Tytuł:
Autor:
Wydawnictwo: Mando
Ilość stron: 400
Data wydania: 13-11-2024
Moja ocena: 8/10
„Braunek. Biografia” Joanny
Podsadeckiej nie bez powodu nosi w tytule tylko nazwisko. To nie jest bowiem
wyłącznie opowieść o Małgorzacie Braunek, jej karierze i rolach, ale historia
kobiety oglądanej z wielu perspektyw. Jej rodziny, partnerów, dzieci,
przyjaciół i ludzi, którzy pojawili się na różnych etapach jej życia. Jest tu
nawet słynny „wesoły autobus” i wspólne wypady nad morze.
Małgorzata Braunek najbardziej
kojarzona jest oczywiście z rolą Oleńki Billewiczówny w „Potopie” i Izabeli
Łęckiej w serialowej „Lalce”. Późniejsze pokolenie widzów mogło ją poznać jako
Barbarę Jabłonowską, matkę Małgorzaty Jantar, w „Domu nad rozlewiskiem” i jego
kolejnych częściach.
Spodziewałam się opowieści przede
wszystkim o aktorstwie i oczywiście jest go tutaj sporo. Są kulisy pracy,
sławy, relacji z reżyserami, trudne role i cena, jaką czasem trzeba zapłacić za
życie w świecie filmu. Jednak Joanna Podsadecka poświęca bardzo dużo miejsca
również duchowej drodze Braunek, i ta część robi największe wrażenie.
Małgorzata Braunek odnalazła
swoją drogę w buddyzmie zen. Nie był to jednak nagły wybór ani moda na
„egzotyczną filozofię”. Jej zainteresowanie zaczęło się od pytań o sens życia,
własną tożsamość i o to, kim właściwie jesteśmy. Z czasem medytacja i praktyka
zen stały się bardzo ważną częścią jej życia. W 2003 roku została nauczycielką
zen, a w 2011 roku otrzymała tytuł rōshiego, czyli mistrza zen.
Buddyzm nie był dla niej jednak czymś odklejonym od codzienności. Przeciwnie. Widać, że wpływał na sposób, w jaki patrzyła na ludzi, relacje, przemijanie, przywiązanie czy własne wybory. Szczególnie mocno wybrzmiewa tu buddyjska świadomość nietrwałości. Życie się zmienia, ludzie odchodzą, niczego nie możemy zatrzymać na zawsze. Nie chodzi jednak o obojętność. Raczej o próbę przyjęcia rzeczywistości taką, jaka jest, bez nieustannej walki z tym, czego nie możemy zmienić.
To podejście staje się
szczególnie ważne w ostatniej części książki, jest tu bowiem mowa również o
chorobie, umieraniu i hospicjum. To zdecydowanie najtrudniejsza część lektury.
Pokazana nie tylko z perspektywy osoby chorej, ale również dla jej bliskich.
Sama byłam przy odchodzeniu moich
zwierząt. Wiem, że niektórzy powiedzą: „to nie ludzie”. Dla mnie jednak uczucia
przywiązania, miłości, bezsilności i żalu po stracie nie stają się mniej
prawdziwe tylko dlatego, że dotyczą zwierzęcia. Dlatego fragmenty dotyczące
choroby i ostatnich chwil Małgorzaty Braunek były dla mnie szczególnie trudne.
Jednocześnie bardzo poruszyło
mnie jej lekkie podejście do śmierci. „Lekkie” nie oznacza tutaj lekceważące.
Wręcz przeciwnie. Jest w tym akceptacja faktu, że śmierć jest częścią życia, a
także próba zachowania podmiotowości człowieka, który umiera. Braunek sama
wcześniej pracowała jako wolontariuszka w hospicjum, więc temat nie był jej
obcy.
Ważne miejsce zajmuje też jej zainteresowanie
tym, jak wygląda leczenie i opieka nad osobą chorą. W czasie własnej choroby
szukała możliwości zintegrowania medycyny konwencjonalnej z metodami
komplementarnymi. Zależało jej na podejściu, które patrzy na człowieka jako
całość, a nie tylko na chorobę konkretnego organu.
Z jej doświadczeń i ostatniej
woli wyrosła później Fundacja Małgosi Braunek „Bądź”. Jej celem jest między
innymi edukacja zdrowotna, profilaktyka przeciwnowotworowa, wspieranie chorych
i ich bliskich oraz promowanie zintegrowanego podejścia do zdrowia i leczenia.
Fundacja organizuje warsztaty, wykłady, grupy wsparcia i akcje edukacyjne.
W książce poznajemy także
Małgorzatę jako matkę. Wypowiadają się jej dzieci, które wspominają dość
nietypowe dzieciństwo. Trudno się dziwić, skoro dorastali w rodzinie, w której
jedno z rodziców było aktorem, drugie związane było z filmem, a styl życia był
mocno związany z poszukiwaniem własnej drogi i buddyzmem.
To, co w dzieciństwie mogło być
odbierane jako dziwactwo czy powód do wstydu, z czasem zaczęło być postrzegane
zupełnie inaczej. Dorosłe dzieci Braunek potrafią docenić wartości, które
wyniosły z domu.
Podobało mi się również to, że
autorka nie próbuje zrobić z Małgorzaty Braunek osoby idealnej. Jest tu słynna
aktorka, nauczycielka zen, matka, partnerka, przyjaciółka, ale też po prostu
człowiek ze swoimi emocjami, wyborami, błędami i wątpliwościami.
Braunek była wegetarianką i
angażowała się w ochronę praw zwierząt, ale nie próbowała narzucać swoich
wyborów rodzinie. I właśnie takie podejście do różnic bardzo do mnie przemawia.
Można mieć własne przekonania, a jednocześnie zostawić drugiemu człowiekowi przestrzeń
na jego własną drogę.
„Braunek. Biografia” nie jest
książką, którą czyta się lekko. I chyba dobrze, że taka nie jest. To nie jest
zwykłe wyliczenie ról, sukcesów i kolejnych etapów kariery. Joanna Podsadecka
próbuje dotrzeć głębiej i pokazać człowieka stojącego za znaną twarzą.
Po lekturze inaczej patrzę na
role Małgorzaty Braunek. Lepiej rozumiem również, jak wymagające potrafi być
aktorstwo i jak bardzo może wymagać przekraczania własnych granic komfortu
psychicznego. Braunek w pewnym momencie, będąc u szczytu popularności,
zrezygnowała z kariery i przez wiele lat pozostawała poza ekranem. Wróciła
dopiero wtedy, gdy sama była już zupełnie inną osobą.
To właśnie chyba najbardziej
zostało mi po tej książce. Nie obraz słynnej aktorki, ale kobiety, która przez
całe życie szukała odpowiedzi na pytanie, jak chce żyć. I miała odwagę kilka
razy zmienić kierunek, kiedy poprzedni przestał być jej potrzebny.
„Braunek. Biografia” to solidna, bardzo osobista i wymagająca lektura. Nie każdy się w niej odnajdzie, bo wymaga pewnej otwartości na inne poglądy, duchowość i sposób patrzenia na życie. Dla mnie była jednak ciekawą próbą poznania kobiety, którą przez lata znałam przede wszystkim z ekranu.
Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas
https://linktr.ee/annadyczko_mczas
https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212
https://www.instagram.com/annadyczko_mczas

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz