niedziela, 5 grudnia 2021

Jennifer L. Armentrout "Krew i popiół". Zapowiedź recenzencka.

Już 12 stycznia polska premiera pierwszej części cyklu Jennifer L. Armentrout Blood and Ash: "Krew i popiół". 

Opis wydawcy:

"Mroczna, pełna przemocy i pasji. Zdobywca Goodreads Choice Award w 2020 roku. „Krew i popiół” to świat, w którym rządzą tradycja, rytuał i przemoc. Czy dziewczynie przeznaczonej bogom uda się wywalczyć wolność? Powieść jest pierwszą częścią cyklu stworzonego przez Jennifer L. Armentrout, jedną z najpopularniejszych amerykańskich autorek fantasy. „Krew i popiół” ukaże się w Polsce już 12 stycznia i będzie pierwszą książką nowego wydawnictwa You&YA.

Poppy jest Panną. Jej życie jest pełne samotności. Nikt nie może jej dotknąć. Tylko garstka wybrańców może zobaczyć jej twarz albo z nią porozmawiać. Jej egzystencja jest pozbawiona wszelkiej przyjemności. Poświęcona bogom, ma tylko jedno zadanie - przygotować się do Ascendencji, rytuału, który ma zapoczątkować nową erę.

Jednak Poppy dużo lepiej czuje się w towarzystwie swoich strażników niż dam dworu i kapłanek. Gdyby mogła, mieczem i łukiem broniłaby swoich bliskich przed niebezpieczeństwem zza Zapory. Dobrze wie, jakie potwory kryją się za nią w magicznej mgle.  Niestety, nie ma żadnego wpływu na swoją rolę w zbliżającym się obrządku. Walka nie przystoi Pannie, a zostać uznaną za niegodną bogów to najgorsze, co mogłoby ją spotkać.

Mimo to, Poppy jest gotowa podjąć ryzyko. Nie wie, co stanie się z nią po Ascendencji. Ryzykuje świętokradztwo nawet zadając to pytanie. Póki może, chce więc korzystać z życia i poznać je jak najlepiej. To właśnie sprowadziło ją do Czerwonej Perły. Nie wie, że w tej zapyziałej tawernie spotka jasnowłosego strażnika, który zawróci jej w głowie, oraz że pozna tajemnicę, która odmieni jej życie na zawsze.

Porywająca od pierwszych stron „Krew i popiół” to pierwsza część jednego z najgłośniejszych cykli fantasy ostatnich lat. Jest to świetnie napisana historia królestwa, które za wszelką cenę chce odzyskać dawną chwałę. A także opowieść o przeznaczeniu, wolnej woli i uczuciu, które wyzwala spod nawet najbardziej opresyjnej władzy. Kolejny tom, „Królestwo ciała i ognia” będzie mieć premierę już w czerwcu!"


źródło: informacja prasowa


Katarzyna Wycisk "Krew nowych bogów"

Tytuł: "Krew nowych bogów"

Autor: Katarzyna Wycisk

Wydawnictwo: -

Ilość stron: 412

Data wydania: 14-08-2021

Moja ocena: 9/10


"Niemal cała ludzkość wyginęła. Ci, którzy zdołali przeżyć, mieszkali w Gnieździe. Bogowie pojawili się na Alaris tysiące lat temu, przywłaszczając sobie wszystko, czego tylko zapragnęli, a przynajmniej tak głosiły legendy. Odebrali całą nadzieję, dając w zamian strach. Mawiano, że spojrzenie w oczy boga równa się śmierci, że sama jego obecność potrafi przysporzyć niewyobrażalnego bólu. Nikt jednak nie mógł potwierdzić ani zaprzeczyć tym słowom. Każdy, kto miał kontakt z tymi nieśmiertelnymi istotami, przepadał bez śladu. Po Gnieździe krążyły tylko mroczne opowieści i pogłoski - żadnych sprawdzonych faktów."


Rzecz dzieje się po znanych nam czasach. Miliardy ludzi zasiedlające ziemię to odległa przeszłość. Niedobitki skupiły się w Gnieździe - mieście strzeżonym przez anioły. Nie są to jednak miłe, opiekuńcze istoty. Ponoć zostały zesłane, by osądzić ludzi, których w większości nienawidzą. Ponad aniołami są tylko bogowie, o których każdy słyszał, lecz nikt ich nie widział. No, prawie nikt.

Skrzydlate istoty mają też swoich wiernych służących - wampiry. Nigdy nie wpadlibyście na takie połącznie, prawda? Ja też nie. Anioły kojarzą nam się pozytywnie, a w powieści Katarzyny Wycisk jawią się jako bezduszne potwory.

Miasto podzielone zostało na dwie części: południową, zamieszkiwaną przez największe męty i lepszą, północną. Dookoła Gniazda żyją krwiożercze monstra - fladermausy i torkeny, z którymi żaden człowiek nie odważy się zmierzyć. 

Na początku poznajemy Tristana i jego siostrę Moon. Chłopak okłamuje ją, twierdząc, że pracuje w okolicy areny walk a w rzeczywistości bierze udział w pojedynkach. Pragnie zarobić dość pieniędzy, by wydostać siebie i siostrę z południowej dzielnicy. Ledwie zdążyłam się przywiązać do myśli, że będzie on głównym bohaterem, przegrał walkę z wampirem.

Po dziesięciu latach od zaginięcia Tristana Moon z nieświadomej dziewczynki zmienia się w wojowniczkę. Jest silna i odważna, przyłącza się do rebeliantów, pragnących pozbyć się gnębiącego miasto tyrana. 


"Bogowie byli piękni, niezwyciężeni, bezlitośni. Bogów powinno się wielbić, podziwiać i bać się ich. Do bogów należało się modlić, błagać o przebaczenie i prosić o łaskę."


Pojawia się tajemnicza Devine, zlecająca buntownikom pewne zadanie. Bardzo przypominało mi to misje w grze Diablo: poszukiwanie zaginionych artefaktów, z których pomocą można wygrać starcie z bossem. 

Tymczasem z więzienia wydostaje się Keira, matka Drake'a, rządzącego Gniazdem. Nikt nie wie czym się to skończy.

Nie będę opowiadać więcej, bo dzieje się tu naprawdę dużo. Nie ma czasu na nudę. Są fantastyczne opisy walk oraz silne emocje. W powieści nie brak krwawych scen. Nie jest to miła bajeczka o wampirach chodzących do miejscowej szkoły i podrywających licealistki. Co chwila ktoś ginie. Podobał mi się ten mroczny klimat.

Autorka stworzyła spore grono postaci. Na szczęście najważniejsze osoby są wymienione na końcu książki, inaczej łatwo by się można było pogubić.

Jestem pod wrażeniem jak przemyślane i oryginalne jest całe to uniwersum. Myślę, że książka spodoba się młodym czytelnikom, chociaż mi także bardzo przypadła do gustu. Zamierzam polecić ją mojej córce.

Jedynym minusem dla mnie była dość drobna czcionka. Poza tym podoba mi się cały projekt książki - okładka oraz mapka i zdobienia wewnątrz. 

Dziękuję autorce za możliwość przeczytania i zrecenzowania powieści. 


Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko_mczas

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko





Lilka Płonka "Mala M. 2"

Tytuł: "Mala M. 2"

Autor: Lilka Płonka

Wydawnictwo: Akurat

Ilość stron: 320

Data wydania: 24-11-2021

Moja ocena: 9/10


"Spoceni, zdyszani i wycieńczeni leżeliśmy obok siebie na wznak w barłogu, który jeszcze jakiś czas temu był moim łóżkiem. (...) Ubrania walały się pod nami, wokół nas i na podłodze. Mój problem, w co się ubrać, został w ten sposób rozwiązany: po prostu założę to, co jakimś cudem ocalało z tego armagedonu. O ile cokolwiek ocalało, ma się rozumieć.

- Wiesz, że zaraz będziesz mi to wszystko prasował, prawda? - spytałam."


Mala M. trzyma poziom, pomimo iż z dwóch autorek ostała się jedna. Lilka Płonka stworzyła powieść, w której od początku iskrzy. Gorące sceny około łóżkowe i niezawodne poczucie humoru sprawia, że książkę czyta się z prawdziwą przyjemnością.

Tym razem Mala i Piotr niewiele otrzymali wspólnych scen. Dziewczyna musi się ukrywać, bo ktoś chce dopaść Ramzesa, wykorzystując ją. Po znalezieniu wiele mówiącej przesyłki następuje pośpieszne pakowanie i ekspresowy wyjazd do bezpiecznej lokalizacji. I pomyśleć, że jeszcze chwilę wcześniej Malwina narzekała na nudę.

Ramzes ukrywa swoją "suczkę" i pozostawia ją pod opieką znajomych a sam wyjeżdża załatwiać swoje gangsterskie porachunki. Mala przez większość czasu byczy się w basenie i degustuje miejscowe wina, Miejsce, do którego trafiła to dla niej raj. W swoim upojeniu szczęściem oraz alkoholem może jednak nie dostrzec grożącego jej niebezpieczeństwa.


"- Padnij!

Odruchowo wykonałam polecenie. Nie zastanawiałam się kto krzyczy ani dlaczego i czemu po polsku, i czy aby na pewno do mnie. I skąd znam ten głos, bo prawie na pewno go znałam. Rozciągnęłam się jak długa na popękanej od upału ziemi, wtuliłam twarz w pokryty gliniastym pyłem grunt. Sekundę później padł strzał, zaraz potem drugi, trzeci, kolejne."


Mala wpakowała się w niezłą kabałę, a właściwie Ramzes ją wpakował. On twierdzi, że ukrył dziewczynę dla jej bezpieczeństwa a mnie się wydaje, że wręcz przeciwnie - wystawił ją na przynętę. 

Przykre jest to jak ją traktuje - jak seksualną zabawkę. Ona się w nim zakochuje a on nią pomiata. Mala twierdzi, że jej to odpowiada, lecz czy tak jest naprawdę?

W dalszej części powieści nadal jesteśmy świadkami alkoholowych ekscesów Malwiny, która w zestawieniu z Zuzką stanowi niepowtarzalny duet.  

Zakończenie pozwala się domyślać, że powstanie kolejna część cyklu, co bardzo mnie cieszy. Uwielbiam poczucie humoru Lilki Płonki. Trochę mało było w tym tomie akcji, fabuła przedstawia głównie mniej lub bardziej beztroskie wakacje.

Nie sądzę, żeby w tym przypadku gangster zmienił nastawienie i w kontynuacji wyznał Malwinie dozgonną miłość, lecz pokładam pewną nadzieję w Pawle. Zobaczymy jak dalej potoczy się ta historia. 

Dziękuję wydawnictwu Muza za możliwość przeczytania powieści. 


Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko_mczas

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko



sobota, 4 grudnia 2021

Remigiusz Nestor Kalwarski "Stacja NL. Kulawe anioły"

Tytuł: "Stacja NL. Kulawe anioły"

Autor: Remigiusz Nestor Kalwarski

Wydawnictwo: Book Edit

Ilość stron: 216

Data wydania: 05-11-2021

Moja ocena: 9/10


Kojarzysz tego mema? Człowiek wypowiada życzenie: "Kiedy dorosnę, chcę pomagać Mikołajowi w pakowaniu prezentów". Piętnaście lat później pracuje w Amazonie i orientuje się, że jego pragnienie się spełniło, lecz całkiem inaczej, niż by oczekiwał. Tak to jest z życzeniami. Wierzę, że każde się spełnia, lecz w bardzo pokrętny sposób, nie tak jak sobie jego wyraziciel wyobrażał. 


"W absolutnie ciemnym pokoju blask, który roztacza wokół siebie zapalona zapałka, to jest świadomość. To z obecności czego zdajemy sobie sprawę w tym pomieszczeniu i domyślamy się jego umiejscowienia, to podświadomość. Ale to wszystko, co poza tym pomieszczeniem i budynkiem, poza światem znanym jako kula ziemska, to nieświadomość i choć nie zdajemy sobie sprawy z jej zawartości, to ona ma na nas niezaprzeczalny wpływ. Jak fazy księżyca czy ciśnienie atmosferyczne, jak światło słońca lub jego brak. Ale nam się zdaje, że wszystko sami ogarniamy i logicznie rozpatrujemy." 


W jednym z takich wielkich magazynów w Niderlandach, niekoniecznie firmy Amazon, pracuje "człowiek bez nazwiska", Krzysztof Alesander. Przez wiele godzin dziennie jak dzielne elfy wraz z Kubą, Adamem, Katią, Karolą, Markiem, Szławciem, Arczim, Michałem i Alicją dostarczają, sortują, układają i rozwożą towar do miejsca przeznaczenia. 

W przerwach rozmawiają o swoich przekonaniach na temat Boga, UFO, księży i polityków. Dzielą się także swoimi historiami. To

"Historie ludzi, których tu spotkałem. Bo doświadczyli bólu i tu starają się od niego uwolnić. Bo szukają lepszego dla siebie życia. Bo ich świat nie dawał ich satysfakcji, więc szukają jej tutaj."


Kris lubi ludzi, chętnie ich słucha i dyskutuje z nimi o różnych sprawach, tych życiowych oraz metafizycznych.


"- Wiesz, że nie ma dwojga ludzi, którzy mieliby takie samo spojrzenie na świat, na rzeczywistość, bo każdy z nas ma inne doświadczenia. Tylko otwartość i chęć poznania sposobu patrzenia tego drugiego człowieka i akceptacja tej odmienności mogą spowodować, że możemy się porozumieć i współpracować."

"- Jak można wydawać kategoryczne oceny, nie znając wszelkich przesłanek? Jak można uznać kogoś za głupiego na podstawie jego decyzji? Podejmował je z najlepszymi zapewne intencjami i na podstawie posiadanej przez siebie wiedzy i doświadczenia. A że wynik jego działań nie zadowala kogoś innego, to nadawanie sobie prawa do stawiania kogoś niżej czy wyżej, jest w moim rozumieniu brakiem zrozumienia złożoności, w jakiej jesteśmy ze sobą powiązani."

 

Zaciekawiły mnie te stwierdzenia, skłaniające do przemyśleń:

"Świat jest zupełnie inny, niż ci się wydaje. Jest jednak dokładnie taki, jaki wierzysz, że jest."

"Gdy dostrzegamy i doceniamy coś w drugim człowieku, to znaczy, że mamy to w sobie."

"Głęboko w ludzkiej naturze tkwi przemożna potrzeba logicznego, mającego sens wszechświata. Ale rzeczywisty wszechświat jest zawsze o krok poza logiką."


Bohater tej opowieści w formie rozmów lub rodzaju reportażu z pracy w NL przeżywa wiele niecodziennych sytuacji. Pracownicy agencji mieszkają wspólnie w niewielkich barakach lub domkach i chcąc nie chcąc dzielą przestrzeń życiową z obcymi osobami, z którymi muszą jakoś się dogadać. Bywa różnie. To prawdziwa szkoła życia i niewyczerpana studnia inspiracji dla pisarza.


"Coraz częściej mam wrażenie uczestnictwa w grotesce. Poprzez historie, którymi się ze mną dzielą współpracownicy i współmieszkańcy oraz wydarzenia i sytuacje z nimi związane, a w których czasem niestety muszę uczestniczyć."

"Wszystkich, którzy mi mówią, że mogłem coś inaczej zrobić, wybrać inną drogę, nawet nie staram się informować, a już wcale przekonywać, że nie mogłem. Nie mogłem, bo gdybym mógł, to bym postąpił wcześniej inaczej."

"Trudne wydarzenia są dla nas jak sidła. Niezaakceptowane powodują, że jesteśmy we wnykach, bo chcielibyśmy, aby nic się nie zmieniło. A tymczasem to wydarzenie, które nas tak rozwaliło, to po prostu zmiana. A my mamy przed nią naturalny opór i trwamy w tym, by tej nowej sytuacji nie przyjąć z otwartymi ramionami. A gdyby tylko przyjąć ją z akceptacją, nagle pojawiają się rozwiązania, których wcześniej nie dostrzegaliśmy."


Sięgając po tę książkę spodziewałam się garstki zabawnych anegdotek o pracy za granicą, chociaż okładka obiecywała coś więcej. Musisz przyznać, że jest niecodzienna.

Nie sądziłam, że tafię na tak intrygującą i wartościową pozycję. Dodatkowym smaczkiem jest sposób, w jaki autor bawi się słowami, zaczynając kolejny rozdział od słowa, którym kończył się poprzedni, lecz w innym znaczeniu. Za każdym razem mnie to zachwyca. Jest tu także humor:

"Mówię, że akurat do sklepu po fajki szedłem, a ona na to, weź jeszcze z pół czystej. No to wziąłem i zachodzę do niej, a ona już czeka na mnie z drugą połówką.

- Z mężem? - zapytałem.

- Nie, no z drugą połówką, męża nie miała, rozwódka była. Ale na stole już połówka druga do kompletu czekała" 

 

W kraju legalnych narkotyków wiele osób sięga po używki. Osoby, które przyjechały tu z własnym bagażem życiowym różnego gabarytu, nie zostawiły problemów psychicznych w kraju pochodzenia. Często sięgają po używki różnego rodzaju, bo nie umieją radzić sobie z trudnymi emocjami.


"Alkohol czy narkotyk zmieni twoje postrzeganie, ale rzeczywistość nadal pozostaje ta sama i po wytrzeźwieniu spotka cię kolejne rozczarowanie albo stwierdzisz, że chcesz wrócić do iluzji, albo zmienisz tę rzeczywistość. Wygodniej jest żyć w iluzji. Czy to można nazwać życiem, to już inna sprawa? Zresztą to dotyczy też kurczowego trzymania się pewnych schematów, które nie działają i uzależniania się na przykład swoje szczęście od innych ludzi."


Wszystkie te osoby, zwane pogardliwie przez niektórych, byłych pracowników korporacji, biomasą, dla Krzysztofa są wartościowymi ludźmi, obarczonymi różnymi problemami. Nazywa ich kulawymi aniołami. Możesz ich spotkać na "Stacji NL".

Dziękuję wydawnictwu Book Edit za możliwość przeczytania tej niezwykłej książki.


Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko_mczas

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko



Daria Kwiecińska "Popiół i wilki"

Tytuł: "Popiół i wilki"

Autor: Daria Kwiecińska

Wydawnictwo: Inanna 

Ilość stron: 384

Data wydania: 22-09-2021

Moja ocena: 8/10


"Jeśli przejdziesz pomyślnie próby i inicjacje, twoim głównym zadaniem będzie oczyszczanie świata z demonów"


"Ale cholera, ja tego nie chcę, nie chcę takiego obowiązku. Nikt się nie pytał, czy mam ochotę poświęcić swoje życie dla większego dobra. Miałam zamiar całe życie jeździć konno i być zadowolona z życia."



Eline to całkiem przeciętna uczennica liceum. Niezbyt szczupła, niezbyt piękna, po prostu zwykła dziewczyna. Ma jedną przyjaciółkę, Vivian, i właśnie rozstała się z chłopakiem.

Nagle wokół niej zaczynają dziać się dziwne rzeczy. W rozmowach padają zagadkowe sformułowania. W szkole pojawia się nowy chłopak, który zwraca jej uwagę.

Z początku niewiele rozumiałam. Musiałam cierpliwie czekać na wyjaśnienia, ale nawet ta pierwsza część mi się podobała.

W końcu Eline znajduje tajemniczy długopis i sprawy zaczynają przyspieszać aż zostaje przeniesiona, bez swojej zgody, do innego wymiaru. Tutaj ma odbyć jakieś próby i udowodnić, że jest godna ratować świat. Zbliża się Ragnarok!

Okazuje się, że bliscy "wybranej" nie są do końca tymi, za których ich miała a ona sama jest kluczową postacią dla przerwania ludzkości.

Powieść wciągnęła mnie od początku, chociaż jest to raczej młodzieżówka. Nordyccy bogowie we współczesnym świecie, trochę jak w serialu Ragnarok. Pisanie run kojarzyło mi się ze zwyczajami łowców z Shadowhunters.

Książka jest mało znana, ale warto po nią sięgnąć. Autorka na wstępie przytoczyła norweską legendę, dzięki której możemy się zorientować kto jest kim w tamtejszej mitologii. Przydatny okazał się także słowniczek, dzięki któremu można nauczyć się kląć po norwesku. 

Dziękuję wydawnictwu Inanna za możliwość przeczytania powieści.


Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko_mczas

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko



czwartek, 2 grudnia 2021

Ewelina Nawara, Małgorzata Falkowska "Święta w Port Moody"

Tytuł: "Święta w Port Moody"

Autorki: Ewelina Nawara, Małgorzata Falkowska

Wydawnictwo: Akurat

Ilość stron: 352

Data wydania: 17-11-2021

Moja ocena: 8/10


Czy da się napisać porywający artykuł o magii świąt, kompletnie jej nie czując? Takie zadanie zostało postawione przed Abigail Sharpe przez jej szefa. Jego wykonanie jest warunkiem otrzymania awansu w wymarzonej pracy.

Tymczasem mama Abi zaskakuje ją telefonem z informacją, że wybiera się z jej ojcem na zasłużony urlop a marnotrawna córka ma natychmiast przyjechać do rodzinnego domu i zająć się dziadkiem.

Abigail wyjechała przed dziesięciu laty z Port Moody i przez ten czas ani razu nie odwiedziła rodziców, zajęta robieniem kariery w wielkim mieście. Po powrocie zaskoczył ją pogarszający się stan dziadka, cierpiącego na Alzheimera. Chcąc nie chcąc dziewczyna musi podjąć obowiązki, zwykle ciążące na jej rodzicach, a wśród nich znajdzie się wiele aktywności, ponieważ jej rodzina systematycznie udziela się społecznie. 

Problemem jest ten, przez którego Abi wyjechała z miasta i nie zamierzała wracać, aby go więcej nie spotkać... Logan. 

On także nie pragnie zobaczyć byłej dziewczyny, która złamała mu serce. Jest początkującym aktorem. Jeździ na przesłuchania, pomiędzy którymi pracuje w barze cioci. 

Kiedy ta dwójka się spotka stare uczucia odżyją. Nie tylko wzajemny pociąg, ale również uraza. W wyniku niecnej intrygi, uknutej przez przyjaciela dziadka, będą mieli okazję spędzić trochę czasu sam na sam i wyjaśnić sobie co stało się w przeszłości. Jak dalej potoczy się ta historia? Czy Logan i Abi znów będą razem? Czy zrealizują swoje plany zawodowe? I czy ona poczuje wreszcie magię świąt?

***

"Święta w Port Moody" to ciepła komedia romantyczna z elementami erotyki. Ciekawie wykreowani bohaterowie i klimatyczne małe miasteczko, w którym wszyscy się znają. Już po chwili czytelnik ma wrażenie, że zna Port Moody z barem u Emmy i konkursem na najlepszą rzeźbę z lodu. 

Książka bardzo przyjemnie wprowadza w świąteczny nastrój a lekki styl sprawia, że czyta się szybko i płynnie. Powieść jest wspólnym dziełem dwóch autorek, lecz nie jestem w stanie stwierdzić co pisała jedna a co druga. Tekst jest bardzo spójny. 

Polecam.

Dziękuję wydawnictwu Muza za egzemplarz powieści. 


Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko_mczas

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko




środa, 1 grudnia 2021

Reyes Monforte "Burka miłości"

Tytuł: "Burka miłości"

Autor: Reyes Monforte

Wydawnictwo: Mando 

Ilość stron: 344

Data wydania: 15-09-2021

Moja ocena: 6/10


"Uważaj z tą miłością, Mario. Musisz nauczyć się ją kontrolować. Jesteś jedyną osobą, jaką znam, która z miłości może zrobić wszystko. Za głosem serca pójdziesz nawet na koniec świata. Ostrożnie z tą miłością. Uważaj, dokąd ona cię zawiedzie."


Przyjaciółka Marii, Julia, nie bez powodu ją ostrzegała. Wesoła, rozrywkowa dziewczyna, kochająca kuse ciuszki, mocny makijaż i całonocne imprezy pewnego dnia w biurze pośrednictwa pracy poznała pochodzącego z Afganistanu Nasrada i z miejsca się zakochała.

Zadziwiające, nie zainteresowała się krajem pochodzenia swojego chłopaka, jego rodziną, kulturą, w jakiej się wychował. Nie oglądała wiadomości ani nie czytała gazet, nie wiedziała więc jak wygląda życie na tym końcu świata, pod władaniem talibów.

Już po miesiącu znajomości wprowadziła się do Nasrada a dwóch latach została jego żoną. Kobieta całkowicie zmieniła swoje życie. Rzuciła nałogi i imprezy, zerwała kontakt że znajomymi. W końcu bez głębszego zastanowienia przeszła na islam. Następnie wyjechała z mężem do jego kraju.

Wiemy jak kończą się takie historie, jednak tu nastąpiło miłe zaskoczenie. Chociaż Maria musiała dostosować się i założyć burkę, Nasrad okazał się dobrym człowiekiem. Okazywał jej szacunek, miłość i wsparcie.

Problematyczna okazała się tylko teściowa. Małżonkowie utknęli w kraju, w którym właśnie rozpętała się wojna, z dwójką dzieci, bez pieniędzy i paszportów. Czy uda im się wydostać?

Powieść Reyes Montefiore czytało mi się dobrze. Napisana prostym, łatwym w odbiorze stylem, nie bez powodu uzyskała status międzynarodowego bestsellera.

Drażniła mnie niewiarygodna wręcz naiwność Marii, która przy całym swoim zaślepieniu miłością miała dużo szczęścia, bo trafiła na przyzwoitego mężczyznę.

Druga rzecz: matka, wyjeżdżająca z dzieckiem do obcego kraju, rzadko kiedy w ogóle o nim wspomina. Opisuje swoje trudy podróży, lecz jakby całkiem zapominała przy tym o synu. To nie jest normalne. Obecność dzieci da się zauważyć dopiero w dalszej części książki.

W powieści jest mało dialogów, królują długie, choć ciekawe, opisy.

Dziękuję wydawnictwu Mando za możliwość przeczytania powieści.


Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko_mczas

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko