poniedziałek, 9 czerwca 2025

Natalia Thiel "Odcienie samotności"

Tytuł: "Odcienie samotności"

Autor: Natalia Thiel

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Ilość stron: 352

Data wydania: 30-09-2024

Booktour: Czytam dla przyjemności

Moja ocena: 8/10

 

„Odcienie samotności” Natalii Thiel to powieść historyczno-obyczajowa, która przenosi czytelnika do świata arystokratycznych rodzin XIX wieku - pełnego przepychu, ale też cierpienia, samotności i ograniczeń, z jakimi mierzyły się kobiety tamtej epoki.

Początek lektury nie był dla mnie łatwy. Trudno powiedzieć dlaczego, bo obiektywnie książce nie mam nic do zarzucenia – może to przez przeskoki między postaciami. Ledwo zżyłam się z jedną bohaterką, a już pojawiała się kolejna. Mimo to stopniowo weszłam w ten świat i z czasem zaczęłam go doceniać.

To powieść historyczno-obyczajowa, która pokazuje życie kilku pokoleń kobiet arystokratycznych w XIX wieku. Choć mogłoby się wydawać, że wysoka pozycja społeczna zapewnia im komfort i bezpieczeństwo, autorka obnaża, jak złudne było to przekonanie. Widzimy kobiety stające przed dramatycznymi wyborami – jedna z bohaterek zmaga się z ciężkim porodem, w którym stawką staje się jej życie lub życie dziecka, inna cierpi na powikłania po wyniszczającej chorobie, ale zamiast fachowej opieki medycznej otrzymuje jedynie zalecenia spacerów i zmiany klimatu. Myśląc o ich losach, trudno nie poczuć żalu, że pomoc, którą dziś moglibyśmy im dać, wtedy po prostu nie istniała.

Samotność – zgodnie z tytułem – przybiera tu wiele odcieni. To żałoba po ukochanej osobie: żonie, dziecku, przyjaciółce. To emocjonalna pustka dziecka wychowywanego przez chłodną ciotkę, bo ojciec po śmierci żony załamał się psychicznie. Widzimy, jak brak czułości odbija się na kolejnych pokoleniach – osoby wychowane bez miłości nie potrafią jej później dawać innym, co pogłębia ich wyobcowanie.

Ale nie brak tu też miłości – dziewczęta zakochują się, śnią o balach i romantycznych gestach, o spojrzeniach zza wachlarza, wiankach rzuconych w kupalnockę i tym jedynym, który je wyłowi. Bywa jednak, że uczucia muszą ustąpić miejsca rozsądkowi, a przyjaźnie zostają wystawione na próbę, gdy w grę wchodzi ten sam adorator.

Autorka z dużą wiarygodnością oddaje realia epoki – zarówno te społeczne, jak i historyczne. Na tle wojny napoleońskiej, porażki pod Waterloo i zmieniającego się świata poznajemy losy kobiet, które wbrew pozorom miały niewiele do powiedzenia. Ich życie w dużej mierze zależało od decyzji innych – ojców, mężów, losu. Modliły się więc o lekkie życie i zdrowe dzieci, licząc, że to wystarczy, by zaznać szczęścia.

Bohaterki stają przed wyzwaniami typowymi dla swojej epoki, a my z ciekawością śledzimy, jak próbują je pokonać. Nie wszystkie wątki zostały zakończone, z tym musimy poczekać na kolejny tom.

Mimo że mój początek z tą książką był trudny, cieszę się, że wytrwałam – teraz z niecierpliwością czekam na dalszy ciąg tej historii.


Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://linktr.ee/annadyczko_mczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko_mczas

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko

https://www.tiktok.com/@anna_dyczko

https://linking.billin.app/profile?userId=83a47882-90f1-7000-fba0-459c38e08307&userLabel=User&userName=miedzyczas



 

  

Jarosław Kukiełka "I przekroczył granicę"

Tytuł: "I przekroczył granicę"

Cykl: Kroczący wśród cieni, tom 2

Autor: Jarosław Kukiełka

Wydawnictwo: SQN

Ilość stron: 456

Data wydania: 30-04-2025

Moja ocena: 10/10

 

„I przekroczył granicę” Jarosława Kukiełki to drugi tom cyklu "Kroczący wśród cieni" – dojrzalszy, pełen emocji, z rozbudowanym światem przedstawionym i wyrazistymi postaciami.

Po dramatycznym finale pierwszej części, gdy Vartik wpada w pułapkę, autor od razu wrzuca czytelnika w wir nowych wydarzeń. Vartik odkrywa w sobie nowe moce, które pozwalają mu wyrwać się z niewoli, ale nie oznacza to końca kłopotów. Teraz musi odnaleźć swoją babcię, Berrę. To właśnie ona jako jedyna stanęła po jego stronie, gdy dawno temu został wygnany z rodzinnego domu.

Narracja trzecioosobowa przeplata losy wnuka i babci. Berra decyduje się na odważny krok – przekracza granicę, dosłownie i symbolicznie – i poznaje wnuka z nowej perspektywy, co może zachwiać jej wiarą w niego. Także Vartik, zgodnie z tytułem, przekracza liczne granice, ale jakie - musicie odkryć sami.

Autor w tym tomie szczegółowo przedstawia Dominium Suezy – kraj rządzony przez wojownicze kobiety, w którym mężczyźni muszą udowodnić swoją użyteczność, by przetrwać. Jarosław Kukiełka z rozmachem kreśli ten świat, skupiając się na detalach społecznych i kulturowych.

Znakomita jest też postać mądrej nad wiek dziewczynki, która staje się przewodniczką Vartika po obcym kraju. Kukiełka pokazuje, że nawet postaci drugoplanowe potrafią przyciągnąć uwagę czytelnika.

Zachwyciła mnie również obecność papudżaków – inteligentnych ptaków, które nawiązują emocjonalną więź ze swoimi właścicielami.

Styl autora jest lekki i humorystyczny. Fabuła powieści pozostaje otwarta, a zakończenie zapowiada kolejną część – trzeci tom cyklu. Jeśli autor utrzyma ten poziom, możemy spodziewać się jeszcze więcej emocji, intryg i niespodzianek.

Polecam tę serię zarówno w wersji książkowej, jak i audiobooków w wykonaniu Filipa Kosiora. Mnie zachwyciła i z niecierpliwością czekam na kolejną część, bo na koniec nasz bohater – jak zwykle – wpakował się w nieliche tarapaty. Ciekawe, jak teraz sobie poradzi.


Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://linktr.ee/annadyczko_mczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko_mczas

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko

https://www.tiktok.com/@anna_dyczko

https://linking.billin.app/profile?userId=83a47882-90f1-7000-fba0-459c38e08307&userLabel=User&userName=miedzyczas



 

  

piątek, 30 maja 2025

Katarzyna Janiszewska "Katastrofa Heweliusza". Recenzja przedpremierowa.

Tytuł: "Katastrofa Heweliusza"

Autor: Katarzyna Janiszewska

Wydawnictwo: Chmury

Ilość stron: 360

Data wydania: 04-06-2025

Moja ocena: 10/10

 

Pozostając w tematyce morskiej, zapraszam Was na recenzję książki opowiadającej o jednej z najtragiczniejszych katastrof morskich w historii Polski – zatonięciu promu Jan Heweliusz na Bałtyku. "Katastrofa Heweliusza" Katarzyny Janiszewskiej to reportaż fabularyzowany, co oznacza, że oprócz faktów znajdziemy tu także literackie domysły autorki. Już na wstępie zaznacza ona, że niektóre fragmenty są wynikiem rekonstrukcji, a niektóre pozostają przypuszczeniem. Śledztwo w sprawie przyczyn katastrofy do dziś nie zostało całkowicie wyjaśnione – pojawia się wiele hipotez próbujących wypełnić luki.

Katarzyna Janiszewska opisuje dzieje statku, który od początku budził zastrzeżenia – miał liczne wady techniczne i właściwie nie powinien był wypłynąć w morze. Autorka przypomina, że choć Bałtyk nie imponuje rozmiarami, potrafi być wyjątkowo niebezpieczny – co dobrze wiedzą doświadczeni marynarze. Po katastrofie próbowano zrzucić winę na kapitana i załogę, ale stan techniczny jednostki był tak zły, że to właśnie on mógł przesądzić o tragedii. Pada również sugestia, że prom mógł przewozić niezarejestrowany ładunek – być może to dlatego nigdy nie zdecydowano się na jego wydobycie z dna. Czy pogrzebane są tam niewygodne tajemnice, które miały na zawsze pozostać ukryte?

Trzydzieści lat po zatonięciu promu wciąż pozostaje więcej pytań niż odpowiedzi. Książka wciąga, ponieważ autorka nie ogranicza się do faktów – przedstawia też sylwetki pasażerów i członków załogi. Widzimy ojca kupującego dziecku słodycze w sklepiku na pokładzie, rodziny żegnające bliskich w porcie, a potem – dramat bliskich, którzy czekają w niepewności na listę ocalonych. Niestety, nie przeżył żaden z pasażerów. Dzięki przedstawieniu tych ludzi z imienia i nazwiska, poprzez historie ich rodzin, domów, marzeń i miłości, stają się nam bliscy. Ich tragedia porusza, a cierpienie – szczególnie wdów i sierot – budzi głęboki smutek.

Autorka nie epatuje drastycznością, choć wspomina o stanie niektórych ciał wydobytych z morza. Robi to jednak, by w domyśle zasugerować, jakie wydarzenia mogły mieć tam miejsce. Wiemy, że choć część osób mogła się uratować, zmarli z wyziębienia – pomoc przyszła zbyt późno. Dlaczego? Prom zatonął w niemieckiej strefie, co wywołało spór kompetencyjny, kto ma udzielić pomocy. Do tego dochodzi fatalny stan techniczny jednostki, brak informacji o nadciągającym orkanie, nieudolność i opieszałość służb ratowniczych. Wstrząsające są również kulisy postępowania po katastrofie – brak realnej pomocy dla rodzin ofiar, odmowa wypłaty odszkodowań przez armatora, który nie chciał przyznać się do winy. Wiele rodzin straciło w tragedii jedynych żywicieli i zostało z niczym – pogrążone w żałobie wdowy musiały jednocześnie walczyć o przetrwanie i sprawiedliwość.

Autorka sprawia, że ofiary tej tragedii stają się nam bliskie – potrafimy się z nimi utożsamić, zrozumieć ich codzienność i dramat. A zakończenie książki przypomina scenariusz thrillera – pojawiają się wątki niemal szpiegowskie, pytania bez odpowiedzi, sugestie o celowym ukrywaniu prawdy. Czy ktoś próbuje coś zataić?

„Katastrofa Heweliusza” to poruszająca i wciągająca książka, która przypomina o tragedii sprzed lat, przywołuje emocje i zmusza do refleksji. Zadaje pytania, na które wciąż nie znamy odpowiedzi, i pokazuje, jak łatwo zapomnieć o ofiarach, jeśli nikt nie walczy o ich pamięć.


Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://linktr.ee/annadyczko_mczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko_mczas

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko

https://www.tiktok.com/@anna_dyczko

https://linking.billin.app/profile?userId=83a47882-90f1-7000-fba0-459c38e08307&userLabel=User&userName=miedzyczas



Urszula Gajdowska "Romantyczna katastrofa"

Tytuł: "Romantyczna katastrofa"

Autor: Urszula Gajdowska

Wydawnictwo: Szara Godzina

Ilość stron: 368

Data wydania: 23-04-2025

Moja ocena: 8/10

 

"Romantyczna katastrofa” to pierwsza powieść Urszuli Gajdowskiej osadzona w czasach współczesnych. Do tej pory autorka znana była z romansów historycznych, w których miłość, przygoda i tajemnica splatały się z realiami minionych epok. Tym razem postawiła na lekką komedię romantyczną, nie tracąc przy tym charakterystycznego dla siebie ciepła i wnikliwości w portretowaniu bohaterów.

Główna bohaterka, Agata – pisarka i matka dwójki dzieci: nastoletniego Konrada oraz dorosłej Gabrieli – postanawia wyjechać na wieś, do rodzinnego dworku. Jej małżeństwo z Waldemarem od dawna nie funkcjonuje. Choć mieszkają razem, mąż nie kryje się z niewiernością, a Agata – z przyzwyczajenia i wygody – nie podejmuje radykalnych kroków. Para próbuje terapii, lecz można wątpić w jej skuteczność.

Tymczasem okazuje się, że brat Agaty, który miał przejąć rodzinny dom, nagle zmienia życiowe plany. Obowiązek zadbania o posiadłość spada na Agatę. W posiadłości mieszkają kobiety z czterech pokoleń jej rodziny – od prababki po matkę – a po sąsiedzku także Paweł, dawna miłość Agaty, dziś również zainteresowany losem posiadłości. Spotkanie po latach budzi w Agacie uśpione uczucia, a równolegle rodzi się nowa relacja między ich dziećmi – Gabrielą i Kaspianem.

Romans rozkwita na dwóch poziomach – między dawnymi kochankami i między młodymi. Nie ma tu jednak scen, które mogłyby zgorszyć młodszych czytelników. Jest za to romantycznie, zabawnie i nieco niezgrabnie – jak to w życiu.

Akcja rozgrywa się w wiejskim klimacie, w otoczeniu zwierząt gospodarskich: koni, rozbrykanych szczeniaków i dystyngowanej kotki, a wszystkie sieją zamieszanie. Nie brakuje też zabawnych sytuacji rodem z klasycznych komedii pomyłek: ktoś wpada w łajno, ktoś coś źle usłyszy, a plotka zdąży obiec rodzinę i sąsiadów zanim uda się zwyryfikować jej zasadność. Czy te świeżo rozkwitłe uczucia przetrwają presję otoczenia? Co stanie się z dworkiem? Tego dowiemy się zapewne w kontynuacji, na którą wskazują ostatnie słowa książki.

„Romantyczna katastrofa” to pełna ciepła, humoru i codziennej nieporadności opowieść o drugiej szansie, rodzinnych relacjach i miłości, która czasem potrzebuje powrotu do korzeni. Choć brakuje tu typowego dla wcześniejszych powieści Gajdowskiej klimatu tajemnicy i zagrożenia, autorka z powodzeniem przenosi swoją wrażliwość i wyczucie dialogu w realia współczesne. Postacie są autentyczne w swoich błędach, a obok sympatycznych bohaterów pojawiają się też zazdrośni intryganci z ukrytymi motywami.

Na uwagę zasługuje również akcent muzyczny – w powieści pojawiają się fragmenty piosenek, a na końcu znajdziemy playlistę stworzoną przez autorkę. Ciekawe, ile z tych utworów znacie.

To książka, przy której można się zrelaksować, pośmiać i oderwać od codzienności. Polecam z uśmiechem! 


Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://linktr.ee/annadyczko_mczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko_mczas

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko

https://www.tiktok.com/@anna_dyczko

https://linking.billin.app/profile?userId=83a47882-90f1-7000-fba0-459c38e08307&userLabel=User&userName=miedzyczas



Wojciech Wolnicki "Dług"

Tytuł: "Dług"

Cykl: Kozak i Wolf, tom 1

Autor: Wojciech Wolnicki

Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie

Ilość stron: 352

Data wydania: 21-05-2025

Moja ocena: 8/10

 

"Dług" Wojciecha Wolnickiego otwiera nową serię kryminalną, która już od pierwszych stron zapowiada się obiecująco. Autor stworzył pełnokrwiste, wyraziste postaci, z których na pierwszy plan wysuwają się Adam Kozakiewicz, zwany Kozakiem, i Przemysław Wilczyński - Wolf– dwaj policjanci o trudnych charakterach, działający często na granicy prawa. Indywidualiści, którzy nie lubią podporządkowywać się przełożonym, za karę trafiają do komendy w Rybniku.

Wolf to elegancik z Warszawy, dbający o siebie i bardziej zasadniczy, natomiast Kozak – punk z Krakowa – to typ raczej niechlujny, niestroniący od alkoholu. Mimo jego licznych wad, to właśnie Kozak wzbudził moją większą sympatię – Wolf okazał się zbyt wyniosły i zdystansowany.

Na nowym miejscu trafiają pod komendę surowego i zasadniczego Waltera Poloczka. Ich nowy szef – podobnie jak jego pupilka, Kinga Wieczorek – mówi śląską gwarą, co dodatkowo zwiększa poczucie wyobcowania naszych bohaterów. Kinga nie przejmuje się hierarchią, nie melduje się jak należy i potrafi drwić z nowych kolegów. Jest jednak bardzo dobrą policjantką, choć swoim bezceremonialnym zachowaniem potrafi wyprowadzić Wolfa z równowagi.

Od początku atmosfera jest napięta, dominują konflikty i wzajemne uprzedzenia. Wolf i Kozak zostają przydzieleni do śledztwa w sprawie martwego wędkarza. Trop prowadzi ich wiele lat wstecz, do fikcyjnego domu dziecka, w którym miały miejsce dramatyczne nadużycia. W gronie podejrzanych znalazło się kilkanaście osób – a każda z nich milczy jak zaklęta. Dopiero przełamanie ciszy przez jedną z osób pozwala ruszyć śledztwu do przodu.

Presja rośnie – Poloczek domaga się wyników i liczy każdą upływającą godzinę. Wolf najchętniej rzuciłby wszystko i wyjechał na wakacje. Mimo wszystko para detektywów krok po kroku zbliża się do rozwiązania zagadki. Finał ujawnia całą dramatyczną prawdę, a wyjaśnienie znaczenia tytułowego „długu” okazuje się zaskakujące.

To nie jest barwna, lekka historia – wręcz przeciwnie. Przygnębiająca przeszłość odciska piętno na teraźniejszości, a ci, którzy chcieliby o niej zapomnieć, muszą zmierzyć się z długiem który powraca i zatacza coraz szersze kręgi.

Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie i często przypomina styl scenariusza teatralnego – z dynamicznymi, prostymi opisami, które sugerują aktualne miejsce akcji, np. „Wolf i Kozak jadą samochodem” czy „w pomieszczeniu pojawia się ktoś nowy”. Na szczęście są to tylko momenty – większość tekstu to dobrze poprowadzona narracja typowa dla powieści kryminalnej, choć z oryginalnym sznytem.

Intryga jest zawiła i nieprzewidywalna – do samego końca nie udało mi się odgadnąć rozwiązania. W finale Poloczek zapowiada kolejną sprawę, nad którą mają wspólnie pracować Wolf i Kozak.

Na uwagę zasługują także opisy jedzenia – autor świetnie oddał klimat nietypowej knajpy, w której spotykają się bohaterowie. Wszyscy – Wolf, Kozak, Kinga i Poloczek – to silne, wyraziste osobowości. Na drugim planie pojawiają się jeszcze inni pracownicy komendy, ale są to już raczej postacie epizodyczne.

Na szczególne wyróżnienie zasługują portrety psychologiczne – zwłaszcza postać Poloczka, który pod warstwą surowości skrywa ból po osobistej tragedii. Przy tak dobrze nakreślonych bohaterach i złożonej intrydze, książka aż prosi się o ekranizację – z tego materiału mógłby powstać świetny serial kryminalny. 


Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://linktr.ee/annadyczko_mczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko_mczas

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko

https://www.tiktok.com/@anna_dyczko

https://linking.billin.app/profile?userId=83a47882-90f1-7000-fba0-459c38e08307&userLabel=User&userName=miedzyczas



Dobromiła Agiles "Ludowe czarownictwo. Magiczne tradycje, praktyki i wierzenia z polskiego folkloru"

Tytuł: "Ludowe czarownictwo. Magiczne tradycje, praktyki i wierzenia z polskiego folkloru"

Autor: Dobromiła Agiles

Wydawnictwo: Illuminatio

Ilość stron: 312

Data wydania: 21-05-2025

Moja ocena: 10/10

 

Dobromiła Agiles w książce „Ludowe czarownictwo. Magiczne tradycje, praktyki i wierzenia z polskiego folkloru” zaprasza czytelnika do świata słowiańskiej magii ludowej, przekazując wiedzę, której próżno szukać w internecie. To publikacja, która nie tylko objaśnia, ale też buduje atmosferę szacunku wobec duchowej tradycji polskiej wsi.

Książka została wydana bardzo starannie – w twardej oprawie, z piękną szatą graficzną i przemyślanym podziałem na pięć części: Czas, Przestrzeń, Chwila, Uczucie i Człowiek. Każda z nich wprowadza czytelnika w inny aspekt ludowego czarownictwa, zwanego tradcraftem.

To magia codzienności: związana z urodzajem, zdrowiem, płodnością, ochroną i bezpieczeństwem rodziny. Większość opisanych zaklęć i rytuałów ma charakter ochronny lub uzdrawiający, choć pojawiają się również przykłady klątw. Niektóre praktyki są trudne do odtworzenia, inne zaskakująco proste.

Autorka traktuje temat z pełną powagą. Nie znajdziecie tu żartów ani ironii, a raczej głęboki szacunek dla dawnych wierzeń i kobiet, które je praktykowały. Tłumaczy też wszystkie pojęcia na bieżąco, dzięki czemu nawet osoby zupełnie początkujące łatwo się w tym odnajdą.

Najciekawsze były dla mnie zwyczaje związane z ciążą, porodem i małymi dziećmi – momentami, w których ludzie są ponoć szczególnie narażeni na ingerencję złych mocy. Wierzono, że noworodki i kobiety ciężarne wymagają specjalnej ochrony – zarówno ze względów zdrowotnych, jak i duchowych. Wiele z tych przekonań przetrwało do dziś pod postacią przesądów.

W książce znajdziemy też opisy oczyszczania przestrzeni – praktyki mającej chronić dom przed chorobami, złym okiem czy klątwami. Pojawia się też temat "zamawiania". Słyszeliście kiedyś to pojęcie?

W ostatnim rozdziale autorka przywołuje historie o czarownicach i diabłach – postaciach z ludowych podań i sądowych akt, w tym m.in. znaną z innych opracowań Sydonię. Książka pokazuje, jak głęboko magia była wpisana w codzienne życie – nie jako egzotyka, lecz jako element realnej troski o siebie, rodzinę i gospodarstwo.

Na końcu znajduje się obszerna bibliografia, dzięki której książka może być punktem wyjścia do dalszych poszukiwań – zarówno dla miłośników folkloru, jak i dla tych, którzy chcieliby potraktować temat bardziej naukowo. Autorka poleca też inne tytuły „Słowiańską magię ziół” Karoliny Lisek. Znasz tę książkę?

To lektura dla każdego, kto interesuje się tradycjami ludowymi, duchowością, ziołolecznictwem i praktykami magicznymi dawnych Słowian. Spodoba się osobom początkującym, ale też każdemu, kto chce lepiej zrozumieć duchowe dziedzictwo naszych przodków – które być może w niektórych regionach Polski nadal się praktykuje.


Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://linktr.ee/annadyczko_mczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko_mczas

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko

https://www.tiktok.com/@anna_dyczko

https://linking.billin.app/profile?userId=83a47882-90f1-7000-fba0-459c38e08307&userLabel=User&userName=miedzyczas



  

Krystyna Mirek "Na strunach światła"

Tytuł: "Na strunach światła"

Cykl: Willa pod Kasztanem, tom 3

Autor: Krystyna Mirek

Wydawnictwo: Lekkie

Ilość stron: 352

Data wydania: 09-04-2025

Moja ocena: 9/10

 

W trzeciej części serii "Willa pod Kasztanem" wracamy do losów dobrze znanych bohaterów. Magda, choć sądziła, że to ona jako pierwsza odnajdzie miłość, wciąż pozostaje samotna. Michał ożenił się z Bianką, a Bartek nadal coś do niej czuje. Próbuje stłumić uczucie do szwagierki, jednocześnie zaczyna dostrzegać Anię z cukierni. Dziewczyna wcześniej obdarzyła go sympatią i zaufaniem, ale gdy odkryła, że jego serce wciąż nie do końca jest wolne, jasno postawiła granice: nie będzie żadnym zastępstwem. Jeśli ma być drugą opcją, to się wycofuje. Bartek będzie musiał zawalczyć o jej uczucie i przekonać ją, że to właśnie ona jest dla niego najważniejsza.

W tej części rozgrywa się również wojna o dom. Matki Antka i Bianki wchodzą na drogę sądową – każda z nich zatrudnia prawnika i przygotowuje się do batalii o Willę pod Kasztanem. Niestety, adwokat jednej z nich okazuje się nieuczciwy. Pod pozorem pracy na rzecz klientki prowadzi własną grę, mającą niewiele wspólnego z etyką zawodową.

Wreszcie spełnia się wielkie marzenie babci Kaliny – dom znowu tętni życiem. W willi wciąż przybywa lokatorów, jednak dla niej samej staje się to z czasem przytłaczające. Po latach usługiwania innym zaczyna pragnąć skupić się na sobie. Tym bardziej, że niespodziewanie na horyzoncie pojawia się szansa na... miłość. Bo czy na zakochanie się kiedykolwiek jest za późno?

Na uwagę zasługuje także nietypowa relacja dwóch kobiet, które przez lata były zaciekłymi rywalkami, a teraz muszą dzielić wspólny dach. Ich stosunki nadal są napięte, ale w codziennych gestach pojawia się coś na kształt... wzajemnej troski? „Nie lubię cię, ale zrobiłam ci herbatę.” „Nie lubię cię, ale dziękuję, wypiję ją.” Ta szczerość podszyta bierną agresją stanowi jednak pierwszą próbę komunikacji.

W finale Bartek znajduje sposób, by zrealizować swój zew przygody, nie rezygnując przy tym z pracy i stabilizacji. Do swoich planów chciałby włączyć także Anię, tylko czy ona się zgodzi?

Bardzo podobała mi się ta część i mam nadzieję, że powstaną kolejne. Bohaterowie stworzeni przez autorkę są realistyczni a ich historie mogłyby wydarzyć się tuż obok nas. Trzymam kciuki za Bartka i Anię!


Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://linktr.ee/annadyczko_mczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko_mczas

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko

https://www.tiktok.com/@anna_dyczko

https://linking.billin.app/profile?userId=83a47882-90f1-7000-fba0-459c38e08307&userLabel=User&userName=miedzyczas