Tytuł: "Majtki na słońcu"
Autor:
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece
Ilość stron: 448
Data wydania: 26-03-2025
Moja ocena: 6/10
„Majtki na słońcu” Reginy
Rodríguez Sirvent to opowieść o roku z życia Rity Racons, młodej Katalonki,
która po oblanym egzaminie z angielskiego odpada ze studiów i postanawia
wyjechać do Stanów Zjednoczonych jako au pair.
Ze słonecznej Barcelony trafia do
Atlanty i bardzo szybko przekonuje się, że znajomość języka z podręczników
niekoniecznie przygotowuje człowieka do rozmów z miejscowymi. Nie rozumie
gwary, nie zna amerykańskich zwyczajów, a kiedy wszyscy mówią o kobiecie
imieniem Elena, długo nie może zrozumieć, o kogo chodzi. Dopiero później
dociera do niej, że „Elena”, którą tak często słyszy, to po prostu sposób, w jaki
miejscowi wymawiają nazwę miasta Atlanta.
Ritę zaskakuje właściwie
wszystko. Hasające po drzewach wiewiórki czy sposób odżywiania, w którym
zdrowych składników jest jak na lekarstwo, za to cukru i tłuszczu nie brakuje.
Nie może też zrozumieć, jak można żyć bez telewizora, od którego sama jest
właściwie uzależniona. W jej nowej rodzinie zamiast oglądania kolejnych
programów czy seriali czyta się książki.
Jeszcze większym zaskoczeniem okazuje się życie dzieci. Nie biegają beztrosko po podwórku, lecz mają napięty grafik zajęć dodatkowych, a Rita będzie odpowiedzialna za wożenie ich z jednych zajęć na kolejne. W dodatku od najmłodszych lat żyją z przekonaniem, że muszą dostać się na Harvard, bo tylko wtedy spełnią oczekiwania rodziców.
Pod powierzchnią zabawnej historii o młodej katalonce próbującej odnaleźć się w Stanach kryje się opowieść o presji, oczekiwaniach i o tym, jak łatwo zapomnieć, że dziecko jest przede wszystkim człowiekiem, a nie projektem do zrealizowania.
Rita przez rok wnosi do życia
swojej tymczasowej rodziny sporo zamieszania, ale też coś bardzo potrzebnego.
Próbuje pokazać dzieciom, że nie wszystko musi być podporządkowane wynikom i
oczekiwaniom dorosłych. Sama zresztą również wiele się uczy.
W czasie wolnym poznaje nowych
ludzi, nawiązuje romans z kobietą i zaczyna zastanawiać się nad własną seksualnością.
Wcześniej była w związku z chłopakiem, więc również w tej sferze życia próbuje
zrozumieć siebie i sprawdzić, czego właściwie chce.
Po pracy chodzi na lekcje
angielskiego, zaczyna czytać książki i zapisywać swoje doświadczenia. Jest w
takim momencie życia, w którym trudno jeszcze powiedzieć, dokąd właściwie
zmierza. Nie wie, co chce robić, kim chce zostać i czego oczekuje od
przyszłości. Ten wyjazd staje się więc dla niej nie tylko podróżą do innego
kraju, ale również próbą poznania samej siebie.
Problem w tym, że sama książka
nie zawsze potrafiła mnie zainteresować.
Przeszkadzała mi duża liczba
żartów i sytuacji opartych na sek**alnych podtekstach. Autorka bardzo często
sięga po humor związany z cielesnością, a część tych żartów była dla mnie
zwyczajnie nieśmieszna. Było tego po prostu za dużo, a tego typu humor nie jest
czymś, co szczególnie mnie bawi.
Rita również nie do końca
przypadła mi do gustu. Jest dość nierozgarnięta, często czegoś nie rozumie,
gubi się i popełnia gafy. Częściowo można to oczywiście tłumaczyć jej słabą
znajomością języka i zupełnie nowym środowiskiem, ale momentami jej zachowanie
zwyczajnie mnie irytowało.
Jednocześnie właśnie przez jej
niedopasowanie najlepiej widać zderzenie dwóch kultur. Rita uczy się od swojej
amerykańskiej rodziny, a jej członkowie uczą się od niej. Stopniowo odkrywają,
że można żyć inaczej, mieć inne priorytety i niekoniecznie podążać ścieżką
wyznaczoną przez rodziców.
Szczególnie ciekawy jest obraz
dzieci wychowywanych pod ogromną presją. Mają dużą wiedzę, potrafią rozmawiać
jak mali dorośli i od najmłodszych lat są przygotowywane do osiągania kolejnych
sukcesów. Jednocześnie, kiedy pojawia się myśl, że mogą nie sprostać oczekiwaniom,
pojawiają się łzy.
Brakowało mi w tym świecie trochę
zwyczajnego dzieciństwa.
Miałam wrażenie, że te dzieci
były przygotowywane przede wszystkim do osiągania jak najlepszych wyników, a
mniej do tego, żeby odkrywać, co naprawdę je interesuje czy do zwykłej
komunikacji z innymi ludźmi. Dlatego ważny staje się wątek chłopca, który
fascynuje się rapem. Jego zainteresowanie niekoniecznie mieści się w
oczekiwaniach rodziców i w tym, co wypada robić młodemu człowiekowi z ich środowiska.
Być może dzięki Ricie rodzice
zaczną dostrzegać w swoich dzieciach nie tylko przyszłych studentów Harvardu,
ale przede wszystkim ludzi z własnymi marzeniami, zainteresowaniami i pomysłami
na życie.
Powieść pokazuje też tę bardziej
zachowawczą stronę amerykańskiej obyczajowości. Rita z niedowierzaniem odkrywa
zasady dotyczące ubioru i odsłaniania ciała, zestawiając je z tym, co zna z
Europy. Zderzenie jej doświadczeń z rzeczywistością Atlanty jest jednym z
ciekawszych elementów książki, choć autorka podaje je przede wszystkim w
lekkiej, momentami absurdalnej formie.
„Majtki na słońcu” miały więc
kilka elementów, które naprawdę mnie zainteresowały: zderzenie kultur,
poszukiwanie własnej tożsamości, relację Rity z dziećmi i pytanie o to, ile
miejsca zostawiamy młodym ludziom na bycie po prostu sobą.
Szkoda tylko, że ta ciekawa
warstwa została dla mnie przykryta dużą ilością humoru, który nie zawsze
trafiał w mój gust.
Miałam kilka podejść do tej
książki i ostatecznie dotarłam do ostatniej strony, ale zdecydowanie nie była
to lektura, przez którą chciało się zarwać noc. Pomysł był ciekawy, znalazłam w
niej kilka wartościowych tematów, jednak wykonanie nie do końca mnie przekonało.
Za całokształt dałabym tej książce 5/10. Podnoszę jednak ocenę do 6/10 za pokazanie sytuacji dzieci i presji, pod jaką są wychowywane. To właśnie ten wątek wydał mi się najbardziej wartościowy i dał mi najwięcej do myślenia.
Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas
https://linktr.ee/annadyczko_mczas
https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212
https://www.instagram.com/annadyczko_mczas

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz