.", napisanej wspólnie z Lilką Płonką, spodziewałam się, że "Chechło" będzie równie dobre. Z niecierpliwością wyczekiwałam na tę książkę. Zgodnie z obietnicą z okładki mamy tu ostry seks i ostry język, a także rozbudowany wątek kryminalny, mimo to historia nie porwała mnie. 

Czegoś tu zabrakło. Nie wyczułam chemii pomiędzy Pauliną a Marcinem. Dobrze się bawią w swojej obecności, flirtując i uprawiając seks, lecz nie ma w tym związku czułości, przywiązania. Jest szybka akcja, być może za szybka. Tak jakby autorka, skupiając się na mocnych stronach powieści, pominęła drobiazgi, które mogłyby uczynić ją wyjątkową. 

Bardzo lubię styl Pauliny Świst, cięte dialogi pomiędzy jej bohaterami zawsze poprawiają mi humor. W "Chechle" jedną z postaci pobocznych jest Liliana Płonka, adwokat. To taki uśmiech w stronę czytelników, którzy kojarzą jej nazwisko jako współautorki "Mali M.". 

Z pewnością sięgnę po kolejne tytuły autorki, którą ogólnie bardzo cenię. Po prostu ta książka mnie nie urzekła. Dziękuję wydawnictwu Muza za egzemplarz recenzencki powieści. 


Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko/

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko



poniedziałek, 14 czerwca 2021

Colleen Hoover "Layla".

Tytuł: "Layla"

Autor: Colleen Hoover

Wydawnictwo: Otwarte

Ilość stron: 320

Data polskiego wydania: 08-12-2020

Book tour: @monia.mo

Moja ocena: 7/10


"Nie słyszę skrzypnięcia otwieranych drzwi, ale dobiega mnie odgłos kroków na schodach. Są niespieszne, a stopnie trzeszczą pod ciężarem tego kogoś, kto zbliża się do kuchni.

Nie oglądam się za siebie, żeby zobaczyć, kto wchodzi. Nie odrywam wzroku od blatu.

Wyczuwam zapach perfum Layli, więc wiem, że to nie Aspen ani Chad. Kiedy mnie okrąża, czuję ciarki. Podążają w górę kręgosłupa, rozchodzą się na ramiona i dłonie. Wciąż na nią nie patrzę. Po raz pierwszy od samego początku naprawdę się boję, bo nie wiem, czego się spodziewać.

Czy to Layla? Czy to po prostu ona zeszła po schodach, wykazując się przedziwnym wyczuciem czasu?

Czy też Layla właśnie śpi w tym ciele?"


Colleen Hoover, znana z bestsellerowych romansów, tym razem sięgnęła po nieco inny gatunek. Pisarka stworzyła powieść z silnie zaznaczonym wątkiem paranormalnym. Jako sceptyczny czytelnik z początku próbowałam się bronić przed przyznaniem, że naszym bohaterom towarzyszy duch i usilnie szukałam logicznego wytłumaczenia. W końcu odpuściłam sobie i dałam się porwać powieści.

Layla i Leeds poznają się na weselu, na którym on występuje z kapelą. Ona próbuje tańczyć, swoją niezdarnością przyciągając jego wzrok. Od słowa do słowa lądują w basenie i szybko konsumują znajomość. Zdawałoby się, że tak szybko rozpoczęty flirt powinien równie szybko się skończyć, a każde z nich pójść własną drogą z miłym wspomnieniem. Jednak oni stają się nierozłączni. Wkrótce zamieszkują razem i wygląda na to, że sielanka będzie trwać, lecz w ich życie jak huragan wpada Sable, szalona fanka muzyka. 

Oboje długo dochodzą do siebie po jej morderczym ataku. Layla wydaje się nie być sobą. Z pewnością cierpi na silną traumę po tym wydarzeniu. Leeds pragnie odzyskać swoją dziewczynę taką, jaka była wcześniej. Wyjeżdżają na urlop do uroczego pensjonatu, w którym się poznali a który, z nieznanych przyczyn, został właśnie wystawiony na sprzedaż.

Wcześniej oblegany ośrodek, w którym trzeba było rezerwować miejsce na wiele miesięcy naprzód, stoi opustoszały. Od kiedy para wprowadza się do niego zaczynają dziać się różne dziwne rzeczy. Wygląda na to, że dom jest nawiedzony.

Sytuacja komplikuje się z każdym rozdziałem bardziej a zwroty akcji dosłownie rozwalają mózg. Na wstępie dowiadujemy się, że Leeds rozmawia z tajemniczym gościem, jednocześnie przetrzymując dziewczynę wbrew jej woli w pokoju obok. Czy jest psychopatą? Jaki jest jego cel?


"Nie jestem w stanie wydusić z siebie ani słowa. Po prostu patrzę, jak usiłuje się uporać z tym wszystkim, z czym i ja się borykam. 

Wspominam ostatnie miesiące swojego życia i towarzyszące mi wrażenie, że Layla niesamowicie się zmieniła. Zupełnie jakby po operacji stała się inną osobą.

Bo się nią stała."


W pierwszym rozdziale cofamy się w czasie do początku tej przedziwnej historii. Kolejne części to wspomnienia chłopaka przeplatane wywiadem z nieznajomym. Kim jest ta osoba? 


"Jeszcze nigdy tak wiele nas nie dzieliło, choć stoimy razem w sypialni i trzymam ją w ramionach.

Czuję się bezsilny."


Książkę przeczytałam w ramach book tour i w zapiskach innych czytelniczek widzę, że Leeds nie wzbudził ich sympatii. Nazywały go egoistycznym draniem, lecz wtedy nie znałyśmy całej historii. Pod koniec nasze postrzeganie tej postaci może się zmienić o sto osiemdziesiąt stopni. W miarę jak Colleen odsłania nam kolejne kadry, zmienia się sposób, w jaki patrzymy na bohaterów.

Czy zachowanie Layli zmieniło się pod wpływem urazu, wypaczając jej osobowość? Czy też jest inna przyczyna?


"To Layla. 

A zarazem nie ona.

Wyczuwam w niej zmianę, zupełnie jakby patrząc na mnie, nie miała pojęcia, kim jestem, w takim samym stopniu, w jakim ja nie mam pojęcia, kim jest ona. Sprawia wrażenie wystraszonej. A może to bardziej ciekawość niż strach?

Unosi nogę i kładzie gołą stopę na krześle, po czym obejmuje kolano ramionami. Opiera na nim brodę i wpatruje się we mnie.

- Layla? - szepczę, wcale nie dlatego, że chcę być cicho. Po prostu zawodzi mnie głos. Tak jakbym w gardle miał więcej niepokoju niż powietrza."


Sam pomysł na powieść spodobał mi się, jednak jak na thriller za mało było dreszczyków a za dużo rozmów z duchem i rozważań kto, co i dlaczego. 


"Wszystkie te wydarzenia nauczyły nas z Laylą jednego: otóż w życiu nie można być absolutnie niczego pewnym.

Życie i to, co po nim, wykracza poza nasze możliwości zrozumienia, dlatego nie ma nawet co próbować tego pojąć. Możemy tylko czuć wdzięczność, że otrzymaliśmy drugą szansę. Mając ją, staramy się ze wszystkich sił nie dopuścić do tego, by potrzebna nam była jeszcze trzecia." 


Jako wierna fanka Colleen Hoover będę wypatrywać kolejnych tytułów jej pióra, nawet jeśli ten nie do końca spełnił moje oczekiwania. Zauważyłam ostatnio nasilający się trend: autorki romansów i powieści obyczajowych coraz chętniej sięgają po inne gatunki literackie, jak kryminał czy thriller. Z pewnością sięgnę po te książki, choćby z ciekawości. W końcu pisarz nie musi przez całe życie trzymać się jednego gatunku. Takie eksperymenty pozwalają mu dać się poznać z innej strony a czy się spodoba to inna sprawa. 

Dziękuję Monice za możliwość poznania kolejnego ciekawego tytułu. Polecam book toury na Instagramie @monia.mo


Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko/

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko



Anna Wolf "Ring". Recenzja przedpremierowa.

Tytuł: "Ring"

Autor: Anna Wolf

Wydawnictwo: Akurat

Ilość stron: 320

Data wydania: 16-06-2021

Moja ocena: 9/10


"Chciał walczyć, a z czasem okazało się, że miał do tego talent, więc został bokserem. I ring był jedynym miejscem,  którym za pieniądze pozwalał zrobić sobie małą krzywdę. Kochał je, bo sprawiało, że stał się kimś więcej niż tylko tym wystraszonym chłopakiem. Tutaj się liczył, tutaj to on rządził."


Carter Daring jest bokserem, który do obecnej pozycji doszedł własną ciężką pracą. Pochodził z biednej rodziny, mimo to udało mu się wybić, bo jest dobry w tym, co robi. Teraz przed nim największe wyzwanie w karierze. Będzie walczył o tytuł mistrzowski. Mężczyzna jeszcze nie wie, ile ta walka zmieni w jego życiu.


"Uwielbiał to. Uwielbiał wkraczać na ring i czuć jego zapach oraz energię wokół. Wchodził zawsze niczym bóg wojny. Każda walka bowiem była wojną i tę też miał zamiar wygrać."


Alice Morset w tym samym dniu dowiedziała się, że jest w ciąży i przyłapała swojego chłopaka na zdradzie. Zwaliło się na nią wiele emocji jednocześnie: radość, obawa, zawód, wściekłość. Okazała się silną i zdecydowaną kobietą, zdeterminowaną, by zawalczyć o swoje szczęście. Nie pierwszy raz.

Kiedy wyjeżdża z dotychczasowego miejsca zamieszkania, w wyniku fatalnych warunków drogowych, jej samochód wpada w poślizg. Uszkodzony pojazd znajduje wracający właśnie z treningu Carter. W ten sposób drogi dwojga przecięły się po raz pierwszy.

Bokser jeszcze nie wie jak wiele łączy go z przypadkowo spotkaną kobietą o niezwykłych, zielonych oczach, jednak nie może o niej zapomnieć.

Ich ścieżki jeszcze nie raz się przetną w wyniku niezwykłych zbiegów okoliczności. Ich związek czeka jednak niejedno wyzwanie. Niewiele o sobie wiedzą. Czy będą w stanie zaufać drugiej osobie, kiedy na jaw wyjdą skrywane sekrety?


"- A teraz sprawię, że zobaczysz gwiazdy. - Puścił do niej oko.

Te słowa odebrały Alice dech, a następne działania Cartera doprowadziły ją do jeszcze większej gorączki, bo mężczyzna uśmiechnął się zadziornie i ściągnął z siebie podkoszulek. Alice rozszerzyła oczy na widok jego torsu oraz licznych tatuaży. Co prawda widziała go wcześniej bez ubrania, ale dzisiaj wyglądał jakoś inaczej. Widok umięśnionego męskiego ciała pozbawił ją logicznego myślenia."


"Ring" to nie jest typowy romans. Mamy tu elementy kryminału, przeszłość Alice i jej brata jest kluczowym elementem fabuły. Autorka stworzyła ciekawe postaci, charyzmatyczne i silne, lecz nadal sympatyczne. Szczęśliwie nie ma tu tak typowego dla tego gatunku nadętego samca alfa. Carter jest równym gościem, skupionym na sporcie. Nie ogląda się za panienkami, raczej wręcz przeciwnie.

Alice pomimo przeciwności losu potrafi sobie poradzić i ułożyć życie, chociaż straciła tak wiele. Jest odważną kobietą a przy tym ciepłą i ujmującą osobą, która dba o ludzi. Wiele przeszła, lecz nie stała się przez to zgorzkniała. Odwrotnie, tym bardziej docenia życie i stara się pomóc każdemu w miarę możliwości. Nie zostawia z potrzebie nawet obcego człowieka. 

Bardzo spodobał mi się styl Anny Wolf. Być może chwilami zbyt prosty, potoczny język, przepełniony jest jednak humorem a nieustające zwroty akcji trzymają czytelnika w napięciu. Od książki trudno się oderwać. Jest to lekka lektura na jeden wieczór, w sam raz na lato. Bardzo polubiłam Cartera, Alice i Bruna.

Jedyne do czego mogłabym się przyczepić to niezwykła prędkość z jaką poszkodowany bokser stanął na nogi po rehabilitacji. Wydawałoby się, że po tak ciężkim urazie powrót do zdrowia powinien zabrać nieco więcej czasu. 

Dziękuję wydawnictwu Muza za egzemplarz recenzencki. 


Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko/

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko



sobota, 12 czerwca 2021

Agata Sobczak "Dante Soprano"

Tytuł: "Dante Soprano"

Seria: Heartbeats

Autor: Agata Sobczak

Wydawnictwo: Was Pos

Ilość stron: 294

Data Wydania: 31-05-2021

Moja ocena: 7/10


"- Nie powinienem, ale nie jestem dobrym człowiekiem... - mruczy cicho, a następnie mocno na mnie napiera.

Moje ciało reaguje automatycznie, oddaję mu pocałunek. To złe i będę tego żałować, ale tęsknię za dotykiem mężczyzny. Nigdy nie miałam na to czasu i ochoty, a teraz to samo przychodzi. Jestem spragniona, aż mi wstyd, z jaką desperacją chwytam się Dantego. Szorstkimi dłońmi dotyka mojego brzucha, przechodzą mnie ciarki."


Hayley Olsen ciężko pracuje, by utrzymać siebie i pasożytującą na niej matkę, ćpunkę i zakupoholiczkę. Dziewczyna haruje na dwa etaty dopóki nie spotyka na swojej drodze jego: Dante Soprano.

Mężczyzna oferuje dopiero co poznanej pannie wszystko, o czym mogłaby zamarzyć: daje jej pracę i mieszkanie, chroni przed niebezpieczeństwem. Dlaczego chce się związać z kobietą, której praktycznie nie zna? Tego dowiecie się w trakcie lektury.

Sama Hayley jest zaskoczona propozycją jaką dostała. 


"- Dante, co ja mam ci właściwie powiedzieć? Usłyszałam teraz od ciebie tak wiele, że mam kompletny mętlik w głowie. Nie wiem, co czuć, co robić, jak się zachować. (...) Myślałam, że się w tobie zakochuję, a teraz? Teraz czuję strach. Mogłeś przyjść z tym do mnie na samym początku i wyjaśnić całą sytuację. Może nie zareagowałabym z wielkim optymizmem, ale wiedziałabym, na czym stoję. A tak? Walczę z mdłościami, które cały czas mnie nachodzą."


Ona nie wie, co powiedzieć. W ogóle niewiele wie, nie orientuje się w sytuacji i jest bardzo niezdecydowana. Długo się waha przed podjęciem decyzji. Sam Dante zarzuca jej, że w poważnym wieku dwudziestu czterech lat zachowuje się jak szesnastolatka. A przecież jest głową rodziny, od lat zapewnia byt sobie i mamusi.

W pewnych sytuacjach zabrakło reakcji otoczenia i osób poszkodowanych, jak na przykład tutaj:


"Wyciągam swojego glocka, może najpierw powinienem zadać pytanie, ale zamiast tego strzelam. Ostrzegawczo, trafiam w kolano. Nie umrze, ale do końca życia będzie pamiętać ten moment. 

- Czy ktoś jeszcze tak sądzi? - mówię nieprzyjemnym tonem.

Odpowiada mi głucha cisza, nie do końca się tego spodziewałem, myślałem, że chociaż ktoś się odezwie, przeciwstawi, cokolwiek."


Ja też myślałam, że człowiek postrzelony w kolano padnie z krzykiem, coś powie, cokolwiek. Zabrakło jakiejkolwiek reakcji. 

Inna sytuacja. Porwana dziewczyna, zamknięta w celi, słysząc krzyki dobiegające z sąsiedniego pomieszczenia, nudzi się. Pomimo że niewiele wcześniej doznała ataku paniki z bardziej błahego powodu. Nie czuje strachu, obawy, patrzy w sufit i duma nad tym, że nie ma czym się zająć. Nudy na pudy. 

Dialogi też brzmiały dość sztucznie. 

Książka nie była zła, była przeciętna. Zabrakło jakiejś iskry, dzięki której zapadłaby w pamięć na dłużej. Brak opisów przeżyć wewnętrznych bohaterów, było nie było, romansu. Wiemy gdzie byli i co robili, widzimy jak się całują i uprawiają seks, lecz nie wiemy tak naprawdę co im chodzi po głowie. 

Wszystko jest poprawne, nad stylem można by jeszcze popracować, ale nie jest źle. Nie jest jednak też wybitnie. Można przeczytać, powieść wpasowuje się w obowiązujący trend mafijny, lecz bohaterowie są jacyś nijacy. Za mało o nich wiemy, żeby się przywiązać do tych postaci. Nie da się wczuć w fabułę, w której zabrakło emocji, chociaż wiele się tam dzieje.

Mafijne porachunki, nocny klub, matka powiązana ze światkiem przestępczym, życie w ciągłym zagrożeniu. To koktajl, który powinien wstrząsnąć czytelnikiem, a jednak tak nie jest.

Czytałam wiele lepszych pozycji z gatunku romansów mafijnych i niestety "Dante Soprano" mnie nie zachwycił. 

Dziękuję wydawnictwu Was Pos za egzemplarz recenzencki. 


Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko/

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko


piątek, 11 czerwca 2021

Darcy Trigovise "Odwet. Zemsta ważniejsza niż życie"

Tytuł: "Odwet. Zemsta ważniejsza niż życie"

Seria: Heartbeats

Autor: Darcy Trigovise

Wydawnictwo: Was Pos

Ilość stron: 354

Data wydania: 21-05-2021  

Moja ocena: 10/10


"Zatapiam się w jego oczach, niezdolna przerwać, jakby przytrzymywały mnie siłą. Sprawiają, że mam poczucie, iż jeśli za długo będę w nie patrzeć, dostrzegę tam coś, czego nie chcę dostrzec - emocje, które tak bardzo stara się ukryć przed światem. To właśnie dlatego staram się go unikać, jak tylko mogę."


Cornelius Singh miał trudne dzieciństwo. Jego rodzice, zdolnie informatycy, popadli w alkoholizm i coraz więcej pili, stopniowo staczając się na dno. Zaniedbywali syna, który wpadł w złe towarzystwo. Pewien pechowy napad skończył się dla niego w więzieniu. Przez kolejne dziesięć lat Cornel żyje jedynie myślą o zemście. Obmyśla plan odpłaty. 

Ariana dała się omotać mężczyźnie, który przy bliższym poznaniu okazał się bardzo zaborczy i kontrolujący. Kobieta chciałaby odejść, lecz boi się o dzieci. Po dwunastu latach życia z pijącym i bijącym partnerem w końcu udaje jej się od niego uwolnić i, przy pomocy dziadków, stanąć na nogi.

Ari spotyka Cornela w sklepie dziadka. Od początku pałają do siebie niechęcią. Oboje poturbowani przez życiowe perypetie nie potrafią zaufać ludziom. Jednak coś ich do siebie przyciąga.


"Moje serce zaczyna bić szaleńczo, a ciało ozywa jeszcze bardziej, gdy dociera do mnie, że daje mi prosty wybór - przyjemność lub tchórzostwo.

Kolejna samotna noc lub kilka chwil zapomnienia. 

- Nawet cię nie lubię. Zazwyczaj - rzucam bez werwy, łapiąc wolną dłonią za brzeg jego koszulki.

- Ani ja ciebie. Zazwyczaj. - Przesuwa palcami po moim nagim udzie, zatrzymując się na skraju materiału."


Ariana podejmuje wyzwanie, sądząc, że uda jej się zachować dystans. 

Cornelius wciąż snuje plan zemsty na byłych kumplach, przez których trafił do więzienia. Jednocześnie zaczyna zakochiwać się w kobiecie i darzyć sympatią jej rodzinę. Czy zdecyduje się porzucić plan odwetu dla kiełkującej miłości? Czy też zemsta okaże się ważniejsza niż szczęśliwe życie?


"- Iskierko...

Używałem wobec niej wielu określeń, ale to właśnie iskierka pasuje idealnie.

Nie wiem, czy kiedykolwiek jej się do tego przyznam, bo ledwo jestem w stanie zrobić to przed sobą, ale nazywanie jej w ten sposób nie jest złośliwe, jak pewnie myśli. Jasne, parzy jak iskra, kiedy jest zła. I wystarczy iskra, aby tę złość przywołać, ale jednocześnie jest jak iskra światła w tym moim popierdolonym życiu. Odkąd ją poznałem, rozświetla mi szarą rzeczywistość, a ogień, który w niej siedzi, rozpala we mnie emocje, których nie chcę, jednak nie jestem na tyle silny, by za każdym razem z nimi walczyć. Tym gorącem - dobrym i złym płomieniem - zmusza mnie, żebym czuł."


Kiedy dwójka naszych bohaterów osiąga porozumienie, pojawiają się komplikacje. Teraz wszystko zależy od jednej decyzji pełnego złych emocji Cornela. Pragnie zemsty i pragnie kobiety, jednak nie może mieć ich obu. Co wybierze?


"Ze wstydem przyznaję, że sama na początku byłam wobec niego niesprawiedliwa. Ludzie są głupi i wydaje im się, że wiedzą wszystko, chociaż tak naprawdę nie wiedzą nic. Nie widzą tego bólu, który w sobie nosi. Tej udręki, tej złości, która go pochłania. Jednocześnie nie mają pojęcia, jakim potrafi być mężczyzną. Nie dostrzegają jego uśmiechu, ponieważ jest zarezerwowany tylko na wyjątkowe okazje. Nie słyszą, jak rozmawia z moimi dziećmi, które go uwielbiają. Nie wiedzą, że każdy jego czuły dotyk zabiera część krzywdy, której doświadczyłam z rąk innego faceta." 


Książka Darcy Trigovise wciągnęła mnie od samego początku. Jestem zachwycona stylem pisarki. Dwa małe minusy to używanie typowo polskich powiedzeń w powieści, której fabuła osadzona jest w Stanach Zjednoczonych i trochę za dużo wulgaryzmów, chociaż do postaci Corneliusa to akurat pasuje. 

Bardzo polubiłam dziadka Ariany, który okazał się mądrym człowiekiem, z dystansem i poczuciem humoru, delikatnie podsuwającym młodym sugestie we właściwym momencie a następnie usuwającym się w cień i obserwującym jak potoczą się ich losy. To ich dobry duch.

Zachowania bohaterów były autentyczne, szczególnie reakcje dzieci, które wciąż mają w pamięci poprzedniego partnera matki. 

Okładka świetnie oddaje mroczną postać Corneliusa, który nie jest bynajmniej miłym facetem. Małomówny, zacięty w złości i rzucający dookoła ponure spojrzenia, a do tego z nieciekawą przeszłością,  przeraża większość osób. 

"Odwet..." to historia pełna emocji: od miłości, przyjaźni, współczucia i lojalności po wściekłość, strach i pragnienie zemsty. Doskonale się bawiłam czytając tę książkę i na pewno sięgnę także po inne tytuły autorki. Polecam!

Dziękuję wydawnictwu Was Pos za egzemplarz recenzencki.


Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko/

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko