Tytuł: "Vezuwia. Część II Elaboratio"
Cykl: Vezuwia, tm 2
Autor: Tomasz Harasimiuk
Wydawnictwo: Novae Res
Ilość stron: 556
Data wydania: 02-06-2026
Moja ocena: 9/10
„Elaboratio” to drugi tom
„Vezuwii” i kolejna podróż do miasta ukrytego we wnętrzu góry.
Feliks, którego poznaliśmy w
pierwszej części, kiedy podając się za elektryka przeniknął do Vezuwii, tym
razem musi nie tylko utrzymać swoją przykrywkę, ale przede wszystkim przetrwać
w świecie pełnym spisków, zdrad i ludzi, którzy mają więcej sekretów, niż
chcieliby ujawnić.
Tymczasem Vezuwia coraz wyraźniej
pokazuje swoje drugie oblicze. Pod powierzchnią technologicznego świata Vezuwii
narasta niezadowolenie. Nierówności społeczne, przywileje wybranych grup i
poczucie krzywdy prowadzą do buntu, który w drugim tomie zaczyna przybierać
coraz bardziej niebezpieczne formy.
Życie wszystkich mieszkańców nie
wygląda tutaj tak samo. Ci z wyższych pięter mogą cieszyć się luksusem, wygodą
i świeżym powietrzem, podczas gdy niższe poziomy miasta to zupełnie inna rzeczywistość.
Nierówności społeczne są coraz bardziej widoczne, a napięcie rośnie z każdą
stroną.
Znajdujemy się bowiem w
przededniu rewolucji, a w samym jej centrum stoi elektrownia, bijące serce
góry. Wystarczy jedno zwarcie, żeby rozpocząć ciąg wydarzeń, którego konsekwencji
nie da się już zatrzymać.
Tym bardziej że energia w Vezuwii
nie jest jedynie źródłem światła i napędem całego miasta. Mieszkańcy posiadają
niezwykłą zdolność pobierania jej przez własne ciała i wykorzystywania w sposób
przypominający magię. Autor bardzo ciekawie łączy więc technologię z
fantastyką, tworząc świat, w którym granica między jednym a drugim właściwie
przestaje istnieć.
Jedną z moich ulubionych scen był
ślub dwóch kobiet. Nie będę zdradzać, co dokładnie się wydarzyło, ale energia
postanowiła zrobić coś, czego nie przewidziały nawet same zainteresowane. Takie
momenty lubię najbardziej, bo pokazują, że zasady rządzące tym światem potrafią
zaskoczyć czytelnika.
Po raz kolejny dużym atutem
książki są bardzo szczegółowe opisy procesów fizycznych, mechaniki i
elektrotechniki. Autor nie traktuje technicznych elementów jedynie jako
dekoracji. Maszyny, urządzenia i mechanizmy naprawdę działają według
określonych zasad. Pojawiają się konkretne elementy konstrukcji, rezystancja, silniki,
prowadnice czy zapadki. Momentami można odnieść wrażenie, że zamiast czytać
powieść, zaglądamy do wnętrza skomplikowanej maszyny.
I choć brzmi to jak zapowiedź
sporej dawki technicznego żargonu, książka pozostaje przede wszystkim
dynamiczną historią przygodową. Tutaj naprawdę cały czas coś się dzieje.
Spiski, pościgi, walki, awarie, odkrycia i kolejne komplikacje sprawiają, że
trudno się nudzić.
Tym bardziej że niemal każdy coś
ukrywa. Prawdziwe cele, zdolności, pochodzenie, przeszłość... Bohaterowie mają
swoje sekrety, a czytelnik razem z Feliksem próbuje ustalić, komu właściwie
można zaufać.
Sam Feliks nadal jest dla mnie
jednym z ciekawszych elementów tej historii. Nie jest kolejnym wybrańcem, który
od początku wie, co robi. To właściwie zwykły człowiek udający specjalistę,
który wielu rzeczy uczy się na bieżąco i właśnie dlatego łatwiej go polubić,
zwłaszcza że autor nie pozbawia go humoru. Feliks ma wadę wymowy, więc kiedy
próbuje rzucić soczystą „kulwą” albo nawołuje do „ulatowania” miasta, trudno
nie parsknąć śmiechem. W
świecie pełnym spisków, rewolucji, technologii i potencjalnej katastrofy takie
momenty są bardzo potrzebnym rozładowaniem napięcia.
Ciekawie wypada również sam styl
autora. Jest bardzo obrazowy i niemal filmowy. Opisy nie ograniczają się do
tego, co bohater widzi. Przy uderzeniu energii pojawia się jednocześnie
światło, dźwięk, zapach i fizyczne odczucie wydarzenia. Dzięki temu sceny można
sobie niemal „odtworzyć” w głowie.
Autor lubi również wyraziste
porównania i metafory. Obok technicznego języka pojawiają się bardziej
poetyckie określenia, takie jak „balsamiczne bory” czy „morze zieleni”. To
ciekawe połączenie, bo z jednej strony mamy precyzję mechanika, a z drugiej
język potrafiący na chwilę zatrzymać się przy obrazie.
Szczególnie dobrze widać to
podczas scen akcji. Autor potrafi spowolnić czas i rozłożyć krótką chwilę na
drobne elementy. Zamiast opisać wydarzenie w kilku zdaniach, zatrzymuje się na
szczegółach ruchu, dźwięku czy reakcji bohatera. Dzięki temu niektóre sceny
nabierają niemal filmowego charakteru i zostają w pamięci znacznie dłużej.
Podoba mi się też dbałość o
szczegóły. Nawet kiedy bohaterowie znajdują się w środku dynamicznej sytuacji,
narrator potrafi zwrócić uwagę na elementy ubioru, konstrukcję broni czy
szczegóły otoczenia. W przypadku urządzeń jest jeszcze bardziej precyzyjny, zaglądając
właściwie pod obudowę i pokazując, co znajduje się w środku i dlaczego działa
właśnie tak.
Jednocześnie język nie jest
jednolity. Dialogi zmieniają się zależnie od postaci, jej pochodzenia i
sytuacji. Bohaterowie niższych warstw społecznych mówią bardziej potocznie, a w
chwilach stresu pojawiają się kolokwializmy i wulgaryzmy. Dzięki temu dialogi
nie brzmią sztucznie, a techniczna i momentami podniosła narracja zostaje
przełamana czymś bardziej codziennym.
Autor ma też tendencję do
nadawania wydarzeniom dużego, niemal monumentalnego ciężaru. Kiedy coś się
dzieje, nie jest to po prostu awaria czy wyłączenie światła. Potrafi zmienić
się całe miasto, a zwykłe elementy technologicznego krajobrazu nagle nabierają
zupełnie innego znaczenia. Pojawiają się obrazy pękającej „osnowy
wszechświata”, mroku pochłaniającego monumentalne konstrukcje i świata, który w
jednej chwili może przestać działać według znanych zasad. To połączenie
najbardziej wyróżnia „Elaboratio”: techniczna precyzja spotyka się tutaj z fantastyką,
dynamiczną akcją i momentami bardzo obrazowym, niemal poetyckim językiem.
A Feliks? Nadal próbuje udawać,
że doskonale wie, co robi. I całe szczęście, bo dzięki temu w tej pełnej
energii, spisków i rewolucji Vezuwii jest również miejsce na odrobinę humoru.
Jeśli lubicie fantastykę łączącą
technologię z magią, dynamiczną akcję i światy, w których nic nie jest tak
proste, jak początkowo się wydaje, „Elaboratio” zdecydowanie ma czym
przyciągnąć.
Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas