Tytuł: "Jerzy Stuhr show. Obrazki i anegdoty"
Autor: Ryszard Abraham
Wydawnictwo: Emocje Plus Minus
Ilość stron: 368
Data wydania:
Moja ocena: 8/10
Aktor i teatrolog, Ryszard
Abraham, z wielką swadą i znawstwem snuje opowieści o Jerzym Stuhrze. Przyznam,
że nie znam wielu ról aktora. Gdy przychodziłam na świat podczas zimy stulecia,
on miał już spore zawodowe doświadczenie. Wielu nazwisk, którymi autor sypie
jak z rękawa, zwyczajnie nie kojarzę. Oczywiście wiem, kim byli Kieślowski,
Machulski, Zamachowski czy Wajda, ale nie jestem obeznana ze wszystkimi
twórcami tamtego pokolenia.
Te anegdoty, wzbogacone starymi
fotografiami, czyta się jednak szybko, lekko i z uśmiechem. Jerzy Stuhr jawi
się jako człowiek, który świetne riposty znajduje natychmiast, a nie po dwóch
dniach, jak ja. Tak
było już podczas szkolnej akademii, kiedy deklamował dziś budzący kontrowersje
wierszyk o Murzynku Bambo.
Zdaje się też postacią niezwykle
zaangażowaną i oddaną kreowanym rolom. Widać, że kochał grać i miał mnóstwo
świetnych pomysłów. Potrafił nawet zastąpić na planie kaskaderów, choć mogło go
to kosztować zdrowie. Był również scenarzystą i reżyserem, znał więc obie
strony kamery.
"Chodzi o umiejętność
zapamiętywania w sobie stanów nerwowych i odtwarzania ich na zawołanie. Taka jest
moja definicja aktorstwa."
Ryszard Abraham wspomina również
o życiu prywatnym aktora, który z powodu stanu zdrowia wycofał się z zawodu.
Pisze o jego żonie, skrzypaczce Barbarze, córce Mariannie, artystce wizualnej,
oraz synu Macieju, którego zawodu chyba nie muszę przedstawiać. Lwią część
wychowania dzieci wzięła na siebie Barbara, podczas gdy Stuhr senior jeździł po
kraju i grał. Profesor Stuhr potrafił też wywołać uśmiech na twarzach małych
pacjentów onkologicznych, wcielając się w swoje bajkowe role: Osła ze Shreka,
Gargamela ze Smerfów czy Mushu z Mulan. Przez dwanaście lat był także rektorem
krakowskiej szkoły teatralnej.
Dowiadujemy się również o
włoskiej karierze filmowej Jerzego Stuhra, który początkowo wręcz zachłysnął
się pięknem Florencji. To właśnie tutaj po raz pierwszy przeczytałam o chorobie
Stendhala.
Na koniec, w rozdziale „Wielka
sława to żart”, autor sypie anegdotami potwierdzającymi tę tezę. W końcu, mimo
wszystkich swoich osiągnięć, Jerzy Stuhr dla wielu widzów pozostał przede
wszystkim niezapomnianym aktorem komediowym.
Warto przeczytać.
Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas
https://linktr.ee/annadyczko_mczas
https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212
https://www.instagram.com/annadyczko_mczas

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz