czwartek, 21 maja 2026

Katarzyna Hewa "Małe wstrząsy"

Tytuł: "Małe wstrząsy"

Autor: Katarzyna Hewa

Wydawnictwo: Prozami

Ilość stron: 336

Data wydania: 26-03-2026

Moja ocena: 8/10

 

„Małe wstrząsy” Katarzyny Hewy to książka, przy której człowiek ma ochotę potrząsnąć bohaterami i krzyknąć: „przestańcie wreszcie uciekać od własnych uczuć!”

Lara Grossman po utracie pracy za granicą w atmosferze skandalu wraca do rodzinnego miasta i ma rozpocząć pracę w należącym do rodziny zakładzie włókienniczym. Powrót na stare śmieci przypomina jednak wejście w sam środek rodzinnej wojny. Lara od pierwszych chwil spotyka się z niechęcią niemal wszystkich: przyrodniej siostry, babki, pracowników firmy, a nawet własnego szefa. Dla otoczenia jest intruzem, zagrożeniem dla firmy i kimś, kto może przejąć udziały oraz wywrócić dotychczasowy porządek do góry nogami.

Atmosfera tej powieści jest gęsta od emocji, niedopowiedzeń i rodzinnych sekretów wijących się niczym gniazdo żmij. W tej rodzinie wszystko podporządkowane jest firmie, a najgroźniejszą postacią pozostaje babka Lary, kobieta twarda i bezwzględna, gotowa poświęcić wszystko dla ochrony rodzinnego interesu.

Lara szybko zostaje zasypana obowiązkami. Praca i krótki, urywany sen stają się całym jej życiem. Widać wyraźnie, że inni liczą na to, iż dziewczyna w końcu się podda i sama odejdzie. Ona jednak, mimo ataków paniki i ogromnego zmęczenia, zaciska zęby i próbuje udowodnić wszystkim, że potrafi sobie poradzić. To bohaterka silna, świadoma swoich problemów i własnych emocji, a jednocześnie zbyt dumna, by odpuścić. Bardzo podobało mi się, że autorka pokazała jej sposoby radzenia sobie z paniką i potrzebę szukania ukojenia nawet w prostym geście, takim jak przytulenie.

Relacja Lary i Lucasa to prawdziwy emocjonalny rollercoaster. Oboje ewidentnie coś do siebie czują, ale równie skutecznie tłumią wszystkie emocje. Każda chwila bliskości kończy się ucieczką i kolejnym budowaniem murów. Momentami naprawdę można zwariować, widząc jak bardzo sabotują własne szczęście. Lucas szczególnie działał mi na nerwy swoim tchórzostwem i ciągłym wycofywaniem się wtedy, gdy powinien zawalczyć o relację.

Ta książka ma w sobie klimat dobrej telenoweli: pełno tu rodzinnych konfliktów, walki o władzę, niedopowiedzeń i ludzi, którzy bardziej dbają o interes firmy niż o własne emocje. A jednak pod warstwą tych wszystkich przepychanek kryje się historia o samotności, potrzebie akceptacji i walce o własne miejsce.

Nie wierzę, że to już koniec. Im bliżej finału byłam, tym bardziej liczyłam na upragniony happy end, a zakończenie zostawiło mnie z ogromnym poczuciem niedosytu. Jeśli pojawi się drugi tom, wchodzę w niego bez wahania. 


Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://linktr.ee/annadyczko_mczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko_mczas

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko

https://www.tiktok.com/@anna_dyczko



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz