Tytuł: "Idealny kadr"
Autor: Katarzyna Grochowska
Wydawnictwo: Szara Godzina
Ilość stron: 344
Data wydania: 22-09-2026
Moja ocena: 10/10
Kilkanaście lat temu Pawłowi
Wolińskiemu udało się zrobić zdjęcie życia. Akurat tej nocy, gdy jego żona
jechała do szpitala, by urodzić ich pierwsze dziecko.
Wtedy nie wiedział jeszcze, jak
bardzo zmieni się jego świat. Po latach jest samotnym ojcem, wychowującym dwoje
dzieci: nastoletnią córkę Zoję i jej młodszego brata Tymka. Róża odeszła w
tragicznym wypadku a jej imię upamiętnia już tylko szyld pracowni fotograficznej
Green Rose, pod którym nadal pracuje Paweł.
Fotografowanie ludzi na skraju
życia przez lata odciskało na nim swoje piętno. Paweł ma coraz bardziej dość
pracy, która zmusza go do oglądania cierpienia ciężko chorych ludzi. Widzą to
również jego dzieci. Zoja prosi ojca, żeby zmienił pracę, a Paweł w końcu
postanawia jej posłuchać.
Wtedy na jego drodze pojawiają
się dwie kobiety. Przypadkowo spotkana Liwia, która przygarnęła bezdomnego psa,
oraz Kinga, nalegająca, żeby Paweł przyjął jeszcze jedno, ostatnie zlecenie.
Paweł obiecuje sobie i rodzinie,
że naprawdę będzie to ostatni raz. Zlecenie jest dobrze płatne, więc może sporo
na nim zarobić. Potem chce rozpocząć nowe życie i znaleźć inną pracę.
Tylko że jest jeszcze coś, co nie
daje mu spokoju.
Co właściwie robiła Róża tak daleko od domu w noc, w którą zginęła?
Autorka przez długi czas
utrzymuje nas w niepewności i domysłach, co się mogło wydarzyć. Możemy próbować
domyślać się prawdy, ale kiedy w końcu poznajemy tajemnicę Róży, okazuje się
ona zupełnie inna, niż można było przypuszczać.
Finał naprawdę mnie zaskoczył.
Zwłaszcza że Paweł znał swoją żonę, kochał ją i przez lata nosił w sobie pewien
obraz ich wspólnego życia. Tym trudniejsze okazuje się odkrycie, że człowiek,
którego wydawało nam się, że znamy, może skrywać przed nami tak istotną
tajemnicę.
Podobało mi się, że historia nie
skupia się wyłącznie na zagadce związanej z Różą.
Dobrze przedstawiona została
szkolna rzeczywistość Zoi. Paweł, podobnie jak wielu rodziców, patrzy na swoje
dziecko przez pryzmat tego, co chciałby widzieć. Zakłada, że córka jest
popularna i dobrze odnajduje się wśród rówieśników, podczas gdy my możemy zobaczyć,
jak wygląda to naprawdę.
Relacje Zoi z „przyjaciółkami”
pokazują, jak łatwo pomylić popularność z akceptacją, a znajomość z prawdziwą
przyjaźnią. Jest w tym sporo prawdy, szczególnie jeśli przypomnimy sobie, jak
bezlitosne potrafią być szkolne relacje.
Poruszył mnie też wątek Tymka. To
jeszcze dziecko, które dorasta bez matki i zwyczajnie tęskni za jej bliskością.
Jego zachowanie nie zawsze jest łatwe dla Pawła, ale kiedy spojrzymy na nie z
perspektywy chłopca, który stracił mamę, staje się znacznie bardziej
zrozumiałe.
W tej historii spodobało mi się
właśnie to, że za tajemnicą kryjącą się za zdjęciem są przede wszystkim ludzie
i ich emocje. Żałoba, samotne rodzicielstwo, potrzeba bliskości, próba ułożenia
sobie życia na nowo, ale też pytanie, ile tak naprawdę wiemy o najbliższych.
„Idealny kadr” okazał się dla
mnie historią, w której zdjęcie jest tylko początkiem. Bo takie ujęcie może
zatrzymać jedną chwilę, ale nie pokaże tego, co wydarzyło się przed nią ani
tego, co kryje się poza jego granicami.
Katarzyna Grochowska połączyła
tajemnicę z historią rodzinną i codziennymi problemami, dzięki czemu nie jest
to wyłącznie opowieść o poszukiwaniu prawdy o Róży. To również historia o tym,
jak trudno czasem naprawdę zobaczyć własnych bliskich.
Kiedy w końcu odkrywamy prawdę,
okazuje się, że za jednym zdjęciem może kryć się znacznie więcej, niż jesteśmy
gotowi zobaczyć.
Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas
https://linktr.ee/annadyczko_mczas
https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212
https://www.instagram.com/annadyczko_mczas

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz