Tytuł:
Cykl: Primal Hunter, tom 1
Autor:
Wydawnictwo: Insignis
Ilość stron: 768
Data wydania: 17-06-2026
Moja ocena: 9/10
„Primal Hunter” autorstwa
tajemniczego Zogartha łudząco przypomina inne książki z nurtu LitRPG i
progression fantasy, szczególnie te tworzone przez autorów rosyjskojęzycznych,
takich jak Dan Sugralinow czy Wasilij Machanienko. Można znaleźć w nim również
pewne podobieństwa do „Dungeon Crawler Carl” Matta Dinnimana: walkę z
potworami, zdobywanie kolejnych poziomów i rozwijanie umiejętności. Brakuje
jednak charakterystycznego dla tej serii humoru.
Na początku poznajemy jednego
bohatera, a po pewnym czasie pojawia się drugi. Pierwszym z nich jest Jake,
młody mężczyzna i były pracownik korporacji, który w świecie gry może wreszcie
realizować swoje dawne, łucznicze aspiracje. Drugim jest nastoletni William.
Mimo młodego wieku ma już na koncie zbrodnię i wyraźne cechy psychopatyczne, a
udział w samouczku daje mu możliwość bez przeszkód realizować swoje zabójcze
fantazje.
Obaj bohaterowie mają w sobie coś
niepokojącego. Jake, choć przedstawiony jako protagonista i postać stojąca po
„właściwej” stronie, szybko odkrywa, że zabi*janie nie wywołuje w nim wyrzutów
sumienia. Przeciwnie, polowanie dostarcza mu ekscytacji, nawet gdy jego
ofia*rami są inni ludzie. Z jednej strony jest to niepokojące, z drugiej trudno
się temu dziwić. W świecie, w którym upada znana nam cywilizacja, przetrwać
mogą przede wszystkim ci najbardziej bezwzględni. Smutna prawda.
Z powodu podobieństw do znanych
mi już powieści tego nurtu początkowo nie mogłam się w tę historię wciągnąć.
Polowanie na kolejne potwory i zdobywanie poziomów ma przecież dość powtarzalny
schemat. Moje zainteresowanie wzrosło dopiero wtedy, gdy pojawiły się bardziej
oryginalne wątki.
Pierwszym z nich było odkrycie
przez Jake'a komnaty Złowrogiego Żmija, dawno zapomnianego bóstwa, które
rzuciło mu solidne wyzwanie, a stawką w nim było życie gracza. Co ciekawe, Jake
nie panikował, lecz podchodził do sytuacji z chłodną kalkulacją. W podobny
sposób rozważał kolejne propozycje dotyczące swoich umiejętności.
Drugim ciekawym momentem było
przeniesienie narracji na Williama, a następnie odkrycie, że dawni koledzy
Jake'a z pracy przetrwali, lecz obrócili się przeciwko niemu. Ostatecznie
otrzymujemy więc historię samotnego, pierwotnego łowcy, łucznika, który musi
stawić czoła całemu światu.
W książce zwracają uwagę również
często pojawiające się określenia nawiązujące do religii. Jedną z
najważniejszych postaci jest przecież Żmij, dzięki któremu Jake wkroczył na
ścieżkę alchemika. Pomazaniec, namaszczenie czy paruzja przewijają się przez
powieść dość często.
Pomimo sporych rozmiarów książkę
czyta się szybko, ponieważ przez cały czas coś się dzieje. Z pewnością spodoba
się osobom zaznajomionym z grami. Ci, którzy nie przepadają za ich mechaniką,
mogą jednak poczuć zmęczenie powtarzalnością typowych dla tego gatunku
elementów: misji, poziomów, umiejętności i kolejnych walk.
Pierwszy tom, liczący prawie 800 stron, to dopiero pierwszy poziom, czyli samouczek. Dla mnie okazał się interesujący, choć do pełni szczęścia zabrakło mi przede wszystkim większej dawki humoru, przyjaźni i nieco więcej pozytywnych cech u bohaterów.
Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas
https://linktr.ee/annadyczko_mczas
https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212
https://www.instagram.com/annadyczko_mczas

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz