Tytuł: "Być może się wydarzyło"
Autor: Lu Min
Wydawnictwo: Znak Literanova
Ilość stron: 192
Data wydania: 06-05-2026
Moja ocena: 10/10
„Być może się wydarzyło”
autorstwa Lu Min to historia samobójstwa młodej dziewczyny, Mimi. Pewien młody
dziennikarz chce napisać o niej dobry artykuł. Szefowa daje mu na to zaledwie
pięć dni, choć sama nie uważa tematu za szczególnie interesujący.
Chłopak rozmawia z najbliższymi
Mimi: jej rodzicami, wspólniczką z pracy, chłopakiem, odwiedza też babcię
dziewczyny w szpitalu. Najbardziej uderza obojętność tych ludzi. Nikt niczego
nie zauważył, a po śmierci Mimi każdy zdaje się bardziej skupiony na własnych
sprawach niż na próbie zrozumienia, dlaczego młoda dziewczyna odebrała sobie
życie. Wygląda na to, że nikt tak naprawdę jej nie znał. Każdy opisuje ją
inaczej, jakby mówił o zupełnie innej osobie. Ojciec Mimi całkowicie
pochłonięty jest swoim hobby, matka nie miała z córką dobrego kontaktu, a inni
również zdają się bardziej zajęci własnym życiem niż samą tragedią.
Każdy jest skupiony na sobie, a
najwięcej uwagi Mimi poświęca właściwie obcy człowiek, czyli dziennikarz. To
strasznie smutne. Naprawdę zrobiło mi się żal tej dziewczyny, bo jej zniknięcie
zdaje się nikogo nie obchodzić. Gdy dziennikarz w końcu może obejrzeć
mieszkanie, w którym umarła Mimi, jest ono już wysprzątane, a pod drzwiami
ustawiają się agenci nieruchomości, bo takie lokale można kupić taniej. Nawet
policjant prowadzący sprawę znajduje dla niego czas dopiero wtedy, gdy śledztwo
jest już zamknięte, a akta trafiają do archiwum.
Dziennikarz wszędzie odbija się od muru obojętności. Nikt nie znał Mimi naprawdę, więc nie ma nawet punktu zaczepienia. Musiałby właściwie wymyślić jej historię od nowa. Lu Min pokazuje ludzi zabieganych, skupionych na sobie i pozbawionych czasu, by naprawdę przyjrzeć się drugiemu człowiekowi.
Bardzo ciekawe są też przypisy
wyjaśniające chińskie obyczaje. Pomagają one lepiej zrozumieć kulturę, a czasem
także poprawnie odczytać chińskie imiona.
Ta książka uderza prawdą nie poprzez dosłowne opisy, lecz przez to, co pokazuje między wierszami. Dziennikarz nawet nie musi napisać swojego artykułu, żeby czytelnik dostrzegł bezowocność jego starań i tę przygnębiającą, wszechobecną obojętność. To jedna z tych historii, które zostają w głowie jak zimne światło jarzeniówki migające w pustym pokoju.
Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas
https://linktr.ee/annadyczko_mczas
https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212
https://www.instagram.com/annadyczko_mczas

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz