Tytuł: "Wdech... Wydech"
Autor:
Wydawnictwo: Novae Res
Ilość stron: 176
Data wydania: 20-07-2026
Moja ocena: 6/10
„Całość naszego świadomego, ziemskiego życia ograniczają dwa przebudzenia: wdech w momencie narodzin i wydech na chwilę przed śmiercią. Wszystko, co pomiędzy, jest słabszy drogi.”
„Wdech... wydech” Karola P.
Lipskiego, chociaż cienka, jest książką zaskakująco ciężką. Nie jest to
lektura, którą czyta się dla rozrywki. Wymaga skupienia, a momentami wręcz
mozolnego przedzierania się przez kolejne warstwy znaczeń.
Główny bohater, posługujący się
pseudonimem BA, budzi się po pobycie w szpitalu pozbawiony wspomnień, które
stopniowo wracają do niego w urywkach. Już na początku rozmawia z Przybyszem o
kwestiach religijnych i filozoficznych. Przypomina sobie również koszmarne sny
z dzieciństwa, w których śnił własne narodziny: mozolne przeciskanie się do
światła, by zaczerpnąć pierwszy oddech. Podobne wrażenie towarzyszyło mi
podczas lektury. Miałam poczucie, że również muszę przeciskać się przez kolejne
zdania, by dotrzeć do tego, co autor chce powiedzieć.
A chce powiedzieć bardzo dużo. W
krótkiej formie próbuje zmieścić sens życia, filozofię agnostyczną, odniesienia
do klasyki literatury, wizję powtórnego przyjścia Jezusa, pandemię
przedstawioną jako karę dla pasożytniczej ludzkości oraz temat cierpienia
zwierząt. Wiele z tych kwestii powraca w rozmowach z Galateą.
To przy tym książka mocno
zaangażowana społecznie. Autor nie próbuje zachować chłodnego dystansu ani
udawać bezstronnego obserwatora. Przeciwnie, jego stosunek do współczesnego
świata, konsumpcjonizmu, globalizacji czy sposobu, w jaki człowiek traktuje
naturę i zwierzęta, jest wyraźny i często dosadny. Krytyka nie zostaje ubrana w
delikatne aluzje. Lipski formułuje ją wprost, momentami bardzo ostro, dlatego trudno
przejść obok jego poglądów obojętnie.
Autor porusza fundamentalne
kwestie związane z relacją człowieka z naturą i odpowiedzialnością za świat, w
którym żyjemy. Łączy przy tym pojęcia naukowe i ewolucyjne z refleksją
humanistyczną, religijną oraz mitologiczną. Tekst jest pełen symboliki,
wyrazistych porównań i literackich odniesień.
Język jest dojrzały, literacki,
ale również gęsty. Autor zasypuje czytelnika słowami, pojęciami i kolejnymi
tropami, przez co ta niewielka objętościowo książka musi być czytana powoli i z
przerwami na przemyślenia.
„Wdech... wydech” nie próbuje być
książką dla każdego. To raczej krótki, intensywny filozoficzno-społeczny wywód,
który momentami przytłacza ilością poruszonych tematów. Jednych skłoni do
refleksji, innych zmęczy swoją ciężkością i bezpośredniością.
Tekst i zdjęcie: Anna Dyczko, Międzyczas
https://linktr.ee/annadyczko_mczas
https://www.facebook.com/M-czas-103770337714212
https://www.instagram.com/annadyczko_mczas

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz