Tytuł: "Małe wstrząsy"
Autor:
Wydawnictwo: Prozami
Ilość stron: 336
Data wydania: 26-03-2026
Moja ocena: 8/10
„Małe wstrząsy” Katarzyny Hewy to
książka, przy której człowiek ma ochotę potrząsnąć bohaterami i krzyknąć:
„przestańcie wreszcie uciekać od własnych uczuć!”
Lara Grossman po utracie pracy za
granicą w atmosferze skandalu wraca do rodzinnego miasta i ma rozpocząć pracę w
należącym do rodziny zakładzie włókienniczym. Powrót na stare śmieci przypomina
jednak wejście w sam środek rodzinnej wojny. Lara od pierwszych chwil spotyka
się z niechęcią niemal wszystkich: przyrodniej siostry, babki, pracowników
firmy, a nawet własnego szefa. Dla otoczenia jest intruzem, zagrożeniem dla
firmy i kimś, kto może przejąć udziały oraz wywrócić dotychczasowy porządek do
góry nogami.
Atmosfera tej powieści jest gęsta
od emocji, niedopowiedzeń i rodzinnych sekretów wijących się niczym gniazdo
żmij. W tej rodzinie wszystko podporządkowane jest firmie, a najgroźniejszą
postacią pozostaje babka Lary, kobieta twarda i bezwzględna, gotowa poświęcić
wszystko dla ochrony rodzinnego interesu.
Lara szybko zostaje zasypana obowiązkami. Praca i krótki, urywany sen stają się całym jej życiem. Widać wyraźnie, że inni liczą na to, iż dziewczyna w końcu się podda i sama odejdzie. Ona jednak, mimo ataków paniki i ogromnego zmęczenia, zaciska zęby i próbuje udowodnić wszystkim, że potrafi sobie poradzić. To bohaterka silna, świadoma swoich problemów i własnych emocji, a jednocześnie zbyt dumna, by odpuścić. Bardzo podobało mi się, że autorka pokazała jej sposoby radzenia sobie z paniką i potrzebę szukania ukojenia nawet w prostym geście, takim jak przytulenie.
Relacja Lary i Lucasa to
prawdziwy emocjonalny rollercoaster. Oboje ewidentnie coś do siebie czują, ale
równie skutecznie tłumią wszystkie emocje. Każda chwila bliskości kończy się
ucieczką i kolejnym budowaniem murów. Momentami naprawdę można zwariować,
widząc jak bardzo sabotują własne szczęście. Lucas szczególnie działał mi na
nerwy swoim tchórzostwem i ciągłym wycofywaniem się wtedy, gdy powinien
zawalczyć o relację.
Ta książka ma w sobie klimat
dobrej telenoweli: pełno tu rodzinnych konfliktów, walki o władzę,
niedopowiedzeń i ludzi, którzy bardziej dbają o interes firmy niż o własne
emocje. A jednak pod warstwą tych wszystkich przepychanek kryje się historia o
samotności, potrzebie akceptacji i walce o własne miejsce.
Nie wierzę, że to już koniec. Im bliżej finału byłam, tym bardziej liczyłam na upragniony happy end, a zakończenie zostawiło mnie z ogromnym poczuciem niedosytu. Jeśli pojawi się drugi tom, wchodzę w niego bez wahania.
Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas
https://linktr.ee/annadyczko_mczas
https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212
https://www.instagram.com/annadyczko_mczas

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz