wtorek, 21 lipca 2026

Vaclav Smil "Jak nakarmić świat. Historia i przyszłość żywności"

 Tytuł: "Jak nakarmić świat. Historia i przyszłość żywności"

Autor: Vaclav Smil

Wydawnictwo: Insignis

Ilość stron: 352

Data wydania: 01-07-2026

Moja ocena: 7/10

 

„Jak nakarmić świat” Vaclava Smila to bardzo obszerna tematycznie publikacja, kompleksowo omawiająca zagadnienia związane ze światową produkcją i dystrybucją żywności.

Autor zaczyna od pokazania wpływu rolnictwa na rozwój społeczny, gospodarczy i technologiczny, a następnie wyjaśnia, dlaczego uprawiamy przede wszystkim zaledwie kilka gatunków roślin, między innymi ryż, pszenicę, proso, sorgo i trzcinę cukrową, oraz hodujemy głównie określone gatunki zwierząt, takie jak kurczaki, świnie i bydło. Omawia również granice produktywności upraw, składniki zdrowej diety oraz problemy związane z wyżywieniem rosnącej populacji.

Do połowy obecnego wieku liczba ludności na świecie ma wzrosnąć o niemal dwa miliardy osób. Dużą rolę odegra w tym Afryka, która jednocześnie zmaga się z najwyższym odsetkiem osób cierpiących z powodu głodu. Przyczyną są między innymi niedostatecznie rozwinięte techniki rolnicze, słaba jakość gleb, destabilizacja polityczna, słabe rządy, konflikty transgraniczne i wojny domowe. Jednocześnie kontynent ten wciąż odnotowuje wysoki przyrost naturalny, odwrotnie niż starzejące się społeczeństwa wielu krajów Europy.

Smil wskazuje trzy główne problemy związane z globalnym systemem żywnościowym: konieczność wyżywienia rosnącej populacji, ograniczenie marnowania żywności na każdym etapie jej produkcji i dystrybucji oraz zmniejszenie obciążenia środowiska wynikającego z produkcji jedzenia.

Autor nie uważa jednak, że jedynym rozwiązaniem jest nieustanne zwiększanie produkcji. Zwraca uwagę na konieczność ograniczenia marnowania żywności oraz zmiany naszych nawyków żywieniowych. Wśród proponowanych kierunków wymienia między innymi ograniczenie spożycia czerwonego mięsa, zwiększenie udziału drobiu, jaj, ryb i skorupiaków w diecie oraz utrzymanie obecnego poziomu produkcji wieprzowiny. Zwraca również uwagę na ogromną ilość roślin uprawianych z przeznaczeniem na paszę dla zwierząt hodowlanych. Ograniczenie spożycia mięsa mogłoby więc wpłynąć nie tylko na nasze zdrowie, ale również na sposób wykorzystywania ziemi uprawnej.

Smil analizuje także realność wprowadzenia skrajnych modeli żywienia, takich jak dieta wegańska czy paleo, oraz zastanawia się, czy mięso hodowane in vitro ma szansę stać się w przyszłości powszechnie dostępnym produktem. Nie próbuje jednak przedstawiać jednoznacznych prognoz. Zamiast tego ocenia istniejące realia i rozważa najbardziej prawdopodobne scenariusze.

Ważną kwestią jest również dostosowanie rolnictwa do zmieniającego się klimatu. Modyfikacja roślin uprawnych w taki sposób, by lepiej znosiły susze i gwałtowne opady, może w przyszłości odegrać istotną rolę w zapewnieniu bezpieczeństwa żywnościowego.

Mimo poruszania tak wielu problemów wnioski płynące z książki są zaskakująco optymistyczne. Wiele rzeczy możemy zmienić już teraz, a wiele rozwiązań technologicznych dopiero przed nami. Zdaniem autora rosnąca liczba ludności nie musi oznaczać nieuchronnego widma globalnego głodu, o ile nie dojdzie do katastrofy na naprawdę ogromną skalę.

„Jak nakarmić świat” to wartościowa, ale wymagająca lektura. Książka zawiera ogromną ilość danych statystycznych oraz informacji dotyczących uprawy roślin i hodowli zwierząt. Student rolnictwa prawdopodobnie połknąłby ją bez większych trudności, ale dla mnie była to momentami naprawdę ciężka przeprawa. Trudno było mi przez dłuższy czas utrzymać skupienie, a ziewanie niestety nie należało do rzadkości.

Nie zmienia to faktu, że poruszana tematyka jest niezwykle interesująca i ważna dla osób ciekawych świata oraz tego, jak funkcjonuje współczesny system żywnościowy. To książka, która dostarcza ogromnej ilości wiedzy, choć zdecydowanie nie jest lekturą do czytania „na szybko”.


Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://linktr.ee/annadyczko_mczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko_mczas

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko

https://www.tiktok.com/@anna_dyczko



Zogarth "Primal Hunter. Tom 1"

Tytuł: "Primal Hunter. Tom 1"

Cykl: Primal Hunter, tom 1

Autor: Zogarth

Wydawnictwo: Insignis

Ilość stron: 768

Data wydania: 17-06-2026

Moja ocena: 9/10

 

„Primal Hunter” autorstwa tajemniczego Zogartha łudząco przypomina inne książki z nurtu LitRPG i progression fantasy, szczególnie te tworzone przez autorów rosyjskojęzycznych, takich jak Dan Sugralinow czy Wasilij Machanienko. Można znaleźć w nim również pewne podobieństwa do „Dungeon Crawler Carl” Matta Dinnimana: walkę z potworami, zdobywanie kolejnych poziomów i rozwijanie umiejętności. Brakuje jednak charakterystycznego dla tej serii humoru.

Na początku poznajemy jednego bohatera, a po pewnym czasie pojawia się drugi. Pierwszym z nich jest Jake, młody mężczyzna i były pracownik korporacji, który w świecie gry może wreszcie realizować swoje dawne, łucznicze aspiracje. Drugim jest nastoletni William. Mimo młodego wieku ma już na koncie zbrodnię i wyraźne cechy psychopatyczne, a udział w samouczku daje mu możliwość bez przeszkód realizować swoje zabójcze fantazje.

Obaj bohaterowie mają w sobie coś niepokojącego. Jake, choć przedstawiony jako protagonista i postać stojąca po „właściwej” stronie, szybko odkrywa, że zabi*janie nie wywołuje w nim wyrzutów sumienia. Przeciwnie, polowanie dostarcza mu ekscytacji, nawet gdy jego ofia*rami są inni ludzie. Z jednej strony jest to niepokojące, z drugiej trudno się temu dziwić. W świecie, w którym upada znana nam cywilizacja, przetrwać mogą przede wszystkim ci najbardziej bezwzględni. Smutna prawda.

Z powodu podobieństw do znanych mi już powieści tego nurtu początkowo nie mogłam się w tę historię wciągnąć. Polowanie na kolejne potwory i zdobywanie poziomów ma przecież dość powtarzalny schemat. Moje zainteresowanie wzrosło dopiero wtedy, gdy pojawiły się bardziej oryginalne wątki.

Pierwszym z nich było odkrycie przez Jake'a komnaty Złowrogiego Żmija, dawno zapomnianego bóstwa, które rzuciło mu solidne wyzwanie, a stawką w nim było życie gracza. Co ciekawe, Jake nie panikował, lecz podchodził do sytuacji z chłodną kalkulacją. W podobny sposób rozważał kolejne propozycje dotyczące swoich umiejętności.

Drugim ciekawym momentem było przeniesienie narracji na Williama, a następnie odkrycie, że dawni koledzy Jake'a z pracy przetrwali, lecz obrócili się przeciwko niemu. Ostatecznie otrzymujemy więc historię samotnego, pierwotnego łowcy, łucznika, który musi stawić czoła całemu światu.

W książce zwracają uwagę również często pojawiające się określenia nawiązujące do religii. Jedną z najważniejszych postaci jest przecież Żmij, dzięki któremu Jake wkroczył na ścieżkę alchemika. Pomazaniec, namaszczenie czy paruzja przewijają się przez powieść dość często.

Pomimo sporych rozmiarów książkę czyta się szybko, ponieważ przez cały czas coś się dzieje. Z pewnością spodoba się osobom zaznajomionym z grami. Ci, którzy nie przepadają za ich mechaniką, mogą jednak poczuć zmęczenie powtarzalnością typowych dla tego gatunku elementów: misji, poziomów, umiejętności i kolejnych walk.

Pierwszy tom, liczący prawie 800 stron, to dopiero pierwszy poziom, czyli samouczek. Dla mnie okazał się interesujący, choć do pełni szczęścia zabrakło mi przede wszystkim większej dawki humoru, przyjaźni i nieco więcej pozytywnych cech u bohaterów. 


Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://linktr.ee/annadyczko_mczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko_mczas

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko

https://www.tiktok.com/@anna_dyczko



Beata Agopsowicz, Ania Agopsowicz "Uwięzione serca". Recenzja patronacka.

Tytuł: "Uwięzione serca"

Autorzy: Beata Agopsowicz, Ania Agopsowicz

Wydawnictwo: Szara Godzina

Ilość stron: 272

Data wydania: 18-06-2026

Moja ocena: 10/10

 

„Uwięzione serca” Beaty i Ani Agopsowicz, napisane przez matkę i córkę, to mądra, życiowa i skłaniająca do refleksji powieść o małżeństwie, rodzicielstwie oraz konsekwencjach zaniedbanych relacji.

Małżeństwo Natalii i Adama przeżywa poważny kryzys. Oboje są nieszczęśliwi, nie potrafią już ze sobą rozmawiać ani znaleźć sposobu na naprawę tego, co przez lata zaczęło się między nimi psuć. Każde pochłania praca, brakuje wspólnie spędzanego czasu, zwykłych rozmów czy choćby okazjonalnego wyjścia we dwoje. Kiedy zaczynają coraz życzliwszym okiem spoglądać na swoich współpracowników, łatwo odnieść wrażenie, że ich małżeństwo zmierza ku końcowi.

Najbardziej cierpi jednak ich nastoletnia córka. Gdy Adam wyprowadza się z domu, Julka ma żal do obojga rodziców. Do matki, że nie próbowała zatrzymać ojca, i do ojca, że przestał poświęcać jej czas. Pozbawiona wsparcia rodziców dziewczyna zaczyna szukać towarzystwa poza domem, wśród starszej młodzieży.

Pewnego dnia Julka nie wraca z korepetycji. Natalia i Adam przeżywają chwile pełne strachu i niepewności. Ta sytuacja sprawia, że muszą odłożyć na bok wzajemne pretensje i zrobić wszystko, by ocalić córkę.

Autorki przekonująco pokazują, jak rozpad rodziny wpływa na dziecko, które pozostawione samo sobie zaczyna szukać akceptacji i zrozumienia w niewłaściwym towarzystwie. Nie oceniają swoich bohaterów, lecz pozwalają czytelnikowi zrozumieć ich emocje, błędy i motywacje. Postacie, dialogi oraz codzienne sytuacje są bardzo autentyczne.

Szczególnie zapadły mi w pamięć słowa:

„Przebaczenie to nie jest nagłe uczucie. To decyzja, którą podejmuje się każdego dnia, czasem wbrew emocjom. To droga.”

„Uwięzione serca” to poruszająca historia o kryzysie małżeńskim, rodzicielskiej odpowiedzialności i nastolatce, która najbardziej odczuwa skutki decyzji dorosłych.


Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://linktr.ee/annadyczko_mczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko_mczas

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko

https://www.tiktok.com/@anna_dyczko



Ewelina Pałecka "Korekta świadomości". Recenzja patronacka.

Tytuł: "Korekta świadomości"

Autor: Ewelina Pałecka

Wydawnictwo: Ewelina Pałecka

Ilość stron:  458

Data wydania: 20-06-2026

Moja ocena: 10/10

 

"Korekta świadomości" Eweliny Pałeckiej to sensacyjna powieść, która przenosi czytelnika do świata przyszłości, gdzie rozwój medycyny przekracza granice ludzkiej wyobraźni.

Młody lekarz stażysta Igor zaczyna dostrzegać niepokojące zależności w swoim szpitalu. Niektórzy pacjenci trafiają wyłącznie pod opiekę profesora Horodyskiego i doktora Węgrowicza, a po zakończonym leczeniu wracają do normalnego życia z wyostrzonymi zmysłami, większą inteligencją i zdolnościami, o których większość ludzi mogłaby jedynie marzyć.

Sytuacja nabiera osobistego wymiaru, gdy do szpitala trafia przyjaciółka Igora. Operacja kończy się sukcesem, jednak kobieta zwierza mu się z niepokojących skutków ubocznych zabiegu. Wkrótce potem ginie. Zdeterminowany Igor rozpoczyna własne śledztwo. Wraz z młodą lekarką Olgą oraz przyjacielem Natkiem próbuje odkryć prawdę o tajemniczych eksperymentach. Rodzące się uczucie między Igorem i Olgą utrudnia mu jednak obiektywny ogląd sprawy.

Autorka prowadzi fabułę spokojnym tempem, stopniowo odsłaniając kolejne elementy układanki. Atmosfera niepewności narasta z każdym rozdziałem, a czytelnik nieustannie zastanawia się, komu można zaufać i jaki jest prawdziwy cel działań lekarzy.

Korekta świadomości pokazuje wizję przyszłości, w której nauka i medycyna potrafią nie tylko leczyć, ale również ulepszać człowieka. Jednocześnie stawia pytanie o granice takich ingerencji i o to, kto powinien decydować o ich wykorzystaniu. Nieprzypadkowo nad przestrzeganiem tych zasad czuwa Agencja Ochrony Integralności Człowieka, której sama nazwa wiele mówi o zagrożeniach płynących z niekontrolowanego postępu.

To książka skłaniająca do refleksji nad etyką współczesnej nauki, rozwojem sztucznej inteligencji i ceną, jaką ludzkość może zapłacić za dążenie do doskonałości. Miłośnicy thrillerów medycznych z moralnymi dylematami z pewnością znajdą tu coś dla siebie. 


Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://linktr.ee/annadyczko_mczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko_mczas

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko

https://www.tiktok.com/@anna_dyczko



Leszek Talko "Dolcze wita. (Bez)troskie życie na włoskiej prowincji"

Tytuł: "Dolcze wita. (Bez)troskie życie na włoskiej prowincji"

Autor: Leszek Talko

Wydawnictwo: Znak

Ilość stron: 320

Data wydania: 17-06-2026

Moja ocena: 7/10

 

„Dolcze wita” Leszka Talki to zabawna i pełna ciepła opowieść o prawdziwej przeprowadzce do Toskanii. Autor, jak zwykle, pisze lekko, z dużą dawką humoru i dystansu do codziennych perypetii, dzięki czemu nawet najbardziej prozaiczne sytuacje potrafią wywołać uśmiech.

Talko pokazuje, że do włoskiej mentalności trzeba po prostu przywyknąć. Załatwienie czegokolwiek „na już” może wystawić cierpliwość na próbę, ale w zamian dostajemy świat, w którym nikt się nie spieszy, a rozmowa przy kawie jest równie ważna jak sama sprawa do załatwienia. Włosi są niezwykle towarzyscy. Chętnie zapraszają do stołu, częstują kawą i ciastkiem, a tak serdeczne podejście można spotkać nawet u mechanika samochodowego.

Autor opisuje życie w niewielkim Giovano, gdzie zamieszkał z narzeczoną Eweliną i ich synem Brunem. To miejsce, w którym wszyscy się znają, wspólnie organizują składkowe biesiady dla całej wsi, dzielą się przygotowanymi potrawami i grają w tombolę, przypominającą nasze bingo. Trudno nie pozazdrościć tak zżytej społeczności i spokojnego rytmu życia.

Szczególnie spodobał mi się rozdział o psach i kotach, a także historie związane z awarią samochodu czy wnoszeniem pralki na piętro. To zwyczajne, codzienne wydarzenia, które na włoskiej prowincji nabierają zupełnie innego wymiaru i doskonale pokazują uroki oraz absurdy życia z dala od miasta.

Przy okazji książka pozwala poczuć prawdziwy włoski klimat i lepiej zrozumieć tamtejsze zwyczaje. To ciepła, pełna humoru lektura, która nie tylko bawi, ale też sprawia, że ma się ochotę choć na chwilę zwolnić i napić się espresso w małym toskańskim barze. Polecam.


Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://linktr.ee/annadyczko_mczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko_mczas

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko

https://www.tiktok.com/@anna_dyczko



Magdalena Winnicka "Nieśmiały chłopak od trzech atlasów"

Tytuł: "Nieśmiały chłopak od trzech atlasów"

Cykl: Chłopak od trzech atlasów, tom 1

Autor: Magdalena Winnicka

Wydawnictwo: Natios

Ilość stron: 400

Data wydania: 10-06-2026

Moja ocena: 8/10

 

„Nieśmiały chłopak od trzech atlasów” Magdaleny Winnickiej to urocza komedia romantyczna osadzona w studenckim świecie. Ambitna, choć niezamożna Julia, marząca o karierze lekarki, poznaje Nestora, tytułowego „chłopaka od trzech atlasów”, który nie potrafi znaleźć odwagi, by zagadać do dziewczyny, która od razu wpadła mu w oko. Studenci z pewnością dostrzegą liczne odniesienia do egzaminów i zajęć, dobrze znanych z własnego doświadczenia.

Julia i Nestor są dwojgiem nieśmiałych młodych ludzi. Ona wstydzi się swojej trudnej sytuacji materialnej i za wszelką cenę chce radzić sobie sama. Przyjechała do Warszawy z małej miejscowości i ledwo wiąże koniec z końcem. Nie potrafi przyjmować pomocy, a Nestor, mimo szczerych chęci, nie umie przebić się przez mur jej dumy.

Autorka pokazuje również ich rodziny. Matka Julii poświęca wszystko, by córka mogła studiować, a rodzice i brat Nestora odgrywają ważną rolę w rozwoju wydarzeń. Gdy stan zdrowia matki Julii stawia pod znakiem zapytania dalszą naukę dziewczyny, a niefortunne słowa brata Nestora komplikują rodzący się związek, bohaterowie muszą zmierzyć się z problemami, które wykraczają poza studencką codzienność.

Gdybym miała określić tę książkę jednym słowem, powiedziałabym: urocza. Pierwsze uczucia, życiowe komplikacje i studenckie realia tworzą ciepłą, lekką historię, szczególnie bliską młodym dorosłym. Czyta się ją bardzo szybko i z uśmiechem. Polecam.


Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://linktr.ee/annadyczko_mczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko_mczas

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko

https://www.tiktok.com/@anna_dyczko



 

Joanna Janowicz-Wolska "W przechyle"

Tytuł: "W przechyle"

Autor: Joanna Janowicz-Wolska

Wydawnictwo: Joanna Janowicz-Wolska

Ilość stron: 394

Data wydania: 02-12-2024

Booktour: Czytam dla przyjemności

Moja ocena: 9/10

 

„W przechyle” Joanny Janowicz-Wolskiej to z jednej strony opowieść o odbudowywaniu życia po ogromnej stracie poprzez wspólną, rodzinną podróż, z drugiej zaś historia pierwszej, młodzieńczej miłości.

Kama rozsypała się po śmierci męża Marka, miłośnika sportów ekstremalnych, którego zgubiła własna pasja. Nie wrócił z ostatniej górskiej wyprawy. Ich nastoletnie córki, Ada i Julka, z przerażeniem patrzą, jak matka pogrąża się w rozpaczy i coraz bardziej stacza. Punktem zwrotnym okazuje się sylwestrowa noc, kiedy Kama upija się i ulega wypadkowi. Dopiero wtedy uświadamia sobie, że musi coś zmienić. Zgadza się na propozycję córek, by wyruszyć we wspólny rejs. Towarzyszy im także przyjaciółka Kamy, Miśka, która specjalnie przylatuje z Ameryki, by wesprzeć całą rodzinę.

Podróż staje się dla Kamy początkiem przemiany. Kobieta, która dotąd bała się wspomnień związanych z żeglowaniem z mężem, sama staje za sterem i zostaje kapitanem. Podczas rejsu dziewczyny poznają innych żeglarzy, wśród nich Michała i jego babcię Zosię. Między Michałem i Adą rodzi się pierwsze, jeszcze niewinne uczucie. Kama i Miśka obdarzają dziewczynę zaufaniem, dzięki czemu młodzi mogą lepiej się poznać, a wspólna żeglarska przygoda szybko ich do siebie zbliża.

Autorka pięknie pisze o miłości, stracie i odzyskiwaniu radości życia. Bohaterki są dojrzałe, pełne życiowej mądrości, a jednocześnie potrafią cieszyć się chwilą. Na ich drodze pojawiają się również przeszkody, takie jak wścibska babcia dziewczynek czy koledzy Michała, którzy skutecznie komplikują rodzące się uczucie.

W opisach rejsów i żeglarstwa autorka posługuje się fachowym słownictwem, co początkowo może wydawać się nieco wymagające. Na szczęście wszystkie specjalistyczne pojęcia zostały wyjaśnione w przypisach, dzięki czemu nawet osoby niemające styczności z żeglarstwem bez problemu odnajdą się w tej historii.

Polecam tę książkę. Zrobiła na mnie duże wrażenie swoją autentycznością, życiową mądrością i pokazaniem, jak ogromny wpływ na nasze życie mogą mieć nawet pozornie przypadkowe spotkania.


Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://linktr.ee/annadyczko_mczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko_mczas

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko

https://www.tiktok.com/@anna_dyczko



Magdalena Witkiewicz "Na fali wspomnień"

Tytuł: "Na fali wspomnień"

Autor: Magdalena Witkiewicz

Wydawnictwo: Chmury

Ilość stron: 336

Data wydania: 03-06-2026

Moja ocena: 9/10

 

„Na fali wspomnień” Magdaleny Witkiewicz to ciepła, nostalgiczna opowieść o wakacyjnej miłości, która mogła przerodzić się w coś więcej, gdyby nie decyzje innych ludzi. Monika i Marcin zakochali się w sobie szybko i bez pamięci, ale byli zbyt młodzi, a dla Moniki jej przedsiębiorcza matka zaplanowała zupełnie inną przyszłość. Nie było w niej miejsca dla chłopaka pracującego w nadmorskiej smażalni.

Po trzydziestu latach Monika czuje, że w jej małżeństwie coś się wypaliło. Pod wpływem impulsu po raz pierwszy od dawna bierze urlop i wraca do Brzozówki, gdzie jako nastolatka spędzała wakacje z rodzicami i bratem. Ku swojemu zaskoczeniu w tej samej smażalni spotyka Marcina. Wystarczy jedna rozmowa, by okazało się, że mimo upływu lat wciąż doskonale się rozumieją. Czy odważą się dać sobie drugą szansę, czy uznają, że na niektóre uczucia jest już za późno?

Bardzo poruszył mnie również wątek relacji Moniki z matką. To silna, zdeterminowana bizneswoman, która budowała swoją firmę w burzliwych realiach lat 90., gdy kariera jej męża chyliła się ku upadkowi. Praca stała się dla niej całym światem, dlatego od córki oczekuje tego samego zaangażowania i nie potrafi zrozumieć potrzeby odpoczynku ani życia poza firmą.

Istotną rolę odgrywa także brat Moniki. Jako nastolatek, kierowany zazdrością o uwagę siostry, przyczynił się do jej rozłąki z Marcinem, nie zdając sobie sprawy z konsekwencji swoich działań. Dziś Monika może już tylko zastanawiać się, jak potoczyłoby się jej życie, gdyby wtedy wszystko wydarzyło się inaczej.

To powieść pełna ciepła, wzruszeń i życiowej mądrości. Czyta się ją lekko, mogę też polecić świetnie zrealizowane słuchowisko dostępne w Empik Go, rozpisane na głosy, które jeszcze mocniej pozwala wczuć się w historię.


Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://linktr.ee/annadyczko_mczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko_mczas

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko

https://www.tiktok.com/@anna_dyczko



Jakub Bączykowski "To nie jest rozmowa na telefon"

Tytuł: "To nie jest rozmowa na telefon"

Autor: Jakub Bączykowski

Wydawnictwo: W.A.B.

Ilość stron: 288

Data wydania: 22-04-2026

Moja ocena: 8/10

 

„To nie jest rozmowa na telefon” Jakuba Bączykowskiego przypomniała mi, dlaczego nie chcę być babcią. Kiedy dzieci dorastają i człowiek odzyskuje wreszcie czas na realizację własnych planów, niekoniecznie ma ochotę zaczynać kolejny etap opieki nad następnym pokoleniem.

Krystyna ma swoje marzenia i plany, które wciąż krzyżują jej dzieci. Syn z zagranicy co miesiąc prosi o pieniądze, których nigdy nie oddaje, a córka podrzuca mamie swoje pociechy, nawet nie pytając o zgodę.

Krystyna jest zafascynowana włoską kuchnią i prowadzi kółko czytelnicze. Niegdyś pracowała w bibliotece, a teraz, na emeryturze, nadal chce otaczać się tym, co kocha: książkami, towarzystwem innych bibliofilek i dobrym jedzeniem. Marzy o podróży do Włoch, ale na własnych warunkach. Tymczasem córka próbuje uszczęśliwić ją na siłę, zabierając na rodzinny wyjazd głównie po to, by zajęła się wnukami. Zamiast odpoczywać, miałaby sprawować nad nimi opiekę. Krystyna nie wie, jak rozmawiać z Agnieszką, żeby córka się nie obraziła. „Z rozmów z przyjaciółmi wiem, że dla wielu dorosłych rodziców rozmowa z własnymi dziećmi o potrzebach i słabościach jest ogromnym wyzwaniem.”

Książka pokazuje, że emeryci także mają swoje plany do zrealizowania i nie chcą być wyłącznie dziadkami. Agnieszka powinna zrozumieć, iż jej rodzice również mają własne życie, a odpowiedzialność za wychowanie dzieci spoczywa przede wszystkim na niej.

„Konfrontacja z mamą pokazała mi, jak ważne są autentyczność i otwartość w relacjach rodzinnych.” To zdanie dobrze oddaje główne przesłanie powieści. Jakub Bączykowski podkreśla znaczenie szczerej komunikacji w rodzinie. Książkę czyta się bardzo dobrze. Jest napisana lekko, życiowo i skłania do refleksji.


Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://linktr.ee/annadyczko_mczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko_mczas

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko

https://www.tiktok.com/@anna_dyczko



Dorota Ponińska "Daisy i cesarz. Wszystkie namiętności księżnej"

Tytuł: "Daisy i cesarz. Wszystkie namiętności księżnej"

Autor: Dorota Ponińska

Wydawnictwo: Znak

Ilość stron: 320

Data wydania: 24-09-2025

Moja ocena: 6/10

 

„Daisy i cesarz. Wszystkie namiętności księżnej” Doroty Ponińskiej to beletryzowana biografia księżnej Daisy von Pless i cesarza Wilhelma II, osadzona w realiach Europy tuż przed wybuchem I wojny światowej. Ich losy poznajemy naprzemiennie i czekałam na moment, w którym oba wątki się połączą.

Daisy jest angielską „stokrotką”, kochającą kwiaty, pokój i ludzi, podczas gdy jej starszy mąż, Hans, wielbi mundur i wojskowy ceremoniał. Nie darzy żony prawdziwym uczuciem, a ona boleśnie to odczuwa. Szczególnie podczas wizyty u indyjskiego maharadży dostrzega, jak wielka przepaść dzieli obu mężczyzn w sposobie traktowania kobiet. Wtedy postanawia, że Hans nie będzie już osią jej świata.

Daisy interesuje się polityką i marzy o roli ambasadorowej, jednak brak ambicji męża przekreśla te plany. Zamiast tego kobieta angażuje się więc w działalność społeczną. Przejmuje się losem najuboższych mieszkańców swoich dóbr, zabiega o fundusze na oczyszczenie rzeki i organizuje akcję podawania pasteryzowanego mleka niemowlętom, których matki zaraz po porodzie muszą wracać do pracy w fabrykach. W czasach, gdy urlopy macierzyńskie nie istniały, a kobiety pracowały za głodowe stawki, była to realna pomoc. Jednocześnie Daisy z pasją wydaje bale i aktywnie uczestniczy w akcjach dobroczynnych.

Coraz bardziej niepokoi ją narastający wyścig zbrojeń między Niemcami i Anglią. Obawia się wojny i tego, że jej synowie trafią na front. Musi też mierzyć się z niechęcią obu narodów. Dla Niemców pozostaje Angielką, dla Anglików jest już Niemką. Próbuje łagodzić napięcia, lecz jako kobieta bywa zbywana pobłażliwym śmiechem.

Dorota Ponińska stworzyła ciekawy i wiarygodny portret Daisy oraz Wilhelma II, umieszczając ich losy na tle szczegółowo odtworzonych realiów historycznych. Zabrakło mi jednak emocji. Być może to kwestia sposobu prowadzenia narracji, ale nie odczułam tytułowych namiętności księżnej. Mimo to uważam, że jest to książka warta uwagi dla osób, które chciałyby lepiej poznać te postaci i epokę.


Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://linktr.ee/annadyczko_mczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko_mczas

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko

https://www.tiktok.com/@anna_dyczko



Ryszard Abraham "Jerzy Stuhr show. Obrazki i anegdoty"

Tytuł: "Jerzy Stuhr show. Obrazki i anegdoty"

Autor: Ryszard Abraham

Wydawnictwo: Emocje Plus Minus

Ilość stron: 368

Data wydania: 12-11-2025

Moja ocena: 8/10

 

Aktor i teatrolog, Ryszard Abraham, z wielką swadą i znawstwem snuje opowieści o Jerzym Stuhrze. Przyznam, że nie znam wielu ról aktora. Gdy przychodziłam na świat podczas zimy stulecia, on miał już spore zawodowe doświadczenie. Wielu nazwisk, którymi autor sypie jak z rękawa, zwyczajnie nie kojarzę. Oczywiście wiem, kim byli Kieślowski, Machulski, Zamachowski czy Wajda, ale nie jestem obeznana ze wszystkimi twórcami tamtego pokolenia.

Te anegdoty, wzbogacone starymi fotografiami, czyta się jednak szybko, lekko i z uśmiechem. Jerzy Stuhr jawi się jako człowiek, który świetne riposty znajduje natychmiast, a nie po dwóch dniach, jak ja. Tak było już podczas szkolnej akademii, kiedy deklamował dziś budzący kontrowersje wierszyk o Murzynku Bambo.

Zdaje się też postacią niezwykle zaangażowaną i oddaną kreowanym rolom. Widać, że kochał grać i miał mnóstwo świetnych pomysłów. Potrafił nawet zastąpić na planie kaskaderów, choć mogło go to kosztować zdrowie. Był również scenarzystą i reżyserem, znał więc obie strony kamery.

"Chodzi o umiejętność zapamiętywania w sobie stanów nerwowych i odtwarzania ich na zawołanie. Taka jest moja definicja aktorstwa."

Ryszard Abraham wspomina również o życiu prywatnym aktora, który z powodu stanu zdrowia wycofał się z zawodu. Pisze o jego żonie, skrzypaczce Barbarze, córce Mariannie, artystce wizualnej, oraz synu Macieju, którego zawodu chyba nie muszę przedstawiać. Lwią część wychowania dzieci wzięła na siebie Barbara, podczas gdy Stuhr senior jeździł po kraju i grał. Profesor Stuhr potrafił też wywołać uśmiech na twarzach małych pacjentów onkologicznych, wcielając się w swoje bajkowe role: Osła ze Shreka, Gargamela ze Smerfów czy Mushu z Mulan. Przez dwanaście lat był także rektorem krakowskiej szkoły teatralnej.

Dowiadujemy się również o włoskiej karierze filmowej Jerzego Stuhra, który początkowo wręcz zachłysnął się pięknem Florencji. To właśnie tutaj po raz pierwszy przeczytałam o chorobie Stendhala.

Na koniec, w rozdziale „Wielka sława to żart”, autor sypie anegdotami potwierdzającymi tę tezę. W końcu, mimo wszystkich swoich osiągnięć, Jerzy Stuhr dla wielu widzów pozostał przede wszystkim niezapomnianym aktorem komediowym.

Warto przeczytać.


Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://linktr.ee/annadyczko_mczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko_mczas

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko

https://www.tiktok.com/@anna_dyczko



Sławomir Koper, Mariusz Mucha "PRL od kuchni"

Tytuł: "PRL od kuchni"

Autorzy: Sławomir Koper, Mariusz Mucha

Wydawnictwo: Harde

Ilość stron: 416

Data wydania: 17-12-2025

Moja ocena: 6/10

 

"PRL od kuchni" Sławomira Kopra i Mariusza Muchy przybliża współczesnym czytelnikom codzienność kulinarną czasów słusznie minionych. Autorzy pokazują nie tylko, co jedli Polacy, ale także zwyczaje związane z jedzeniem: wesela, stołówki szkolne i zakładowe czy uliczne saturatory - niesławne "gruźliczanki".

Jest takie powiedzenie: „Społeczeństwo dzieli tylko dziewięć posiłków od anarchii”. Doskonale pasuje ono do realiów opisanych w książce. Rządzący zdawali sobie sprawę, że pełne żołądki pomagają utrzymać społeczne nastroje pod kontrolą, dlatego mimo ciągłych niedoborów starali się zapewnić obywatelom przynajmniej podstawowe produkty.

W epoce deficytu królowały proste potrawy, a gdy przed Bożym Narodzeniem do portu zawijał statek z cytrusami, było to wydarzenie transmitowane w telewizji. Dobrze pokazuje to skalę ówczesnych braków.

Ponieważ wielu produktów nie dało się kupić, tworzono rozmaite zastępniki. Nikt szczególnie nie analizował składu żywności. Liczyło się przede wszystkim to, że coś w ogóle było dostępne i choć trochę przypominało pożądany smak. To właśnie wtedy na wigilijnych stołach na dobre zadomowił się niesmaczny karp, który do dziś pozostaje świąteczną tradycją.

Autorzy opisują również słodycze z późniejszego okresu PRL, od wysokiej jakości deserów serwowanych w barach koktajlowych Hortex po wyroby czekoladopodobne i podróbki Coca-Coli. Najbardziej zszokowała mnie informacja o farbowaniu gumy, którą potrafiono żuć przez kilka dni, a na noc odkładano do szklanki z wodą.

Książka w wyczerpujący sposób przedstawia sposób żywienia w czasach PRL, a całość wzbogacają wspomnienia autorów. Szkoda jedynie, że zostały napisane w trzeciej osobie, zamiast przyjąć formę bardziej osobistej relacji.

Książka stanowi ciekawą lekturę dla osób, które chcą dowiedzieć się, jak jadali Polacy w czasach, gdy wybór produktów był bardzo ograniczony. Jednym z nielicznych elementów tamtej rzeczywistości, który przetrwał do dziś, są bary mleczne, gdzie wciąż można zjeść smaczny i niedrogi posiłek. 


Tekst: Anna Dyczko, Międzyczas; grafika w tle: Gemini

https://linktr.ee/annadyczko_mczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko_mczas

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko

https://www.tiktok.com/@anna_dyczko



Wiktoria Gische "Pogrążeni w ciemnościach"

Tytuł: "Pogrążeni w ciemnościach"

Cykl: Dom na Groblach, tom 2

Autor: Wiktoria Gische

Wydawnictwo: Videograf

Ilość stron: 400

Data wydania: 09-04-2026

Moja ocena: 8/10

 

„Pogrążeni w ciemnościach” to drugi, i na szczęście nie ostatni, tom serii „Dom na Groblach” Wiktorii Gische.

Autorka od pierwszych stron wrzuca czytelnika w sam środek wydarzeń. Widzimy, że Iwo jest ranny, a dopiero po chwili dowiadujemy się, że od poprzedniego tomu zdążył się ożenić, zostać ojcem i stracić żonę, która odeszła po ciężkiej chorobie. W jego życiu pojawia się również nowa postać, Ewa.

Pogrążony w żałobie Iwo coraz gorzej radzi sobie z codziennością. Zaczyna pić i nie jest w stanie zająć się córką. Wyjeżdża do Londynu, gdzie może liczyć na pomoc ciotki. Tyle że akurat wtedy w Whitechapel zaczyna grasować wyjątkowo brutalny mordeṛca polujący na prostytutki, a Iwo sam trafia do grona podejrzanych.

Bardzo spodobało mi się przeniesienie akcji do mrocznego, spowitego mgłą Londynu. Klimat Whitechapel, tajemnicze uliczki i atmosfera nieustannego zagrożenia świetnie współgrają z wewnętrznym rozdarciem głównego bohatera.

Śledztwo staje się dla niego nie tylko kolejną sprawą do rozwiązania, ale też sposobem na ucieczkę przed bólem i próbą dotrzymania obietnicy złożonej żonie. 


Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://linktr.ee/annadyczko_mczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko_mczas

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko

https://www.tiktok.com/@anna_dyczko



Wiktoria Gische "Dom na Groblach"

Tytuł: "Dom na Groblach"

Cykl: Dom na Groblach, tom 1

Autor: Wiktoria Gische

Wydawnictwo: Videograf S. A.

Ilość stron: 432

Data wydania: 30-10-2025

Moja ocena: 8/10

 

Lubię powieści, które oprócz zaoferowania ciekawej fabuły potrafią przenieść mnie w inne miejsce i czas. „Dom na Groblach” zrobił to bardzo dobrze. XIX-wieczny Kraków został przedstawiony niezwykle klimatycznie, a jednocześnie autorka nie przytłoczyła mnie historycznymi szczegółami.

Historia rodziny Krzeszowskich pokazuje, że pozory często mylą. Długi, rodzinne tajemnice, zaginięcie jednej z córek i seria morderstw sprawiają, że od pierwszych rozdziałów trudno przewidzieć, dokąd zaprowadzi ta opowieść. Obok wątku kryminalnego pojawia się także romans i sporo obyczajowych rozterek, dzięki czemu książka nie skupia się wyłącznie na śledztwie.

Bardzo podobał mi się styl autorki. Jest lekki, płynny i obrazowy, a subtelne nawiązania do języka epoki budują wiarygodny klimat. Dużym plusem są również bohaterowie, którzy nie są idealni i stopniowo odkrywają przed czytelnikiem swoje sekrety.

Momentami akcja zwalnia, bo więcej miejsca poświęcono relacjom i życiu codziennemu bohaterów niż samemu śledztwu, ale mnie to nie przeszkadzało. Dzięki temu mogłam lepiej ich poznać i bardziej zaangażować się w ich losy.

To bardzo udany początek serii. Jedyną rzeczą, która trochę mnie rozpraszała, była okładka. Mam wrażenie, że bohaterka pożyczyła od sowy umiejętność obracania głowy.

Na szczęście historia w środku jest znacznie lepsza niż moje rozważania nad anatomią okładki.


Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://linktr.ee/annadyczko_mczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko_mczas

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko

https://www.tiktok.com/@anna_dyczko



Helena Dixon "Zbrodnia i rubin"

Tytuł: "Zbrodnia i rubin"

Cykl: Tajemnice panny Underhay, tom 1

Autor: Helena Dixon

Wydawnictwo: Mando

Ilość stron: 320

Data wydania: 10-09-2025

Moja ocena: 6/10

 

„Zbrodnia i rubin” Heleny Dixon to pierwszy tom serii „Tajemnice panny Underhay” i prawdziwa gratka dla miłośników kryminałów retro. Akcja przenosi nas do nadmorskiego Dartmouth w 1933 roku, gdzie młoda Kitty Underhay przejmuje rodzinny hotel, prowadzony wcześniej przez jej babcię. Nestorka rodu wyjeżdża do Szkocji, lecz wcześniej zatrudnia do ochrony kapitana Matthew Bryanta.

​Gdy przygotowania do balu maskowego przerywa odnalezienie zwłok, spokój hotelu zostaje zburzony. Następuje seria tajemniczych włamań do pokojów, a wokół zaczynają krążyć pogłoski o cennym rubinie, który rzekomo jest w posiadaniu rodziny dziewczyny. Kitty i Matthew wszczynają prywatne śledztwo, a sekrety z przeszłości młodej hotelarki mogą skrywać klucz do rozwiązania zagadki klejnotu.

​Powieść to klasyczne cosy crime z niezwykle przyjemnym klimatem lat 30., naturalnymi dialogami i subtelnym, angielskim humorem. Bohaterowie potrafią w jednym akapicie rozmawiać o brutalnym morderstwie, podpaleniu czy strachu przed śmiercią, by chwilę później płynnie przejść do planowania posiłku:

​„Straszne, po prostu straszne. – Schowała twarz w dłoniach. – Już dobrze, chodźmy na lunch. A jak będziesz grzeczna, to może później dostaniesz scone z kremem.”

​Autorka nie ogranicza się wyłącznie do samej intrygi detektywistycznej. Bardzo sprawnie wplata w rozmowy i opisy drobne smaczki z epoki, które budują wiarygodność historyczną. W tekście znajdziemy wzmianki o podróżach do Ameryki, realiach tamtejszego życia czy lokalnych zwyczajach i strojach.

Helena Dixon opisuje gesty oraz mimikę postaci w prosty, ale bardzo filmowy sposób: potarcie podbródka, drżenie rąk, otarcie czoła chusteczką czy bezradne machnięcie ramionami sprawiają, że bez trudu możemy zwizualizować sobie każdą scenę.

Książkę czyta się błyskawicznie i niezwykle lekko a styl autorki jest plastyczny i bardzo przyjemny. Jednak po odłożeniu jej na półkę czuję, że to historia „na raz”. To solidna, poprawna powieść, ale zabrakło mi w niej większego napięcia i zaangażowania, które sprawiłoby, że miałabym ochotę natychmiast sięgnąć po kolejny tom. Dobra, niezobowiązująca lektura do popołudniowej herbatki, która jednak nie każdemu zapadnie w pamięć.


Tekst: Anna Dyczko, Międzyczas; grafika w tle: Gemini

https://linktr.ee/annadyczko_mczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko_mczas

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko

https://www.tiktok.com/@anna_dyczko



Hanna Cygler "Gra w bierki"

Tytuł: "Gra w bierki"

Cykl: Rodzina Duszów, tom 2

Autor: Hanna Cygler

Wydawnictwo: Luna

Ilość stron: 368

Data wydania: 21-01-2026

Moja ocena: 9/10

 

„Gra w bierki”, drugi tom Sagi Rodziny Duszów Hanny Cygler, kontynuuje losy rodziny Tadeusza i Celiny oraz ich piątki dzieci. Akcja rozgrywa się w siermiężnym PRL-u, gdy o ważnych wydarzeniach politycznych rozmawiało się ściszonym głosem przy głośnej muzyce na prywatkach. W tle przewijają się protesty po zdjęciu „Dziadów”, wydarzenia Marca '68, katastrofa statku „Konopnicka”, walka z cenzurą oraz czasy, gdy za zbyt długie włosy czy słuchanie zachodniej muzyki można było zostać wyrzuconym ze szkoły.

To okres burzliwych przemian, pierwszych miłości, studiów i zakładania rodzin. Elżbieta, mimo sceptycyzmu mężczyzn z jej otoczenia, zostaje kardiolożką. Irena po raz drugi wychodzi za mąż. Gabriela porzuca obiecującą karierę sportową na rzecz aktorstwa, jednak mimo talentu nie odnosi sukcesów. Rysiek poznaje smak pierwszej miłości i pierwszych rozczarowań, a Maniek wciąż jest wierny muzyce i marzy o własnej gitarze.

Autorka znakomicie oddała klimat PRL-u. Czytelnik ma wrażenie, jakby wraz z otwarciem książki przekraczał próg tamtej rzeczywistości. Bohaterowie nie mieli tylu możliwości co dziś, ale może właśnie dlatego ich relacje wydają się bardziej autentyczne. Zamiast gonić za majątkiem czy karierą, większą wagę przykładali do więzi z bliskimi.

Wciąż istniał wyraźny podział na klasy społeczne, a pochodzenie mogło decydować o łatwiejszym dostaniu się na studia. Równie niesprawiedliwe było przekonanie, że kobiety nie nadają się do odpowiedzialnej pracy. Tym większą satysfakcję sprawiały mi sukcesy zawodowe Elżbiety i Agaty, które swoją wiedzą zawstydzały mężczyzn.

W finale akcja wyraźnie przyspiesza i z jeszcze większym zainteresowaniem śledziłam dalsze losy bohaterów. Teraz pozostaje mi czekać na kolejny tom. Jedynym minusem jest bardzo duża liczba postaci i częste przeskakiwanie między wątkami, co momentami wprowadza chaos. Na szczęście pod okładką znajduje się drzewo genealogiczne, które ułatwia odnalezienie się w rodzinnych relacjach. Doceniam również ogrom pracy autorki, która zdołała połączyć losy tak wielu bohaterów z wydarzeniami historycznymi. To świetna saga obyczajowa, którą z przyjemnością polecam.


Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://linktr.ee/annadyczko_mczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko_mczas

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko

https://www.tiktok.com/@anna_dyczko