wtorek, 21 lipca 2026

Ryszard Abraham "Jerzy Stuhr show. Obrazki i anegdoty"

Tytuł: "Jerzy Stuhr show. Obrazki i anegdoty"

Autor: Ryszard Abraham

Wydawnictwo: Emocje Plus Minus

Ilość stron: 368

Data wydania: 12-11-2025

Moja ocena: 8/10

 

Aktor i teatrolog, Ryszard Abraham, z wielką swadą i znawstwem snuje opowieści o Jerzym Stuhrze. Przyznam, że nie znam wielu ról aktora. Gdy przychodziłam na świat podczas zimy stulecia, on miał już spore zawodowe doświadczenie. Wielu nazwisk, którymi autor sypie jak z rękawa, zwyczajnie nie kojarzę. Oczywiście wiem, kim byli Kieślowski, Machulski, Zamachowski czy Wajda, ale nie jestem obeznana ze wszystkimi twórcami tamtego pokolenia.

Te anegdoty, wzbogacone starymi fotografiami, czyta się jednak szybko, lekko i z uśmiechem. Jerzy Stuhr jawi się jako człowiek, który świetne riposty znajduje natychmiast, a nie po dwóch dniach, jak ja. Tak było już podczas szkolnej akademii, kiedy deklamował dziś budzący kontrowersje wierszyk o Murzynku Bambo.

Zdaje się też postacią niezwykle zaangażowaną i oddaną kreowanym rolom. Widać, że kochał grać i miał mnóstwo świetnych pomysłów. Potrafił nawet zastąpić na planie kaskaderów, choć mogło go to kosztować zdrowie. Był również scenarzystą i reżyserem, znał więc obie strony kamery.

"Chodzi o umiejętność zapamiętywania w sobie stanów nerwowych i odtwarzania ich na zawołanie. Taka jest moja definicja aktorstwa."

Ryszard Abraham wspomina również o życiu prywatnym aktora, który z powodu stanu zdrowia wycofał się z zawodu. Pisze o jego żonie, skrzypaczce Barbarze, córce Mariannie, artystce wizualnej, oraz synu Macieju, którego zawodu chyba nie muszę przedstawiać. Lwią część wychowania dzieci wzięła na siebie Barbara, podczas gdy Stuhr senior jeździł po kraju i grał. Profesor Stuhr potrafił też wywołać uśmiech na twarzach małych pacjentów onkologicznych, wcielając się w swoje bajkowe role: Osła ze Shreka, Gargamela ze Smerfów czy Mushu z Mulan. Przez dwanaście lat był także rektorem krakowskiej szkoły teatralnej.

Dowiadujemy się również o włoskiej karierze filmowej Jerzego Stuhra, który początkowo wręcz zachłysnął się pięknem Florencji. To właśnie tutaj po raz pierwszy przeczytałam o chorobie Stendhala.

Na koniec, w rozdziale „Wielka sława to żart”, autor sypie anegdotami potwierdzającymi tę tezę. W końcu, mimo wszystkich swoich osiągnięć, Jerzy Stuhr dla wielu widzów pozostał przede wszystkim niezapomnianym aktorem komediowym.

Warto przeczytać.


Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://linktr.ee/annadyczko_mczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko_mczas

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko

https://www.tiktok.com/@anna_dyczko



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz