Tytuł: "Psy ras drobnych"
Autor: Olga Hund
Wydawnictwo: W. A. B.
Ilość stron: 128
Data wydania: 08-04-2026
Moja ocena: 8/10
No cóż… to nie jest książka o
psach.
Olga Hund opisuje realia pobytu w
szpitalu psychiatrycznym i historie ludzi, którzy tam trafili. Książkę czyta
się błyskawicznie, bo na stronach jest niewiele tekstu. Krótko, oszczędnie, ale
bardzo celnie.
Widzimy wszechobecny marazm i
nudę. Najważniejszymi wydarzeniami dnia stają się dyskusje o czystości
łazienek, pytania o stolec czy wyciskanie pryszczy i łoju z włosów po lekach.
Lekarka woli malować paznokcie niż rozmawiać z pacjentką, która właściwie
diagnozuje się sama.
Całość sprawia wrażenie
„antyarki” – wielkiego okrętu wypełnionego rozbitkami bez szansy na ratunek.
Nikt nawet nie próbuje ratować pasażerów, a jednak czasem komuś udaje się
wypłynąć. Czasem też wracają.
Kiedy kobiety wychodzą na
przepustki, nadrabiają obowiązki domowe, a podczas odwiedzin obsługują gości,
jakby ich stan psychiczny nie miał żadnego znaczenia. Pacjenci bez oporów
dzielą się absurdalnymi historiami i nikogo to już nie dziwi. Jakby właśnie tutaj
byli zwolnieni z udawania.
Pada też bardzo gorzka myśl:
wszyscy są rozczarowani życiem, ale tylko ci, którzy okazali to zbyt wyraźnie,
trafili do psychiatryka. Ci, którzy nie potrafili już tłumić emocji.
W szpitalu najważniejsze są
papierosy, plotki, leki i wyjścia na powietrze. Małe przerwy w zabójczo nudnej
rutynie.
A na końcu autorka zabija ćwieka i podważa to, co wydawało nam się pewne.
Styl Olgi Hund jest surowy,
dosadny i momentami brutalny, ale jednocześnie bardzo emocjonalny i
metaforyczny. Autorka nie unika wulgaryzmów czy kolokwializmów, wykorzystuje je
jednak świadomie, by oddać autentyczność tego świata i stan psychiczny bohaterów.
Najciekawsze jest połączenie
zwyczajnej, chwilami wręcz brudnej codzienności z poetycką metaforą. Z jednej
strony mamy fizjologię, zapachy, leki i cielesność, a z drugiej nagłe wejścia w
gęste, egzystencjalne obrazy, jak fragment o „antyarce”.
Tekst jest dynamiczny,
poszatkowany krótkimi zdaniami, momentami przypomina strumień świadomości albo
chaotyczne zapiski z dziennika. Między tym wszystkim pojawia się czarny humor i
autoironia, które działają jak mechanizm obronny przed rzeczywistością
oddziału.
To książka duszna, niewygodna i bardzo „namacalna”. Bezkompromisowa, brudna, a jednocześnie niezwykle inteligentna literacko.
Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas
https://linktr.ee/annadyczko_mczas
https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212
https://www.instagram.com/annadyczko_mczas

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz