niedziela, 9 maja 2021

Paulina Ampulska "Uwikłani w przeszłości"

Tytuł: "Uwikłani w przeszłości"

Autor: Paulina Ampulska

Wydawnictwo: Feniks

Data wydania: 14-02-2021

Book tour: @paulina_ampulska_autorka

Moja ocena: 6/10


"Wróciłam ze szkoły do domu, śpiesząc się na obiad. Mama napisała mi wiadomość, że dzisiaj pozwolimy sobie na niezdrowe jedzenie. Miałam cichą nadzieję, że będą to frytki, które wprost uwielbiałam. Nie pogardziłabym też polędwiczkami w pikantnej panierce.

Wchodząc do klatki usłyszałam krzyki. Rozpoznałam głosy i nie należały one do sąsiadów, lecz do moich rodziców. Kolejny raz wracałam do domu, w którym wszystko się mogło zdarzyć."

Nadia Rocka wraz z siostrą dorasta w patologicznej rodzinie. Nigdy nie wie jakie sceny zastanie po powrocie ze szkoły. Jej rodzice nie nadają się nawet na opiekunów chomika. Ojciec tyran i wiecznie pijana matka. One dwie potrzebne wyłączenie do obsługi gości tatusia, który wraz ze swoim towarzystwem pije i uprawia hazard. Wyobrażam sobie jak musi czuć się dziecko, które nie ma oparcia w rodzicach. Sytuacja Nadii i Martyny budzi współczucie.

"Awantura domowa, której w ostatnim czasie u nas nie brakowało. Zmierzałam na pierwsze piętro, a głosy stawały się coraz głośniejsze.

Podeszłam do drzwi i zawahałam się przed naciśnięciem klamki. Nie wiedziałam, czy odczekać chwilę, czy wejść w sam środek sprzeczki moich opiekunów. Nasłuchiwałam chwilę, po czym do moich uszu dotarł głośny plask. Modliłam się w myślach, aby to nie było to, co przewijało się przez moją wyobraźnię. Nacisnęłam klamkę i weszłam powoli do domu."

Starsza z sióstr, Martyna, przy pierwszej okazji się wyprowadza i rozpoczyna nowe życie na własną rękę, z dala od toksycznej rodzinki. Nadia zostaje sama.

"Siedząc w parku , doszłam do wniosku, że zawsze z problemami byłam zdana tylko na siebie. Nikt mi nie pomagał ich rozwiązywać i na nikogo nie mogłam liczyć. Teraz już wiedziałam, że samotność to cena za to, że żyłam dla wszystkich, nie dla siebie. Szkoda, że tak późno się o tym przekonałam."

Sytuacja staje się coraz trudniejsza. W domu Rockich dzieje się coraz gorzej, w końcu dochodzi do zdarzenia, które wpłynie na całe przyszłe życie Nadii. Dziewczyna postanawia odejść z domu, w którym nie ma wsparcia najbliższych. Zmotywowana do wzięcia przyszłości we własne ręce układa plan:

"1. Zdać test i dostać szóstkę na koniec z historii.

2. Przeprosić nauczyciela wychowania fizycznego i błagać o zaliczenie.

3. Dać z siebie wszystko na maturze.

4. Znaleźć dodatkową pracę i zarabiać jakiekolwiek pieniądze.

5. Z dniem pierwszego czerwca spakować się i wyjechać.

6. Wynająć choćby najmniejszy pokój i rozpocząć nowe życie z dala od ojca tyrana i matki alkoholiczki, która nigdy nic nie dostrzega.

7. Żyć własnym życiem i nie wracać."

Przypadkiem poznaje przystojnego policjanta Rafała. Dziewiętnastolatka ma szansę rozwinąć skrzydła, spełnić marzenia a nawet znaleźć miłość. Czy skorzysta z tej szansy? Czy zdecyduje się wrócić?

"Nic nie tworzy przyszłości tak, jak marzenia. Wszyscy musimy jakieś mieć, zarówno, jak i nadzieję, że możemy osiągnąć coś więcej niż mamy."

"Uwikłani w przeszłości" to debiut autorski Pauliny Ampulskiej. Powieść podobała mi się. To dobra, mocna historia obyczajowa z wątkiem miłosnym. Bohaterowie budzą sympatię a lekkie pióro pisarki sprawia, że książkę czyta się szybko. Prosty przekaz z pewnością trafi do młodszych czytelników. (18+) Minusem jest niestety niedopracowany styl.

Aż musiałam sprawdzić czy książka, która trafiła do moich rąk, nie ma na odwrocie dopisku "tekst przed korektą". Błędy w powieści niestety rozpraszają i psują zabawę.

Przeszkadzały mi przede wszystkim zbędne przecinki, wstawione w niewłaściwych miejscach oraz błędny szyk wyrazów w zdaniu. Niby drobiazgi, ale odrywają uwagę czytelnika od fabuły. Oto kilka przykładów. W powieści jest ich dużo więcej, ale nie chcę zbytnio spojlerować:

"Nikt nie zdążył złapać spadającej dziewczyny z ławki?" (powinno być "dziewczyny spadającej z ławki")

"Brązowe ciemne włosy, falami opadały na smukłe ramiona a do tego zgrabna figura." (proponuję: Miała ciemne brązowe włosy, które falami opadały na smukłe ramiona, a do tego zgrabną figurę.)

"Prąd był mi jeszcze potrzebny do wysuszenia włosów i aby nie wpaść na szafki."

"Sara natomiast ubrana była w małą czarną, a włosy splecione miała w warkocz i przerzucony przez ramię." (po co "i"?)

"W końcu! Nadio, co się z tobą działo?! Od pięciu dni się nie odzywasz! - wykrzyczał, Rafał wymachując dłońmi." (po co przecinek po słowie "wykrzyczał"?)

"- Zwłaszcza, teraz gdy turyści z całej Polski i zza granicy się zjeżdżają." (Niepotrzebny przecinek po słowie "zwłaszcza".

"Urlopowicze, coraz rzadziej pojawiali się na plaży." (Kolejny przecinek nie wiadomo po co)

"W domu pierwsze co, rzuciło mi się w oczy, to ogrom aniołów." (przecinek po słowie "co")

Tak, wiem, czepiam się.

Nie rozumiem też dlaczego matka Nadii trafiła do hospicjum, skoro nie była ciężko chora ani umierająca. 

Podsumowując, styl do lekkiej poprawki, lecz autorka ma dobre pomysły na wciągające historie i jestem pewna, że każda kolejna jej książka będzie coraz lepsza. Odważny wybór tematu jak na pierwszą powieść. Sceny przemocy zrobiły na mnie wielkie wrażenie. Pisarka nie obawia się także odmalować obrazów pełnych erotyki. Widzę duży potencjał na przyszłość. Plus za podanie czytelnikom informacji o miejscach, gdzie otrzymają pomoc, gdyby znaleźli się w takiej sytuacji jak Nadia. 

Dziękuję Paulinie Ampulskiej za możliwość udziału w book tour. Życzę wielu kolejnych powieści.


Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko/

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko




sobota, 8 maja 2021

Katarzyna Bonda " Nikt nie musi wiedzieć"

Tytuł: "Nikt nie musi wiedzieć"

Cykl: Hubert Meyer (tom 4)

Autor: Katarzyna Bonda

Wydawnictwo: Muza

Data premiery: 05-05-2021

Ilość stron: 384

Moja ocena: 7/10


Katarzyna Bonda powróciła do cyklu z Hubertem Meyerem po dziesięcioletniej przerwie. Psycholog śledczy analizuje fakty na wzór Johna Douglasa z Mindhuntera, który zresztą został wspomniany w książce.

Meyer właśnie rozpoczyna urlop kiedy zaczyna otrzymywać wiadomości od swojej dawnej partnerki, domagającej się od profilera rozwiązania zagadki śmierci jej syna. Zaraz potem wpadają jego kumple z pracy proszący o przysługę łamiącą etykę zawodową. Zajęcie się tą sprawą będzie z kolei wymagało znalezienia innej jako przykrywki.

Tym sposobem zamiast trzynastodniowej laby z zapasem alkoholu przy Netflixie, Hubert otrzymuje nadprogramową dawkę ciężkiej pracy. Musi zająć się jednocześnie trzema niecierpiącymi zwłoki sprawami.

Jego przykrywką staje się morderstwo w Mosznej, gdzie w okolicach zamku znaleziono martwego chłopaka. Mieszkańcy posiadłości zachowują zmowę milczenia, nikt nie chce się wyłamać. Kobieta, będąca świadkiem pewnego zajścia, była akurat pijana i nie jest wiarygodna. Na dokładkę do całego galimatiasu dochodzą wewnętrzne spory i antypatie. Każdy najchętniej zrzuciłby podejrzenie na wroga. Lokalna policja także niekoniecznie jest pomocna.

Katarzyna Bonda jak zwykle stworzyła niezwykle skomplikowaną i misterną intrygę, w której łatwo się pogubić. Powieść należy czytać w skupieniu i zwracać baczną uwagę na szczegóły. Nie jest to łatwe, ponieważ mamy tu mnóstwo tropów i postaci, niektóre dotyczące więcej niż jednej sprawy.

Nasz bohater jest w trudnej sytuacji. Z jednej strony przez lata pracy doczekał się pewnej renomy i jest podziwiany przez młodszych stażem policjantów, z drugiej nie nadąża za nowoczesną technologią. Chce służyć pomocą i doświadczeniem a słyszy, że teraz się to robi inaczej. W tym tomie mężczyzna zaczyna zdawać sobie sprawę, że czas jego metod się kończy a on sam ma swoje lata. 

Czy Hubert Meyer podoła rozcięciu tego węzła gordyjskiego? Czy dzięki genialnemu umysłowi uda mu się przechytrzyć sprawców i osoby, które być może ich kryją? Może czas na emeryturę? 

Niezbyt gruby, jak na książkę Bondy, tom, zapewni wam wiele godzin analizowania poszlak i zeznań. Zdecydowanie więcej jest tutaj roztrząsania argumentów i przygotowywania możliwości oskarżenia i obrony w przyszłym procesie niż samej akcji. Na wstępie pojawia się trup, później długo, długo nic i dopiero pod koniec tomu zostają poszkodowane kolejne osoby.

Powieść podzielona została na cztery części: Dziecko Sroki, Dziecko Karlikowej, Dziecko Polheimerów i Dziecko Meyera. Ta ostatnia liczy zaledwie trzy strony. Każde z tych dzieci ma za sobą nieraz burzliwą i dramatyczną przeszłość. 

Ciekawym akcentem jest to, że fabuła powieści rozwija się w dobie koronawirusa, o czym autorka wspomniała kilkakrotnie. Od 31 grudnia 2020 do 12 stycznia 2021.

Jeśli lubicie utwory opowiadające o pracy profilerów śledczych, jeśli jesteście fanami Mindhuntera, jest to pozycja dla was. Możecie ją czytać bez znajomości poprzednich tomów przygód Meyera.

Osobiście bardziej przypadł mi do gustu cykl o Saszy Załuskiej, na którego podstawie nakręcono serial, dostępny na platformie Player. Czy Hubert Meyer także doczeka się swojego serialu? Zobaczymy. Wszystko jest możliwe. 

Mało była tych węży z okładki, liczyłam na rozwinięcie sprawy czarnej wdowy. Chyba najbardziej mnie ona zaintrygowała. Kobieta wirusolog, tajemnicza śmierć męża, domowa hodowla groźnych gadów. Brzmi bardzo zachęcająco. Może powstanie druga część?

Ciekawa jestem czy znajdzie się czytelnik, który prawidłowo rozwikła zagadkę zanim zrobi to nasz profiler. Mnie się nie udało. Pogubiłam się w mnogości wątków i postaci. Życzę wam powodzenia.

Dziękuję wydawnictwu Muza za egzemplarz recenzencki książki oraz piękną, pamiątkową mapę.


Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko/

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko





środa, 5 maja 2021

Michał Długa "Pan Zło"

Tytuł: "Pan Zło"

Autor: Michał Długa

Wydawnictwo: Borgis

Ilość stron: 196

Data wydania: 09-12-2020

Moja ocena: 6/10


"Gdy wybudzał się z pięknego snu, po kilku sekundach zaczynał płakać jak małe dziecko. Niezaspokojone potrzeby oraz nadmiar emocji stworzyły z niego niezaradnego i strachliwego człowieka. Akceptował to jako coś normalnego. Nieważne, czy jesteś przegrany, ważne, żeby ze złymi nawykami walczyć, nie akceptować ich. Na szczęście każde żywe stworzenie ma w sercu Iskierkę, która trzyma nas w jednym kawałku i jest wspaniałym przewodnikiem życiowym. Wystarczy ją o to poprosić."
 
Kiedy dostałam propozycję zrecenzowania książki "Pan Zło" przeczytałam jej opis na stronie. lubimycztac.pl Brzmi on następująco:


"To powieść, która eksploruje ludzką podświadomość, zanurzając się w mroczne, skryte, nie do końca świadome przestrzenie naszej psychiki, a więc tam, gdzie rodzi się potrzeba tworzenia i niszczenia, Eros i Thanatos, miłość i śmierć. Bohaterem „Pana Zło” Michała Długi jest wrażliwy, subtelny, inteligentny introwertyk, który odkrywa w sobie miejsce przerażające, odpychające, pełne zła, bólu i nienawiści. Jego władcą jest Pan Zło – upiorne alter ego, uosobienie destrukcyjnej energii, której Tomasz boi się i jednocześnie bardzo jej pragnie. Co narodzi się z symbiotycznego połączenia człowieka z jego Cieniem? Potwór, a może bohater?" 


Nie do końca wiedziałam czego się spodziewać po lekturze, jednak lubię poznawać nowe gatunki i postanowiłam zaryzykować.


Głównym bohaterem opowieści jest niezadowolony z życia, przemęczony pracownik korporacji, Tomasz. Pewnego dnia zapada on w sen, w którym objawia mu się Pan Zło. Ten zamaskowany typ przedstawia mu się jako Bóg. Rozczarowany ludźmi roztacza przed Tomaszem dramatyczne wizje, szerzy teorie spiskowe, twierdzi, że ludzkość czeka zagłada. 


"Spójrz tylko, kilka cyferek wybitych na miękkim materiale. Brudne, pomięte, a co najważniejsze - umazane waszą chciwością i krwią. Przedmiot, który wam ofiarowałem, by polepszyć wasz los i prowadzić was ku lepszemu bytowi. - Wyprostował się i patrzył na Tomka, trzymając ręce za plecami. - A wy zaczęliście się nawzajem wyniszczać, by go zdobyć. Pracujecie nadmiernie, żeby go mieć, nie wiedząc, że życie przecieka wam przez place. Stworzyłem was dobrych, a wy woleliście zostać przeciwieństwem mojego słowa. Każdy podarunek zaczęliście wykorzystywać, by krzywdzić innych i żyć z cudzej pracy. Nie zasłużyliście na dobrego Boga, więc dostosowałem się do was."


Przerażony mężczyzna daje się zdominować retorykowi, który bardzo umiejętnie rozwija swoje hipotezy. W pewnym momencie Tomek zauważa błędy w jego rozumowaniu. Na pomoc przychodzi mu Iskierka - odrobina nadziei, którą nosi w sercu. 


Niespodziewanie pojawia się, również zamaskowany, oponent Pana Zło, który stacza z nim nierówną walkę. To Tomasz musi dokonać wyboru, którego z nich wesprze, któremu uwierzy.


Opowieść ma przedstawiać walkę dobra ze złem w ludzkim sercu i umyśle. W zamierzeniu byłaby to ciekawa anegdota, jednak mam wrażenie, że autor za bardzo stara się przemycić w teście ideologię New Age, przedstawioną w książce "Sekret" Rhondy Byrne. 


Autor wykreował dwa światy: ten, który znamy, niedobry, pełen negatywnych emocji, trucizn i spisków oraz świat idealny, w którym żyją wegetarianie telepaci a pieniądz nie istnieje. Ludzkość czeka duchowe przebudzenie lub zagłada.


To rozróżnienie przypominało mi trochę rasy Elojów i Morloków z "Wehikułu czasu" Wellsa. Jedna nacja oświecona, druga prymitywna i żyjąca w mroku.


Wymyślony idealny świat, do którego niby powinniśmy dążyć, zupełnie do mnie nie przemawia. W pewnym momencie sprawia, że z opowiastki pseudofilozoficznej utwór zmierza w stronę fantastyki naukowej. 

Z każdą chwilą robiło się coraz dziwniej: przypisywanie emocjom tajemnych mocy, tworzenie  myślami rzeczywistości, umiejętności parapsychiczne...


Na początku książkę czytało mi się dość szybko i nawet przyjemnie, jednak wraz z upływem czasu lektura zaczęła mnie nużyć. 


Sam pomysł na książkę był dobry, z wykonaniem trochę gorzej. Styl pozostawia sporo do życzenia. Opowiedziana historia jest jednak nietypowa i dość ciekawa, dlatego oceniam na 6/10.


Dziękuję autorowi i wydawnictwu za egzemplarz recenzencki.

 

Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko/

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko



poniedziałek, 3 maja 2021

Carlos Ruiz Zafon "Miasto z mgły". Recenzja przedpremierowa.

Tytuł: "Miasto z mgły"

Autor: Carlos Ruiz Zafon

Wydawnictwo: Muza

Ilość stron: 224

Data premiery: 05-05-2021

Moja ocena: 10/10


"Zabieram ze sobą pamięć o Barcelonie, zniewolony na zawsze urodą jej uliczek, wdzięczny dłużnik jej ciemnej duszy, solennie zarazem przyrzekając, iż wrócę tu, by złożyć w ofierze duszę własną i stopić się w uścisku najsłodszego zapomnienia."

 

"Miasto z mgły" to, niestety, ostatnia z książek Carlosa Riuza Zafona. Genialny pisarz zmarł w czerwcu 2020 roku. Zostawił jednak po sobie zbiór opowiadań, które stanowią krótkie przedstawienie jego stylu w wielu odsłonach. Mamy tu historię młodzieńczej zakazanej miłości, pisarza zawierającego pakt z diabłem, prostytutki z Barcelony, najemnego mordercy, nawiązania do Gaudiego i Cervantesa. 


"Komedia uczy nas, iż nie należy brać życia nazbyt serio, tragedia zaś uczy nas, co się dzieje, kiedy nie bierzemy na serio tego, czego nas uczy komedia."

 

Zafon był mistrzem mieszania stylów i takiego doboru słów, który może nieźle namieszać czytelnikowi w głowie. 

Głównymi bohaterami "Miasta z mgły" są: mgła i Barcelona. Opar snuje się leniwie pomiędzy uliczkami, znikają w nim postacie, cień zasnuwa ludzi i zdarzenia, sprawiając, że rzeczywistość miesza się z fikcją i złudzeniem. To miasto jest magiczne. 

Autor przekazuje nam także w prosty i dowcipny sposób prawdy o życiu:


"Rzecz jasna, tak utalentowany, szlachetny i uczciwy człowiek nie mógł zbyt długo przetrwać w zacnej społeczności, i raczej wcześniej niż później wybiła jego godzina. Upadek sprawiedliwych zawsze jest na rękę tym, którzy najwięcej im zawdzięczają. Nie tych, którzy chcą nas pognębić, ale tych, którzy nam spieszą z pomocą, zdradzamy, choćby tylko po to, by nie przyznać się do długu wdzięczności, jaki wobec nich mamy."

 

Książeczka, choć liczy niewiele ponad 200 stron, robi ogromne wrażenie. Opowiadanie, które z początku zdaje się całkiem zwyczajne, z każdym kolejnym wersem nabiera tajemniczości a pod koniec pozostawia czytelnika w zachwycie i zadziwieniu. 

Jeśli znacie wcześniejsze książki Zafona, z przyjemnością zanurzycie się ponownie w niepowtarzalnym stylu autora, jeśli nie, to dobra okazja, by go poznać. Osobiście jestem zauroczona.


"- Zauważyłeś, że im inteligentniejsze stają się telefony, tym bardziej ludzie głupieją? - Wyglądała na żonę Draculi, która napadła właśnie na sklep z ciuchami dla gotów."

 

Dwa proste zdania i już jestem kupiona. To cytat z ostatniego opowiadania w tomiku: "Apokalipsa w dwie minuty". Tyle czasu maksymalnie zajmie wam jego przeczytanie. Swobodny, zrozumiały styl, niewielka ilość tekstu a całość zachwyca. 

Po lekturze "Miasta z mgły" już wiem, że z przyjemnością wrócę na Cmentarz Zapomnianych Książek. 

Za egzemplarz recenzencki książki oraz cudowny plakat dziękuję wydawnictwu Muza.


Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko/

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko




sobota, 1 maja 2021

Kennedy Fox - "Ten, którego pragnę"

Tytuł: "Ten, którego pragnę"

Autor: Kennedy Fox

Wydawnictwo: Muza

Ilość stron: 416

Data premiery: 28-04-2021

Moja ocena: 10/10


"Kiedy się tu przeprowadziła, hołdowałam dwóm zasadom i jestem wkurzona na siebie, że obie złamałam w niespełna tydzień. Żadnego przypadkowego seksu i żadnych randek z kolegami z pracy. To miał być bardzo prosty plan."


Emily, po przyłapaniu chłopaka na zdradzie, postanawia zmienić miejsce zamieszkania oraz pracę. Przyjeżdża do miasteczka San Angelo z silnym postanowieniem, że będzie unikać związków. 

Jej przyjaciółka, Kiera, zaprasza ją na wesele znajomego. Tam Emily poznaje Evana. Mężczyzna także nie szuka trwałej relacji. Oboje pod wpływem chwili postanawiają spędzić z sobą noc. 

Po przebudzeniu następnego ranka dziewczyna zastanawia się, czy aby jej ostatni partner nie jest żonaty. Chcąc ukarać niewiernego kochasia kradnie mu buty i ubranie. 

Evan budzi się zdezorientowany, odnotowując brak dziewczyny oraz smokingu. 

Kiedy Emily Bell rozpoczyna pracę w szpitalu okazuje się, że jej przełożonym jest nie kto inny jak Evan Bishop. Wściekły i dyszący żądzą zemsty.


 "Mężczyźni mówią, że do kobiety powinna być dołączona instrukcja obsługi. Akurat. To oni potrafią w ułamku sekundy wyłączyć swój emocjonalny radar i przejść z trybu gorącego do lodowatego."


Wspomnienie upojnej nocy jest wciąż żywe, lecz Emily musi zmierzyć się z rzeczywistością. Czy uda jej się zachować profesjonalizm i nie przenosić uczuć prywatnych na pracę?


"Odtwarzałam każdą minutę naszej wspólnej nocy, ale to... wściekły Evan będzie nawiedzał mnie we snach. Wściekły Evan jest cholernie podniecający i roszczeniowy i wie, jak rozgrzać mnie do czerwoności. Niemal go za to nienawidzę. Tyle że nie mogłabym znienawidzić mężczyzny, który wielbi moje ciało jak jak on."


Także Evan ma wątpliwości. To miała być jedna noc, tymczasem okazało się, że z tą kobietą łączą go relacje zawodowe.


"Emily Bell mnie zrujnuje. Oznacza wszystko, czego tak usilnie próbowałem uniknąć. Wpadła z impetem w moje życie i nie mam jak od niej uciec. Jest w pracy, poza nią i w moich fantazjach. Ta kobieta jest niebezpieczna."


Jak potoczy się ta historia? Czy dwójka przelotnych kochanków da radę razem pracować? Co zrobi Veronica? Kim jest Richard? Jak życie ukarze Justina? Tego dowiecie się czytając książkę.

Kennedy Fox, czyli duet autorek Brooke Cumberland i Lyry Parish, stworzyła wciągającą, gorącą i zabawną opowieść. Jest w niej mnogość postaci pobocznych, choć ważnych dla fabuły: rodzina Evana i Emily, jej przyjaciółka, jego bracia, znajomi z pracy i byli partnerzy. 

Zakochałam się w tej książce. Z początku nie spodziewałam się, że romans zrobi na mnie taki wrażenie, jednak już po pamiętnej nocy, kiedy Evan musiał wyplątać się z niezręcznej sytuacji z pomocą dowcipnego brata, wiedziałam, że będę się dobrze bawić.

Bardzo podobały mi się opisy akcji ratunkowych w szpitalu oraz rozmowy pomiędzy Emily i Kirą. Widać, że autorki równie dobrze się bawiły tworząc fabułę. Na pewno sięgnę jeszcze po niejedną powieść sygnowaną nazwiskiem Kennedy Fox.

Wam również polecam tytuły autorki - czy też autorek - jeśli lubicie lekkie, zabawne historie z nutą erotyki. 

Za egzemplarz recenzencki powieści dziękuję wydawnictwu Muza.



Tekst: Anna Dyczko, Międzyczas

Zdjęcie po lewej: Anna Dyczko; zdjęcie po prawej: wydawnictwo Muza

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko/

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko





piątek, 30 kwietnia 2021

Magdalena Kołosowska - "Kiedyś dogonimy Paryż"

Tytuł: "Kiedyś dogonimy Paryż"

Autor: Magdalena Kołosowska

Wydawnictwo: Replika

Ilość stron: 352

Data premiery: 20-04-2021

Moja ocena: 9/10 


"Przez jakiś czas mijałyśmy się w grupie książkowej, potem się okazało, że jesteśmy też razem w ogrodniczej, ale zaczęłyśmy rozmawiać w muzycznej, kiedy wyszło na jaw, że mamy bardzo podobne muzyczne gusta. Danka znała się już wówczas z Irminą, wciągnęła mnie do tego trójkąta i tak zostało. Szybko też złapałyśmy wspólny język, a początkowe wesołe rozmówki o niczym stawały się z czasem coraz bardziej osobiste. Zwierzałyśmy się ze swoich trosk, problemów małżeńskich, małych i dużych radości. I choć miałam spore grono znajomych, nagle zarówno Danka, jak i Irmina, stały się dla mnie częścią rodziny."

 

Zosia, Danka i Irmina poznały się przez Internet. Mają wspólne zainteresowania i są na podobnym etapie życia: ich dorosłe dzieci właśnie wyfruwają z gniazda, szukają własnej drogi. Trzy kobiety różni stan cywilny, materialny oraz wybrana droga zawodowa.

Zosia - 41-letnia rozwódka z córkami bliźniaczkami, z zawodu redaktorka. Poznajemy ją w momencie, gdy wprowadza się do nowego domu.

Danka - 47-letnia kobieta po poważnych perypetiach zdrowotnych, trwająca w nieszczęśliwym małżeństwie, ma syna i psa, pracuje w banku. 

Irmina - od lat w nieformalnym związku, prowadzi firmę sygnowaną swoim nazwiskiem, ma córkę i syna.


"Wydawało mi się, że zarówno Dankę, jak i Irminę znam całe życie, gdy tymczasem było to ledwo kilkanaście miesięcy. Co jednak znaczył czas? Nieważna jest wszak ilość, ale jakość, a ja w ciągu minionego roku rozmawiałam z nimi więcej niż z rodziną."

 

Z początku dalekie znajome, coraz częściej rozmawiają przez komunikator, zaczynają zwierzać się sobie z zawodowych i prywatnych osiągnięć i porażek i po kilkunastu miesiącach zaprzyjaźniają się. W końcu udaje im się spotkać.


"Uwielbiałam te moje internetowe przyjaciółki. Ani Imka, ani Danka nie straciły na żywo niczego ze swojego sieciowego uroku. Wręcz przeciwnie. Obydwie miały w sobie takie pokłady pozytywnej energii, że przebywanie z nimi było samą przyjemnością."

 

"Kiedyś dogonimy Paryż" to pierwsza część nowej serii Magdaleny Kołosowskiej. To pierwsza książka tej autorki, którą miałam okazję przeczytać i jestem całkowicie zauroczona jej stylem. Płynęłam lekko przez strony, pomimo iż mowa o nie zawsze lekkich tematach. Czytając zapis rozmów trójki bohaterek czułam się jakbym rozmawiała z przyjaciółką. Sposób pisania pani Magdaleny jest bardzo autentyczny a problemy, z którymi muszą się mierzyć Zosia, Danka i Irmina są typowe dla osób w ich wieku.

Cieszę się, że powstała książka o perypetiach 40-latek, ponieważ sama jestem już w tym wieku. I mnie czeka obserwowanie jak dzieci dorastają, znajdują pierwsze miłości, popełniają pomyłki i odnoszą sukcesy w dorosłym życiu. I ja kiedyś zostanę babcią i teściową i, tak nasze bohaterki, będę musiała stawić czoło nowym wyzwaniom.


"Dotarło to wreszcie do mnie. Przecież taka właśnie byłam. Próbowałam ze wszystkich sił prowadzić moje dzieci za ręce, pokazywać im ścieżki, które moim zdaniem były bezpieczne i wolne od błędów, a przecież tak się nie da. Moja matka miała rację, nie zmienię tego, co się stało, nie cofnę czasu, ale mogę wpłynąć na to, jaka będzie moja rzeczywistość."

 

Myślę, że ta książka spodobałaby się mojej mamie. Jeśli szukacie prezentu na Dzień Matki to taka delikatna podpowiedź. 

Powieść powinna zresztą trafić w gust pań w różnym wieku: są tu matki, córki, mężowe i partnerzy, obecni i byli. Nie jest cukierkowo, jest prawdziwie. Bardzo polubiłam Sabę. Opis jej zachowania był tak realistyczny, że dosłownie ją widziałam.

Cieszę się, że miałam okazję poznać twórczość Magdaleny Kołosowskiej.

Dziękuję wydawnictwu Replika za egzemplarz recenzencki powieści oraz cudne dodatki - zakładkę i pocztówkę. Dziękuję autorce za życzenia. Takie dodatki rozgrzewają serce, cieszą oko i świetnie wyglądają na zdjęciach. Zobaczcie sami. 

Czekam z niecierpliwością na kolejne części cyklu, szczególnie na książkę poświęconą Dance.




Tekst i zdjęcia: Anna Dyczko, Międzyczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko/

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko




czwartek, 29 kwietnia 2021

Magdalena Ojrzyńska - "Pętla. Narodziny"

Tytuł: "Pętla. Narodziny"

Autor: Magdalena Ojrzyńska

Wydawnictwo: Redfoss

Ilość stron: 400

Data wydania: 20-02-2020

Book tour: Zaczytana Ewelka

Moja ocena: 8/10


"- Był środek zimy, w małej nadmorskiej osadzie życie zwolniło biegu. Zaspy śnieżne otoczyły siedzibę ludzką szerokim wałem, sprawiając wrażenie nieprzebytej fortecy, broniącej dostępu do skrywającego się za jej murami skarbu. W okolicznych lasach hulał wiatr, a nagie drzewa snuły cichą pieśń, niosąc poprzez knieje sobie tylko znane opowieści. Zwierzęta leśne dawno już poukładały się do zimowego snu. Niekiedy tylko dało się słyszeć wycie wygłodniałego wilka, przeszywające uśpiony nieboskłon.

- Auuu, auuuuu, auuuuuu - zawył Mały Johan, dopijając resztkę piwa, i głośno odstawił pusty kufel na stół."

 

Do małej osady położonej gdzieś na północy przyjeżdża rodzina Korhornów: Aleksander, Therese, ich córka Hana i dwaj synowie: Borys i Karl. Ojciec rozpoczyna pracę w tartaku, a matka zajmuje się dziećmi i od czasu do czasu pomaga w pracy miejscowemu lekarzowi. Czas płynie leniwie, wypełniony codziennymi obowiązkami.

Autorka nie określiła roku i miejsca akcji, lecz mieszkańcy Howbak nie znają elektryczności ani motoryzacji, poruszają się bryczką konną lub rowerem. W czasie przed wynalezieniem nowoczesnych mediów największą atrakcją są zimowe opowieści przy ognisku. 

Wiadomo, że oboje Therese i Aleksander, choć szczęśliwi ze sobą, skrywają jakieś tajemnice.


"Małżonkowie stali chwilę, przytulając się. Mąż delikatnym ruchem masował żonę po szczupłych plecach, a ona, jak to miała w zwyczaju, oparła twarz o jego barczyste ramię. To, co jeszcze kilka miesięcy temu budziło w niej strach, ale ciekawiło również i ekscytowało, dziś nasilało tylko piekący w piersi ból. Therese tuliła się do męża, chcąc wykrzyczeć uwięzione w gardle słowa i ukryte w sercu tajemnice. Łzy same cisnęły się jej do oczu, a sekrety skrywane w milczeniu paliły dotkliwie. Wiedziała bowiem z całą pewnością, że jest jeszcze zbyt wcześnie, aby podzielić się nimi z Aleksandrem. Miała tylko nadzieję, że chwila, kiedy mąż zrozumie, a ona będzie mogła zostać wysłuchaną, kiedyś wreszcie nastąpi."

 

Życie Korhornów toczy się spokojnie, nic specjalnego się nie dzieje. 

Od czasu do czasu któryś z mieszkańców osady rzuca zagadkową uwagę, pojawiają się tajemnicze postaci, lecz tylko na moment. Do końca nie dowiemy się o co chodzi w tej książce. Zakończenie dosłownie zwala z nóg.

Kiedy zobaczyłam tę książkę spodziewałam się fantastyki, tymczasem opowieść przypomina życie mieszkańców Alaski lub lasów Norwegii - są jasnymi blondynami, więc akcja może toczyć się właśnie tam. 

Magdalena Ojrzyńska podsuwa czytelnikowi delikatne sugestie, lecz niczego nie odkrywa do końca. Nie wiemy kto czai się w mroku i jakie ma plany oraz czym jest tajemniczy kamień. 

 

"Hana próbowała przyzwyczaić wzrok do panującej wokół ciemności. Nie potrafiła jednak niczego w niej dostrzec. Uczucie, które jej towarzyszyło, było nieznane, paraliżujące i ekscytujące zarazem. Pchało ją, aby szła do przodu, wgniatając w róg łózka jednocześnie. Hana nakryła się kołdrą, próbowała przyzwyczaić wzrok do panującej wokół ciemności. Niebo nie ułatwiało jej tego zadania, chowając migotliwe na co dzień gwiazdy pod zastępami gęstych chmur. Chociaż dziewczynka nie dostrzegała w pokoju żadnych obcych kształtów, miała nieodparte wrażenie, że nie pozostaje w nim sama. Coś albo ktoś czaiło się w cieniu, przyglądało się dziecku i wzywało je po imieniu."

 

Autorka pięknie odmalowuje dziki, nadmorski krajobraz.  Buduje nastrój tajemniczości, podkreślany przez ciemność, mgłę i dujący nad klifami wicher. Oczekujemy, że wkrótce w tej atmosferze zdarzy się coś niezwykłego.

Kilkakrotnie pojawia się w książce zdanie "Miłość matki do dziecka jest nieśmiertelna." Pięknie przedstawione zostało w powieści to właśnie uczucie:


"- Pamiętaj, Hano. - Matka ujęła dziecko za dłoń i spojrzała w błyszczące oczy. - Nigdy nie pozwól, aby ktokolwiek, kiedykolwiek wmówił ci na twój temat coś, czego sama o sobie nie myślisz. Nie pozwól, aby zdanie innych osób miało wpływ na twoje samopoczucie i wybory. Najważniejsze jest to, co ty myślisz o sobie. Najważniejsze jest to, co ty zdecydujesz. - Therese wstała, nachyliła się nad córką i ucałowała ją we włosy. Zacisnęła mocno powieki.

Wychodząc z pokoju, spojrzała raz jeszcze na dziecko.

- Pamiętaj, że cię kocham - odezwała się do córki, nim zamknęła za sobą drzwi.

Dziewczynka nie do końca zrozumiała wszystkie z wypowiedzianych przez matkę słów. Jeszcze w nocy przewijały się one gdzieś pomiędzy jej snami. Wystarczyły jednak, aby wlać w serce Hany otuchę i odwagę. Kolejnego dnia Hana szła z podniesionym czołem i pewnym krokiem do szkoły."


Pomimo jej niezaprzeczalnej wartości i wielkiego wrażenia jakie na mnie zrobiła, książkę czytało mi się ciężko. Największą przeszkodą był drobny druk. Druga rzecz to brak dynamicznej akcji. To wchodzenie w senne miasteczko, które może uśpić czytelnika. Nie jest to łatwa lektura, jednak na wytrwałych czeka nagroda. 

Dziękuję Ewelinie za możliwość udziału z book tour. Gdyby nie takie akcje, wielu autorów nie miałabym okazji poznać. Wydawnictwo Redfoss wydało tylko dwie książki i żadnej z nich nie widziałam w księgarniach. Powieści można kupić tylko na stronie: https://www.themeg.pl/


Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas

https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212

https://www.instagram.com/annadyczko/

https://www.wattpad.com/user/AnnaDyczko