czwartek, 21 maja 2026

Lu Min "Być może się wydarzyło"

Tytuł: "Być może się wydarzyło"

Autor: Lu Min

Wydawnictwo: Znak Literanova

Ilość stron: 192

Data wydania: 06-05-2026

Moja ocena: 10/10

 

„Być może się wydarzyło” autorstwa Lu Min to historia samobójstwa młodej dziewczyny, Mimi. Pewien młody dziennikarz chce napisać o niej dobry artykuł. Szefowa daje mu na to zaledwie pięć dni, choć sama nie uważa tematu za szczególnie interesujący.

Chłopak rozmawia z najbliższymi Mimi: jej rodzicami, wspólniczką z pracy, chłopakiem, odwiedza też babcię dziewczyny w szpitalu. Najbardziej uderza obojętność tych ludzi. Nikt niczego nie zauważył, a po śmierci Mimi każdy zdaje się bardziej skupiony na własnych sprawach niż na próbie zrozumienia, dlaczego młoda dziewczyna odebrała sobie życie. Wygląda na to, że nikt tak naprawdę jej nie znał. Każdy opisuje ją inaczej, jakby mówił o zupełnie innej osobie. Ojciec Mimi całkowicie pochłonięty jest swoim hobby, matka nie miała z córką dobrego kontaktu, a inni również zdają się bardziej zajęci własnym życiem niż samą tragedią.

Każdy jest skupiony na sobie, a najwięcej uwagi Mimi poświęca właściwie obcy człowiek, czyli dziennikarz. To strasznie smutne. Naprawdę zrobiło mi się żal tej dziewczyny, bo jej zniknięcie zdaje się nikogo nie obchodzić. Gdy dziennikarz w końcu może obejrzeć mieszkanie, w którym umarła Mimi, jest ono już wysprzątane, a pod drzwiami ustawiają się agenci nieruchomości, bo takie lokale można kupić taniej. Nawet policjant prowadzący sprawę znajduje dla niego czas dopiero wtedy, gdy śledztwo jest już zamknięte, a akta trafiają do archiwum.

Dziennikarz wszędzie odbija się od muru obojętności. Nikt nie znał Mimi naprawdę, więc nie ma nawet punktu zaczepienia. Musiałby właściwie wymyślić jej historię od nowa. Lu Min pokazuje ludzi zabieganych, skupionych na sobie i pozbawionych czasu, by naprawdę przyjrzeć się drugiemu człowiekowi.

Bardzo ciekawe są też przypisy wyjaśniające chińskie obyczaje. Pomagają one lepiej zrozumieć kulturę, a czasem także poprawnie odczytać chińskie imiona.

Ta książka uderza prawdą nie poprzez dosłowne opisy, lecz przez to, co pokazuje między wierszami. Dziennikarz nawet nie musi napisać swojego artykułu, żeby czytelnik dostrzegł bezowocność jego starań i tę przygnębiającą, wszechobecną obojętność. To jedna z tych historii, które zostają w głowie jak zimne światło jarzeniówki migające w pustym pokoju. 


Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://linktr.ee/annadyczko_mczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko_mczas

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko

https://www.tiktok.com/@anna_dyczko



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz