wtorek, 11 maja 2021

J. C. Green "Ukochany pacjent". Recenzja przedpremierowa.

Tytuł: "Ukochany pacjent"

Autor: J. C. Green

Wydawnictwo: Muza

Ilość stron: 320

Data premiery: 12-05-2021

Moja ocena: 5/10


"Nigdy nie byłam szczególnie pruderyjna. Od kiedy poznałam Gabriela, polubiłam dobre bzykanie, ale małżeński seks zaczynał być już trochę nudny, a po wypadku małżonek zdecydowanie mnie unikał, choć wszystko działało u niego jak trzeba. Leo wyzwolił we mnie to, co najbardziej perwersyjne. Wyzbywam się wszelkich zahamowań. I czułam się... wolna."

 

Luiza Rajska trwa w nieudanym małżeństwie i poczuciu winy, w które wpędza ją mąż. Wydaje się jej, że kocha Gabriela, dopóki nie poznaje Leo. Wie, że mężczyzna jest powiązany ze światkiem przestępczym, ale ach! jakie on ma ładne oczy. Pani doktor zakochuje się błyskawicznie.


"Ty i ja - szeptał, kładąc rękę na moim udzie i przesuwając ją w górę - jesteśmy dla siebie stworzeni. Dlatego nie chcę cię stracić. Jeszcze nie teraz - dodał, i to mnie zaniepokoiło. - Dam ci to pierdolone szczęście, czy tego chcesz, czy nie."

"- Dlaczego ja przyciągam takich niebezpiecznych ludzi? - spytałam z westchnieniem."

 

To w zasadzie jedyna refleksja kochliwej lekarki, która skacze z kwiatka na kwiatek. Bez zastanowienia co niesie ze sobą związanie się z tym mężczyzną, kim on jest i co może ją czekać przy jego boku. Kobieta sprawia wrażenie jakby zapominała o poprzednim partnerze ledwie wpadnie jej w oczy kolejny. I nie dotyczy to jedynie Gabriela i Leo. 


"- Bo jesteś dobra, piękna i mądra. A nas, łajdaków, ciągnie do takich kobiet. No i niezła z ciebie dupa."

 

Luiza mruga rzęsami i nogi jej miękną. Cóż to za komplement. Co tam lata studiów i odpowiedzialna praca. Leo rozczula ją jednak jeszcze bardziej kiedy oferuje sprzątnąć jej byłego.


"Wziął moją dłoń i lekko ścisnął. - Zawsze możesz na mnie liczyć. Wiesz o tym? No, a poza tym bardzo dobrze strzelam, więc wiesz, gdybyś miała dość... - Puścił do mnie oko. - Umiem też wynieść i zakopać ciało. 

Jaki on cudowny, pomyślałam, opierając ciężką głowę o szybę i walcząc z sennością. Pod tymi tatuażami i groźnym wyglądem krył się dobry i wyrozumiały człowiek. Bandzior o złotym sercu."

 

Dobry i niewinny, prawie jak przedszkolak. Można urządzić kinder bal. Gdzie są balony?


"Niemal cały dzień spędziliśmy w łóżku. Wygłupialiśmy się, gadaliśmy, szminką rysowałam na jego ciele kwiatki, pisałam różne słowa. Leżeliśmy spleceni, on bawił się moimi włosami. Później drzemaliśmy, a potem znowu się kochaliśmy, bo Leo mógł prawie bez przerwy. Zaczęliśmy oglądać serial o szatanie, jednak gdy zauważył, że za bardzo skupiam się na wyglądzie głównego bohatera (który był bosko przystojny), wyrwał mi pilota i zmienił program. Leciał jakiś western, którego połowę przespałam."

 

W pewnym momencie nasza bohaterka przyznała, że nie myśli głową, lecz inną częścią ciała. Z grzeczności nie zaprzeczę.

Plusem powieści jest to, że szybko się ją czyta. Fabuła nie wymaga myślenia. Mamy tu ciągłą akcję z erotycznymi wstawkami. Dzieje się naprawdę dużo i szybko. Ciekawa intryga z udziałem Gabriela i zaskakujące odkrycie tożsamości Luizy pod koniec. Kolejny plus za umieszczenie akcji w Polsce.

Niestety bohaterowie są dość płytcy i bezrefleksyjni. Nie wiemy co czują, tylko co robią. Nie znamy ich pobudek. Była akcja, sceny miłosne, lecz zabrakło chemii. Nie umiałam wczuć się w położenie bohaterów.

Luiza, wzięty chirurg, mało bywa w szpitalu. W zasadzie nie ma problemu z wzięciem sobie wolnego. Kobieta jest bardzo naiwna, łatwowierna. Nie budzi sympatii. W porządku, jest dobra, w końcu pracuje w szpitalu a to jednak służba. Wiemy, że jest dobra w swoim fachu i oddana wobec pacjentów. Nie widzimy jej jednak zbyt często w tym środowisku. Autorka skupiła się głównie na wątku romansowym.

Niewiele jest w książce relacji pomiędzy główną bohaterką a jej tatą i przyjaciółką. Oni tylko przewijają się gdzieś w tle a przecież to najważniejsze osoby w jej życiu.

On Leo nie wymagałam zbyt wiele, w końcu to gangster. Jest do bólu przewidywalny: lubi się ostro zabawić i znaczy swój teren. Swoją kobietę traktuje jak własność, zabawkę uprzyjemniającą czas poza "pracą".

Najbardziej interesujący wydał mi się Paweł, którego poznajemy w finale opowieści. 

Kolejną sprawą jest styl. Daruję sobie szczegółową analizę, po prostu to tu zostawię:


"- Leo, to co robimy? Dużo ryzykujemy. Przecież ten transport nagrał gang Siwego. Jeśli mu go wyrwiemy, a na pewno nam się uda, bo jesteśmy zajebiście dobrzy, a on ma samych ćwoków, jak nic będzie wojna." 

"No i zajechali pod mój dom i zaczęła się strzelanina."

"Znacie odgłos pękającego lodu albo plastiku, gdy się go za bardzo wygnie? Właśnie taki dźwięk wydało moje serce, gdy rozpadło się na milion kawałków." (Czy to odgłos serca miażdżonego ręką złej czarownicy?)

"Kula przeszywająca moje serce może nie jest prawdziwa, lecz zadaje ból. Tą kulą jest on." 

 

"- To brzmi jak fabuła kiepskiego filmu - stwierdziłam." 


Tym optymistycznym akcentem kończę niniejszą recenzję. Myślę, że książka może spodobać się młodszym (18+), mniej wymagającym czytelnikom ze względu na prosty, chwilami wręcz prymitywny, styl. Mnie, niestety, nie przypadła do gustu. 

Dziękuję wydawnictwu Muza za egzemplarz recenzencki.


Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko/

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko




poniedziałek, 10 maja 2021

Ewa Przydryga "Topieliska". Recenzja przedpremierowa.

Tytuł: "Topieliska"

Autor: Ewa Przydryga

Wydawnictwo: Muza

Ilość stron: 320

Data premiery: 19-05-2021

Moja ocena: 10/10


"- To przed nim cały czas uciekałam. Przed swoim odbiciem w lustrze. Zawsze, kiedy lądowałam w nowym miejscu, przez jakiś czas było dobrze. Pochłonięta nowymi relacjami i pracą, zapominałam o nich, o moich twarzach z lustra, a one ze mną współpracowały. Najczęściej schodziły mi z drogi. Ale to nigdy nie wypełniło mojej pustki, a przynajmniej nie na stałe."

 

Poznajemy Polę Szulc w ostatnich chwilach jej szczęśliwego życia. Rankiem wyprawia męża z małym synkiem do lekarza i wraca do łózka. Parę godzin później budzi ją telefon z przychodni. Jej bliscy nie dojechali na umówioną wizytę. Pola pośpiesznie ubiera się i rusza na poszukiwania. Po drodze natyka się na prowadzoną właśnie akcję wydobycia zniszczonego auta z rzeki. Zszokowania kobieta orientuje się, że to samochód jej męża a ciał Kuby oraz ich synka, Jasia, nie odnaleziono. 


"Wypadek Kuby strącił mnie w tę najgłębszą czerń. Przez ostatnie tygodnie siliłam się na to, by utrzymać się na powierzchni, ale w efekcie raczej tylko dryfowałam, z dala od reszty, która wciąż naprawdę żyła. By udowodnić sobie, że wciąż jeszcze potrafię czuć, że wciąż jeszcze mi zależy i że, w przeciwieństwie do innych, wierzę, że moje dziecko nadal żyje, a za śmiercią Kuby nie stoi przypadek, zaczęłam prowadzić swoje własne śledztwo.

Prosta droga wiodła przez komisariat i wymagała wiary w prężne działania policji. Ale to nigdy nie była moja ścieżka. Bałam się, że jeśli nie wyjdę z domu, jeśli będę tam bezczynnie siedzieć, to tylko ugrzęznę, czekając na powolną śmierć. Tym razem swoją własną. Najbardziej bałam się drobiazgów. Bo to od nich wszystko się zaczyna. Bałam się tego, że niepodlewane kwiaty zaczną schnąć na parapecie, a pościel w sypialni już zawsze będzie ciepła, zmięta i coraz bardziej brudna."


Pola desperacko pragnie się dowiedzieć co było przyczyną wypadku. Odnaleziono tylko ciało jej męża. Zrozpaczona matka ciągle podsyca w sobie nadzieję, że jej dziecko żyje. W wyniku swoich poszukiwań trafia na tajemnicze znalezisko.


"Ciężar zamkniętego w mojej dłoni metalu jest wielokrotnością jego prawdziwej wagi. Ten sekret mojego męża, niczym niewyróżniający się niewielki kluczyk, waży tyle samo, co lęk przed tym, na co natknę się w bankowej skrytce."

 

Na jaw wychodzą kolejne tajemnice Jakuba Szulca.


" - Niczego nie zauważyłaś? - Kiedy dociera do mnie kolejne pytanie, powoli podnoszę wzrok na Konrada.

Czy nie zauważyłam? Zaangażowany w rozwój Jasia ojciec, najczulszy mąż, dobry, uczynne człowiek. W oczach niektórych może też trochę dziwak, który odreagowywał stres w lesie, swoim miejscu wyciszenia. Tę wersję znałam i wierzyłam w nią. Ale kolejny raz w ciągu ostatnich kilkunastu dni spotykam kogoś, kto niszczy ten portret najbliższego mi człowieka, a pokazuje mi kogoś, kto w żadnym stopniu nie przypominał mojego męża.

Nie. Nie zauważyłam."

 

Od czasu pogrzebu męża młodej wdowie towarzyszy jej siostra bliźniaczka, Ida. To genialnie wykreowana postać, będąca całkowitym przeciwieństwem naszej bohaterki. Choć tak się różnią łączy je niezaprzeczalna więź. Ida jest obok Poli w trudnych chwilach, wspiera i doradza, jak to siostra.


"Dobre wspomnienia potrafią ukoić ból teraźniejszości, wiesz? Ale jeśli ich nie ma i nigdy nie było, te powroty są jak rozdrapywanie niezagojonej rany. Potrafisz znieczulić ją tylko wtedy, gdy pędzisz na oślep, byle dalej, byle przed siebie."


Ida jest lustrzanym odbiciem Poli. Te dwie są jak ogień i woda. W pewnym momencie zaczęłam domyślać się kim naprawdę jest siostra pani Szulc, jednak niecierpliwie czekałam aż autorka odkryje karty. 


"- Zawsze myślałaś o sobie jak o punkcie przemierzającym oś czasu. Znam cię, sis - podkreśla, zupełnie jakby robiła mi na złość. Czuję na sobie jej przenikliwe spojrzenie. - Ale chyba jest na odwrót. Nie ruszasz się, a czas płynie przez ciebie, jest jak lodowaty wiatr, który wciąż kradnie ci ciepło. Masz ochotę pęknąć i zamarznąć."


Dokąd doprowadzi Polę jej prywatne śledztwo? Kim jest tajemnicza dziewczyna z przeszłości Kuby? Czym jest "lucid dream"?


"Dzień wyłonił to miejsce z mroku, którym spowijała go noc, ale nie mam wątpliwości, że to kamienica z mojego snu. Ten sam kosz na śmieci z oderwanym dnem. Trawnik, na którym kruk był zajęty padliną, teraz jest pusty. Ta sama fasada, tylko jeszcze bardziej zniszczona. Identyczny ganek i schody. O to przecież mi chodziło, by dotrzeć na koniec tej planszy do gry, do miejsca, które paraliżowało mnie we śnie, a które w nieznany mi sposób łączy się z moim mężem. A teraz, stojąc kilka metrów od schodów, nie mogę się ruszyć. Jest dokładnie tak, jak w tamtym sennym koszmarze."

 

Kiedy tylko zobaczyłam zapowiedź nowego tytułu Ewy Przydrygi wiedziałam, że to będzie coś dobrego. Przeczucie, oparte na lekturze wcześniejszych thrillerów pisarki, mnie nie zawiodło.

"Topieliska" wciągnęły mnie od samego początku i nie byłam w stanie oderwać się od książki. Genialna konstrukcja utworu, autentyczni bohaterowie, których emocje są tak doskonale opisane, że wręcz utożsamiamy się z nimi. Do tego pomieszanie jawy ze snem i stopniowo ujawniane sekrety sprawiają, że jest to powieść nieodkładalna. 

Autorka pięknie operuje językiem, bawi się formą i znaczeniem słów. Mistrzowski styl.

Jedna rzecz mi nie grała: "I choć tym razem nie wyrywa się z mojego uścisku, jej oczy zachodzą mgłą, a zaciśnięte usta układają się w drżącą pionową kreskę." (strona 43)

Poza pionową kreską ust w "Topieliskach" podobało mi się wszystko. Polecam!

Dziękuję wydawnictwu Muza za egzemplarz recenzencki powieści.


Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko/

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko



niedziela, 9 maja 2021

Paulina Ampulska "Uwikłani w przeszłości"

Tytuł: "Uwikłani w przeszłości"

Autor: Paulina Ampulska

Wydawnictwo: Feniks

Data wydania: 14-02-2021

Book tour: @paulina_ampulska_autorka

Moja ocena: 6/10


"Wróciłam ze szkoły do domu, śpiesząc się na obiad. Mama napisała mi wiadomość, że dzisiaj pozwolimy sobie na niezdrowe jedzenie. Miałam cichą nadzieję, że będą to frytki, które wprost uwielbiałam. Nie pogardziłabym też polędwiczkami w pikantnej panierce.

Wchodząc do klatki usłyszałam krzyki. Rozpoznałam głosy i nie należały one do sąsiadów, lecz do moich rodziców. Kolejny raz wracałam do domu, w którym wszystko się mogło zdarzyć."

Nadia Rocka wraz z siostrą dorasta w patologicznej rodzinie. Nigdy nie wie jakie sceny zastanie po powrocie ze szkoły. Jej rodzice nie nadają się nawet na opiekunów chomika. Ojciec tyran i wiecznie pijana matka. One dwie potrzebne wyłączenie do obsługi gości tatusia, który wraz ze swoim towarzystwem pije i uprawia hazard. Wyobrażam sobie jak musi czuć się dziecko, które nie ma oparcia w rodzicach. Sytuacja Nadii i Martyny budzi współczucie.

"Awantura domowa, której w ostatnim czasie u nas nie brakowało. Zmierzałam na pierwsze piętro, a głosy stawały się coraz głośniejsze.

Podeszłam do drzwi i zawahałam się przed naciśnięciem klamki. Nie wiedziałam, czy odczekać chwilę, czy wejść w sam środek sprzeczki moich opiekunów. Nasłuchiwałam chwilę, po czym do moich uszu dotarł głośny plask. Modliłam się w myślach, aby to nie było to, co przewijało się przez moją wyobraźnię. Nacisnęłam klamkę i weszłam powoli do domu."

Starsza z sióstr, Martyna, przy pierwszej okazji się wyprowadza i rozpoczyna nowe życie na własną rękę, z dala od toksycznej rodzinki. Nadia zostaje sama.

"Siedząc w parku , doszłam do wniosku, że zawsze z problemami byłam zdana tylko na siebie. Nikt mi nie pomagał ich rozwiązywać i na nikogo nie mogłam liczyć. Teraz już wiedziałam, że samotność to cena za to, że żyłam dla wszystkich, nie dla siebie. Szkoda, że tak późno się o tym przekonałam."

Sytuacja staje się coraz trudniejsza. W domu Rockich dzieje się coraz gorzej, w końcu dochodzi do zdarzenia, które wpłynie na całe przyszłe życie Nadii. Dziewczyna postanawia odejść z domu, w którym nie ma wsparcia najbliższych. Zmotywowana do wzięcia przyszłości we własne ręce układa plan:

"1. Zdać test i dostać szóstkę na koniec z historii.

2. Przeprosić nauczyciela wychowania fizycznego i błagać o zaliczenie.

3. Dać z siebie wszystko na maturze.

4. Znaleźć dodatkową pracę i zarabiać jakiekolwiek pieniądze.

5. Z dniem pierwszego czerwca spakować się i wyjechać.

6. Wynająć choćby najmniejszy pokój i rozpocząć nowe życie z dala od ojca tyrana i matki alkoholiczki, która nigdy nic nie dostrzega.

7. Żyć własnym życiem i nie wracać."

Przypadkiem poznaje przystojnego policjanta Rafała. Dziewiętnastolatka ma szansę rozwinąć skrzydła, spełnić marzenia a nawet znaleźć miłość. Czy skorzysta z tej szansy? Czy zdecyduje się wrócić?

"Nic nie tworzy przyszłości tak, jak marzenia. Wszyscy musimy jakieś mieć, zarówno, jak i nadzieję, że możemy osiągnąć coś więcej niż mamy."

"Uwikłani w przeszłości" to debiut autorski Pauliny Ampulskiej. Powieść podobała mi się. To dobra, mocna historia obyczajowa z wątkiem miłosnym. Bohaterowie budzą sympatię a lekkie pióro pisarki sprawia, że książkę czyta się szybko. Prosty przekaz z pewnością trafi do młodszych czytelników. (18+) Minusem jest niestety niedopracowany styl.

Aż musiałam sprawdzić czy książka, która trafiła do moich rąk, nie ma na odwrocie dopisku "tekst przed korektą". Błędy w powieści niestety rozpraszają i psują zabawę.

Przeszkadzały mi przede wszystkim zbędne przecinki, wstawione w niewłaściwych miejscach oraz błędny szyk wyrazów w zdaniu. Niby drobiazgi, ale odrywają uwagę czytelnika od fabuły. Oto kilka przykładów. W powieści jest ich dużo więcej, ale nie chcę zbytnio spojlerować:

"Nikt nie zdążył złapać spadającej dziewczyny z ławki?" (powinno być "dziewczyny spadającej z ławki")

"Brązowe ciemne włosy, falami opadały na smukłe ramiona a do tego zgrabna figura." (proponuję: Miała ciemne brązowe włosy, które falami opadały na smukłe ramiona, a do tego zgrabną figurę.)

"Prąd był mi jeszcze potrzebny do wysuszenia włosów i aby nie wpaść na szafki."

"Sara natomiast ubrana była w małą czarną, a włosy splecione miała w warkocz i przerzucony przez ramię." (po co "i"?)

"W końcu! Nadio, co się z tobą działo?! Od pięciu dni się nie odzywasz! - wykrzyczał, Rafał wymachując dłońmi." (po co przecinek po słowie "wykrzyczał"?)

"- Zwłaszcza, teraz gdy turyści z całej Polski i zza granicy się zjeżdżają." (Niepotrzebny przecinek po słowie "zwłaszcza".

"Urlopowicze, coraz rzadziej pojawiali się na plaży." (Kolejny przecinek nie wiadomo po co)

"W domu pierwsze co, rzuciło mi się w oczy, to ogrom aniołów." (przecinek po słowie "co")

Tak, wiem, czepiam się.

Nie rozumiem też dlaczego matka Nadii trafiła do hospicjum, skoro nie była ciężko chora ani umierająca. 

Podsumowując, styl do lekkiej poprawki, lecz autorka ma dobre pomysły na wciągające historie i jestem pewna, że każda kolejna jej książka będzie coraz lepsza. Odważny wybór tematu jak na pierwszą powieść. Sceny przemocy zrobiły na mnie wielkie wrażenie. Pisarka nie obawia się także odmalować obrazów pełnych erotyki. Widzę duży potencjał na przyszłość. Plus za podanie czytelnikom informacji o miejscach, gdzie otrzymają pomoc, gdyby znaleźli się w takiej sytuacji jak Nadia. 

Dziękuję Paulinie Ampulskiej za możliwość udziału w book tour. Życzę wielu kolejnych powieści.


Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko/

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko




sobota, 8 maja 2021

Katarzyna Bonda " Nikt nie musi wiedzieć"

Tytuł: "Nikt nie musi wiedzieć"

Cykl: Hubert Meyer (tom 4)

Autor: Katarzyna Bonda

Wydawnictwo: Muza

Data premiery: 05-05-2021

Ilość stron: 384

Moja ocena: 7/10


Katarzyna Bonda powróciła do cyklu z Hubertem Meyerem po dziesięcioletniej przerwie. Psycholog śledczy analizuje fakty na wzór Johna Douglasa z Mindhuntera, który zresztą został wspomniany w książce.

Meyer właśnie rozpoczyna urlop kiedy zaczyna otrzymywać wiadomości od swojej dawnej partnerki, domagającej się od profilera rozwiązania zagadki śmierci jej syna. Zaraz potem wpadają jego kumple z pracy proszący o przysługę łamiącą etykę zawodową. Zajęcie się tą sprawą będzie z kolei wymagało znalezienia innej jako przykrywki.

Tym sposobem zamiast trzynastodniowej laby z zapasem alkoholu przy Netflixie, Hubert otrzymuje nadprogramową dawkę ciężkiej pracy. Musi zająć się jednocześnie trzema niecierpiącymi zwłoki sprawami.

Jego przykrywką staje się morderstwo w Mosznej, gdzie w okolicach zamku znaleziono martwego chłopaka. Mieszkańcy posiadłości zachowują zmowę milczenia, nikt nie chce się wyłamać. Kobieta, będąca świadkiem pewnego zajścia, była akurat pijana i nie jest wiarygodna. Na dokładkę do całego galimatiasu dochodzą wewnętrzne spory i antypatie. Każdy najchętniej zrzuciłby podejrzenie na wroga. Lokalna policja także niekoniecznie jest pomocna.

Katarzyna Bonda jak zwykle stworzyła niezwykle skomplikowaną i misterną intrygę, w której łatwo się pogubić. Powieść należy czytać w skupieniu i zwracać baczną uwagę na szczegóły. Nie jest to łatwe, ponieważ mamy tu mnóstwo tropów i postaci, niektóre dotyczące więcej niż jednej sprawy.

Nasz bohater jest w trudnej sytuacji. Z jednej strony przez lata pracy doczekał się pewnej renomy i jest podziwiany przez młodszych stażem policjantów, z drugiej nie nadąża za nowoczesną technologią. Chce służyć pomocą i doświadczeniem a słyszy, że teraz się to robi inaczej. W tym tomie mężczyzna zaczyna zdawać sobie sprawę, że czas jego metod się kończy a on sam ma swoje lata. 

Czy Hubert Meyer podoła rozcięciu tego węzła gordyjskiego? Czy dzięki genialnemu umysłowi uda mu się przechytrzyć sprawców i osoby, które być może ich kryją? Może czas na emeryturę? 

Niezbyt gruby, jak na książkę Bondy, tom, zapewni wam wiele godzin analizowania poszlak i zeznań. Zdecydowanie więcej jest tutaj roztrząsania argumentów i przygotowywania możliwości oskarżenia i obrony w przyszłym procesie niż samej akcji. Na wstępie pojawia się trup, później długo, długo nic i dopiero pod koniec tomu zostają poszkodowane kolejne osoby.

Powieść podzielona została na cztery części: Dziecko Sroki, Dziecko Karlikowej, Dziecko Polheimerów i Dziecko Meyera. Ta ostatnia liczy zaledwie trzy strony. Każde z tych dzieci ma za sobą nieraz burzliwą i dramatyczną przeszłość. 

Ciekawym akcentem jest to, że fabuła powieści rozwija się w dobie koronawirusa, o czym autorka wspomniała kilkakrotnie. Od 31 grudnia 2020 do 12 stycznia 2021.

Jeśli lubicie utwory opowiadające o pracy profilerów śledczych, jeśli jesteście fanami Mindhuntera, jest to pozycja dla was. Możecie ją czytać bez znajomości poprzednich tomów przygód Meyera.

Osobiście bardziej przypadł mi do gustu cykl o Saszy Załuskiej, na którego podstawie nakręcono serial, dostępny na platformie Player. Czy Hubert Meyer także doczeka się swojego serialu? Zobaczymy. Wszystko jest możliwe. 

Mało była tych węży z okładki, liczyłam na rozwinięcie sprawy czarnej wdowy. Chyba najbardziej mnie ona zaintrygowała. Kobieta wirusolog, tajemnicza śmierć męża, domowa hodowla groźnych gadów. Brzmi bardzo zachęcająco. Może powstanie druga część?

Ciekawa jestem czy znajdzie się czytelnik, który prawidłowo rozwikła zagadkę zanim zrobi to nasz profiler. Mnie się nie udało. Pogubiłam się w mnogości wątków i postaci. Życzę wam powodzenia.

Dziękuję wydawnictwu Muza za egzemplarz recenzencki książki oraz piękną, pamiątkową mapę.


Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko/

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko





środa, 5 maja 2021

Michał Długa "Pan Zło"

Tytuł: "Pan Zło"

Autor: Michał Długa

Wydawnictwo: Borgis

Ilość stron: 196

Data wydania: 09-12-2020

Moja ocena: 6/10


"Gdy wybudzał się z pięknego snu, po kilku sekundach zaczynał płakać jak małe dziecko. Niezaspokojone potrzeby oraz nadmiar emocji stworzyły z niego niezaradnego i strachliwego człowieka. Akceptował to jako coś normalnego. Nieważne, czy jesteś przegrany, ważne, żeby ze złymi nawykami walczyć, nie akceptować ich. Na szczęście każde żywe stworzenie ma w sercu Iskierkę, która trzyma nas w jednym kawałku i jest wspaniałym przewodnikiem życiowym. Wystarczy ją o to poprosić."
 
Kiedy dostałam propozycję zrecenzowania książki "Pan Zło" przeczytałam jej opis na stronie. lubimycztac.pl Brzmi on następująco:


"To powieść, która eksploruje ludzką podświadomość, zanurzając się w mroczne, skryte, nie do końca świadome przestrzenie naszej psychiki, a więc tam, gdzie rodzi się potrzeba tworzenia i niszczenia, Eros i Thanatos, miłość i śmierć. Bohaterem „Pana Zło” Michała Długi jest wrażliwy, subtelny, inteligentny introwertyk, który odkrywa w sobie miejsce przerażające, odpychające, pełne zła, bólu i nienawiści. Jego władcą jest Pan Zło – upiorne alter ego, uosobienie destrukcyjnej energii, której Tomasz boi się i jednocześnie bardzo jej pragnie. Co narodzi się z symbiotycznego połączenia człowieka z jego Cieniem? Potwór, a może bohater?" 


Nie do końca wiedziałam czego się spodziewać po lekturze, jednak lubię poznawać nowe gatunki i postanowiłam zaryzykować.


Głównym bohaterem opowieści jest niezadowolony z życia, przemęczony pracownik korporacji, Tomasz. Pewnego dnia zapada on w sen, w którym objawia mu się Pan Zło. Ten zamaskowany typ przedstawia mu się jako Bóg. Rozczarowany ludźmi roztacza przed Tomaszem dramatyczne wizje, szerzy teorie spiskowe, twierdzi, że ludzkość czeka zagłada. 


"Spójrz tylko, kilka cyferek wybitych na miękkim materiale. Brudne, pomięte, a co najważniejsze - umazane waszą chciwością i krwią. Przedmiot, który wam ofiarowałem, by polepszyć wasz los i prowadzić was ku lepszemu bytowi. - Wyprostował się i patrzył na Tomka, trzymając ręce za plecami. - A wy zaczęliście się nawzajem wyniszczać, by go zdobyć. Pracujecie nadmiernie, żeby go mieć, nie wiedząc, że życie przecieka wam przez place. Stworzyłem was dobrych, a wy woleliście zostać przeciwieństwem mojego słowa. Każdy podarunek zaczęliście wykorzystywać, by krzywdzić innych i żyć z cudzej pracy. Nie zasłużyliście na dobrego Boga, więc dostosowałem się do was."


Przerażony mężczyzna daje się zdominować retorykowi, który bardzo umiejętnie rozwija swoje hipotezy. W pewnym momencie Tomek zauważa błędy w jego rozumowaniu. Na pomoc przychodzi mu Iskierka - odrobina nadziei, którą nosi w sercu. 


Niespodziewanie pojawia się, również zamaskowany, oponent Pana Zło, który stacza z nim nierówną walkę. To Tomasz musi dokonać wyboru, którego z nich wesprze, któremu uwierzy.


Opowieść ma przedstawiać walkę dobra ze złem w ludzkim sercu i umyśle. W zamierzeniu byłaby to ciekawa anegdota, jednak mam wrażenie, że autor za bardzo stara się przemycić w teście ideologię New Age, przedstawioną w książce "Sekret" Rhondy Byrne. 


Autor wykreował dwa światy: ten, który znamy, niedobry, pełen negatywnych emocji, trucizn i spisków oraz świat idealny, w którym żyją wegetarianie telepaci a pieniądz nie istnieje. Ludzkość czeka duchowe przebudzenie lub zagłada.


To rozróżnienie przypominało mi trochę rasy Elojów i Morloków z "Wehikułu czasu" Wellsa. Jedna nacja oświecona, druga prymitywna i żyjąca w mroku.


Wymyślony idealny świat, do którego niby powinniśmy dążyć, zupełnie do mnie nie przemawia. W pewnym momencie sprawia, że z opowiastki pseudofilozoficznej utwór zmierza w stronę fantastyki naukowej. 

Z każdą chwilą robiło się coraz dziwniej: przypisywanie emocjom tajemnych mocy, tworzenie  myślami rzeczywistości, umiejętności parapsychiczne...


Na początku książkę czytało mi się dość szybko i nawet przyjemnie, jednak wraz z upływem czasu lektura zaczęła mnie nużyć. 


Sam pomysł na książkę był dobry, z wykonaniem trochę gorzej. Styl pozostawia sporo do życzenia. Opowiedziana historia jest jednak nietypowa i dość ciekawa, dlatego oceniam na 6/10.


Dziękuję autorowi i wydawnictwu za egzemplarz recenzencki.

 

Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko/

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko



poniedziałek, 3 maja 2021

Carlos Ruiz Zafon "Miasto z mgły". Recenzja przedpremierowa.

Tytuł: "Miasto z mgły"

Autor: Carlos Ruiz Zafon

Wydawnictwo: Muza

Ilość stron: 224

Data premiery: 05-05-2021

Moja ocena: 10/10


"Zabieram ze sobą pamięć o Barcelonie, zniewolony na zawsze urodą jej uliczek, wdzięczny dłużnik jej ciemnej duszy, solennie zarazem przyrzekając, iż wrócę tu, by złożyć w ofierze duszę własną i stopić się w uścisku najsłodszego zapomnienia."

 

"Miasto z mgły" to, niestety, ostatnia z książek Carlosa Riuza Zafona. Genialny pisarz zmarł w czerwcu 2020 roku. Zostawił jednak po sobie zbiór opowiadań, które stanowią krótkie przedstawienie jego stylu w wielu odsłonach. Mamy tu historię młodzieńczej zakazanej miłości, pisarza zawierającego pakt z diabłem, prostytutki z Barcelony, najemnego mordercy, nawiązania do Gaudiego i Cervantesa. 


"Komedia uczy nas, iż nie należy brać życia nazbyt serio, tragedia zaś uczy nas, co się dzieje, kiedy nie bierzemy na serio tego, czego nas uczy komedia."

 

Zafon był mistrzem mieszania stylów i takiego doboru słów, który może nieźle namieszać czytelnikowi w głowie. 

Głównymi bohaterami "Miasta z mgły" są: mgła i Barcelona. Opar snuje się leniwie pomiędzy uliczkami, znikają w nim postacie, cień zasnuwa ludzi i zdarzenia, sprawiając, że rzeczywistość miesza się z fikcją i złudzeniem. To miasto jest magiczne. 

Autor przekazuje nam także w prosty i dowcipny sposób prawdy o życiu:


"Rzecz jasna, tak utalentowany, szlachetny i uczciwy człowiek nie mógł zbyt długo przetrwać w zacnej społeczności, i raczej wcześniej niż później wybiła jego godzina. Upadek sprawiedliwych zawsze jest na rękę tym, którzy najwięcej im zawdzięczają. Nie tych, którzy chcą nas pognębić, ale tych, którzy nam spieszą z pomocą, zdradzamy, choćby tylko po to, by nie przyznać się do długu wdzięczności, jaki wobec nich mamy."

 

Książeczka, choć liczy niewiele ponad 200 stron, robi ogromne wrażenie. Opowiadanie, które z początku zdaje się całkiem zwyczajne, z każdym kolejnym wersem nabiera tajemniczości a pod koniec pozostawia czytelnika w zachwycie i zadziwieniu. 

Jeśli znacie wcześniejsze książki Zafona, z przyjemnością zanurzycie się ponownie w niepowtarzalnym stylu autora, jeśli nie, to dobra okazja, by go poznać. Osobiście jestem zauroczona.


"- Zauważyłeś, że im inteligentniejsze stają się telefony, tym bardziej ludzie głupieją? - Wyglądała na żonę Draculi, która napadła właśnie na sklep z ciuchami dla gotów."

 

Dwa proste zdania i już jestem kupiona. To cytat z ostatniego opowiadania w tomiku: "Apokalipsa w dwie minuty". Tyle czasu maksymalnie zajmie wam jego przeczytanie. Swobodny, zrozumiały styl, niewielka ilość tekstu a całość zachwyca. 

Po lekturze "Miasta z mgły" już wiem, że z przyjemnością wrócę na Cmentarz Zapomnianych Książek. 

Za egzemplarz recenzencki książki oraz cudowny plakat dziękuję wydawnictwu Muza.


Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko/

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko




sobota, 1 maja 2021

Kennedy Fox - "Ten, którego pragnę"

Tytuł: "Ten, którego pragnę"

Autor: Kennedy Fox

Wydawnictwo: Muza

Ilość stron: 416

Data premiery: 28-04-2021

Moja ocena: 10/10


"Kiedy się tu przeprowadziła, hołdowałam dwóm zasadom i jestem wkurzona na siebie, że obie złamałam w niespełna tydzień. Żadnego przypadkowego seksu i żadnych randek z kolegami z pracy. To miał być bardzo prosty plan."


Emily, po przyłapaniu chłopaka na zdradzie, postanawia zmienić miejsce zamieszkania oraz pracę. Przyjeżdża do miasteczka San Angelo z silnym postanowieniem, że będzie unikać związków. 

Jej przyjaciółka, Kiera, zaprasza ją na wesele znajomego. Tam Emily poznaje Evana. Mężczyzna także nie szuka trwałej relacji. Oboje pod wpływem chwili postanawiają spędzić z sobą noc. 

Po przebudzeniu następnego ranka dziewczyna zastanawia się, czy aby jej ostatni partner nie jest żonaty. Chcąc ukarać niewiernego kochasia kradnie mu buty i ubranie. 

Evan budzi się zdezorientowany, odnotowując brak dziewczyny oraz smokingu. 

Kiedy Emily Bell rozpoczyna pracę w szpitalu okazuje się, że jej przełożonym jest nie kto inny jak Evan Bishop. Wściekły i dyszący żądzą zemsty.


 "Mężczyźni mówią, że do kobiety powinna być dołączona instrukcja obsługi. Akurat. To oni potrafią w ułamku sekundy wyłączyć swój emocjonalny radar i przejść z trybu gorącego do lodowatego."


Wspomnienie upojnej nocy jest wciąż żywe, lecz Emily musi zmierzyć się z rzeczywistością. Czy uda jej się zachować profesjonalizm i nie przenosić uczuć prywatnych na pracę?


"Odtwarzałam każdą minutę naszej wspólnej nocy, ale to... wściekły Evan będzie nawiedzał mnie we snach. Wściekły Evan jest cholernie podniecający i roszczeniowy i wie, jak rozgrzać mnie do czerwoności. Niemal go za to nienawidzę. Tyle że nie mogłabym znienawidzić mężczyzny, który wielbi moje ciało jak jak on."


Także Evan ma wątpliwości. To miała być jedna noc, tymczasem okazało się, że z tą kobietą łączą go relacje zawodowe.


"Emily Bell mnie zrujnuje. Oznacza wszystko, czego tak usilnie próbowałem uniknąć. Wpadła z impetem w moje życie i nie mam jak od niej uciec. Jest w pracy, poza nią i w moich fantazjach. Ta kobieta jest niebezpieczna."


Jak potoczy się ta historia? Czy dwójka przelotnych kochanków da radę razem pracować? Co zrobi Veronica? Kim jest Richard? Jak życie ukarze Justina? Tego dowiecie się czytając książkę.

Kennedy Fox, czyli duet autorek Brooke Cumberland i Lyry Parish, stworzyła wciągającą, gorącą i zabawną opowieść. Jest w niej mnogość postaci pobocznych, choć ważnych dla fabuły: rodzina Evana i Emily, jej przyjaciółka, jego bracia, znajomi z pracy i byli partnerzy. 

Zakochałam się w tej książce. Z początku nie spodziewałam się, że romans zrobi na mnie taki wrażenie, jednak już po pamiętnej nocy, kiedy Evan musiał wyplątać się z niezręcznej sytuacji z pomocą dowcipnego brata, wiedziałam, że będę się dobrze bawić.

Bardzo podobały mi się opisy akcji ratunkowych w szpitalu oraz rozmowy pomiędzy Emily i Kirą. Widać, że autorki równie dobrze się bawiły tworząc fabułę. Na pewno sięgnę jeszcze po niejedną powieść sygnowaną nazwiskiem Kennedy Fox.

Wam również polecam tytuły autorki - czy też autorek - jeśli lubicie lekkie, zabawne historie z nutą erotyki. 

Za egzemplarz recenzencki powieści dziękuję wydawnictwu Muza.



Tekst: Anna Dyczko, Międzyczas

Zdjęcie po lewej: Anna Dyczko; zdjęcie po prawej: wydawnictwo Muza

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko/

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko